Peep Show
Najsmutniejszy serial "komediowy". Dotychczas myślałem, że królem (uwaga) cringe'u jest Gervais, ale jego scenariusze to waga piórkowa w starciu z tym, co dotyka w każdym odcinku Marka i Jeza. Oni po prostu mają przejebane i każda próba wychylenia łba ponad poziom absolutnej rozpaczy kończy się brutalnym sprowadzeniem na ziemię. Jest to prześmieszne, ale jednocześnie przygnębiające, bo chociaż zwykle wtopy zaliczają przez egoizm, to czasem mają po prostu pecha. To mój lekki zarzut do całości - czasami poziom złej fortuny i opłakanych w skutkach zbiegów okoliczności (wiadomo, trzeba upodlić tych biedaków) jest tak duży, że aż sztuczny. Druga sprawa - postacie (dotyczy to głównie sezonów 1-3) po zakończeniu odcinka mają wymazywaną pamięć niczym w MEn In Black. Przykład - obiekt uczuć Marka (świetnie zobaczyć, jak zaczynała Olivia Colman) z dnia na dzień zapomina, że ten ją szpiegował (czytał jej wirtualny pamiętnik) i traktuje go jak gdyby nic się nie stało. Takich sytuacji jest mnóstwo, no ale bez tego pewnie nie byłoby serialu, bo każdy prędzej czy później odciąłby się od głównych bohaterów. Taka jest konwencja i jeśli się to przełknie (mi się w miarę szybko udało), to zostaje się z doskonałą komedią. Odcinek, w którym Mark i Jez są zamknięci w budynku to wyżyny ironicznego, kąśliwego humoru. A, drugi plan wymiata - Super Hans w każdej scenie niszczy, podobnie jak Alan Johnson (nie skojarzyłem na początku, że aktor grał w Leftovers; swoją drogą dziwię się, że nikt go jeszcze porządnie nie obsadził w czymś większym, bo jest niesamowity).
Jeśli ktoś szuka czegoś zabawnego do obejrzenia, to polecam i jednocześnie ostrzegam, że to wyjątkowo brytyjska rzecz, czyli upadlanie bohaterów i brak światełka w tunelu.
Najsmutniejszy serial "komediowy". Dotychczas myślałem, że królem (uwaga) cringe'u jest Gervais, ale jego scenariusze to waga piórkowa w starciu z tym, co dotyka w każdym odcinku Marka i Jeza. Oni po prostu mają przejebane i każda próba wychylenia łba ponad poziom absolutnej rozpaczy kończy się brutalnym sprowadzeniem na ziemię. Jest to prześmieszne, ale jednocześnie przygnębiające, bo chociaż zwykle wtopy zaliczają przez egoizm, to czasem mają po prostu pecha. To mój lekki zarzut do całości - czasami poziom złej fortuny i opłakanych w skutkach zbiegów okoliczności (wiadomo, trzeba upodlić tych biedaków) jest tak duży, że aż sztuczny. Druga sprawa - postacie (dotyczy to głównie sezonów 1-3) po zakończeniu odcinka mają wymazywaną pamięć niczym w MEn In Black. Przykład - obiekt uczuć Marka (świetnie zobaczyć, jak zaczynała Olivia Colman) z dnia na dzień zapomina, że ten ją szpiegował (czytał jej wirtualny pamiętnik) i traktuje go jak gdyby nic się nie stało. Takich sytuacji jest mnóstwo, no ale bez tego pewnie nie byłoby serialu, bo każdy prędzej czy później odciąłby się od głównych bohaterów. Taka jest konwencja i jeśli się to przełknie (mi się w miarę szybko udało), to zostaje się z doskonałą komedią. Odcinek, w którym Mark i Jez są zamknięci w budynku to wyżyny ironicznego, kąśliwego humoru. A, drugi plan wymiata - Super Hans w każdej scenie niszczy, podobnie jak Alan Johnson (nie skojarzyłem na początku, że aktor grał w Leftovers; swoją drogą dziwię się, że nikt go jeszcze porządnie nie obsadził w czymś większym, bo jest niesamowity).
Jeśli ktoś szuka czegoś zabawnego do obejrzenia, to polecam i jednocześnie ostrzegam, że to wyjątkowo brytyjska rzecz, czyli upadlanie bohaterów i brak światełka w tunelu.
23-05-2019, 17:18





