Ufff... w końcu odhaczone (dla świętego spokoju) - choć żałuję, że nie udało mi się przed seansem powtórzyć Infinitki, to generalnie nie było tak źle. Seans całkiem satysfakcjonujący, choć ten film to takie hit'n'miss po całości. I tak, jest za długi. Napuszona końcówka wlokła się już niesamowicie, a sam początek osobiście zmontowałbym zupełnie inaczej.
Nie podoba mi się zresztą w ogóle wygląd świata po pstryknięciu, bo poza tym, że wszyscy chodzą w nim smutni i nabuzowani, to nic się w sumie nie zmieniło. Ot, mniej tych ludzi i w sumie tyle.
Na minus też Thor. Już pomijam fakt, że chyba twórcy zapomnieli o jego ostatniej przemianie, w trakcie której jak byk były podkreślone jego właściwości (zatem nie rozumię jak Cap mógł za pomocą młota rzucać piorunami), ale motyw z jego brzuszkiem pachnie niestety jednorazowym skeczem SNL.
Nie do końca kupuję też nowego Hulka - coś w nim zgrzyta i tyle (a i wykazać się już nie miał jak przez to).
Na plus zakończenie wątku Capa, choć tarczę akurat przekazał w złe ręce, bo na logikę jedynym właściwym następcą powinien być Bucky.
Wątek wdowy powiedzmy, że ok, choć jak na trzy godziny to w tej fabule zdecydowanie za dużo jest płaczu i smęcenia.
Walki solidne, parę momentów glorii, które automatycznie podbudowują gdzieś tam w serduszku też się znajdzie, a połączenie z przeszłością całkiem zgrabne i skutkujące chyba najlepszymi żarcikami (Hail Hydra xD ).
Ciekawią mnie przy tym sceny wycięte, bo jest tu trochę takiej niepotrzebnej tapety, która wleciała do filmu (np pokazanie Capa tańczącego z Peggy - po co takie dopowiedzenia?) albo równie idiotycznych ideologicznych wtrętów (girl power było z deczka żenujące).
Generalnie film ok - chętnie kiedyś powtórzę jako double feature z Infinity War. Szału nie ma większego, bo raz, że to uniwersum już jakiś czas temu przeskoczyło rekina i trochę dziwnie się teraz ogląda te wszystkie bitwy, które trwają po pół godziny, choć przy tych mocach powinno być pozamiatane w 5 minut, oraz inne, potencjalnie szokujące zwroty akcji, które u mnie powodują wzruszenie ramion. Pierwsi Avengers jednak wciąż niedoścignięci, może dlatego, że mieli lepszą, bardziej przyziemną i ludzką podbudowę. Teraz zrobiły się już z tego takie Gumisie w kosmosie z mhrocznyi wtrętami bez większych konsekwencji (no bo trudno mi za taką uznać zmęczenie się postacią Roberta).
7/10
Nie podoba mi się zresztą w ogóle wygląd świata po pstryknięciu, bo poza tym, że wszyscy chodzą w nim smutni i nabuzowani, to nic się w sumie nie zmieniło. Ot, mniej tych ludzi i w sumie tyle.
Na minus też Thor. Już pomijam fakt, że chyba twórcy zapomnieli o jego ostatniej przemianie, w trakcie której jak byk były podkreślone jego właściwości (zatem nie rozumię jak Cap mógł za pomocą młota rzucać piorunami), ale motyw z jego brzuszkiem pachnie niestety jednorazowym skeczem SNL.
Nie do końca kupuję też nowego Hulka - coś w nim zgrzyta i tyle (a i wykazać się już nie miał jak przez to).
Na plus zakończenie wątku Capa, choć tarczę akurat przekazał w złe ręce, bo na logikę jedynym właściwym następcą powinien być Bucky.
Wątek wdowy powiedzmy, że ok, choć jak na trzy godziny to w tej fabule zdecydowanie za dużo jest płaczu i smęcenia.
Walki solidne, parę momentów glorii, które automatycznie podbudowują gdzieś tam w serduszku też się znajdzie, a połączenie z przeszłością całkiem zgrabne i skutkujące chyba najlepszymi żarcikami (Hail Hydra xD ).
Ciekawią mnie przy tym sceny wycięte, bo jest tu trochę takiej niepotrzebnej tapety, która wleciała do filmu (np pokazanie Capa tańczącego z Peggy - po co takie dopowiedzenia?) albo równie idiotycznych ideologicznych wtrętów (girl power było z deczka żenujące).
Generalnie film ok - chętnie kiedyś powtórzę jako double feature z Infinity War. Szału nie ma większego, bo raz, że to uniwersum już jakiś czas temu przeskoczyło rekina i trochę dziwnie się teraz ogląda te wszystkie bitwy, które trwają po pół godziny, choć przy tych mocach powinno być pozamiatane w 5 minut, oraz inne, potencjalnie szokujące zwroty akcji, które u mnie powodują wzruszenie ramion. Pierwsi Avengers jednak wciąż niedoścignięci, może dlatego, że mieli lepszą, bardziej przyziemną i ludzką podbudowę. Teraz zrobiły się już z tego takie Gumisie w kosmosie z mhrocznyi wtrętami bez większych konsekwencji (no bo trudno mi za taką uznać zmęczenie się postacią Roberta).
7/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
15-05-2019, 19:29





