Tragedia Makbeta (1971)
Polański świeżo przeżywający traumę po tym, co "Rodzina Mansona" zapewniła Sharon i ich nienarodzonym dziecku ekranizuje najbrutalniejsze z dzieł Szekspira. I jak to Polański - jest to nawet ekranizacja z pomysłem. Trochę tu nieco od siebie dodaje do poszczególnych scen z pisemnego oryginału (wizja z lustrami najlepsza). Ale przyznam, że w "Makbecie" bywają takie momenty, których naprawdę się nie da poprawnie przenieść na język filmu, jeśli być wiernym dialogom Szekspira (choćby moment śmierci syna Macduffa, który tutaj wręcz wypada niczym w parodii od Nostalgia Critica).
Duży plus za oddanie krwistości pierwowzoru. Widać jednak, że ten mord w villi Polańskiego musiał nieźle na kształt filmu wpłynąć - jak się widzi te niektóre zabójstwa z rąk króla Szkocji, to aż się ma przed oczyma zdjęcia tamtejszego miejsca zbrodni z 1969. Bardzo dobry Finch, choć taki Makbet zawsze może być znacznie lepiej i wyraziściej zagrany, więc zostanę jednak przy interpretacji Mifune. Obsadzenie Francesscy Annis jako Lady Makbet jakoś mi z kolei nie leży. Gdy przerabiałem materiał w liceum, to zawsze widziałem Makbetową jako chłodniejszą i mocno wyrachowaną kobietę, a tu z kolei momentami bardziej sprawiała wrażenie uroczej idiotki.
I jako fan piękna szkockich krajobrazów też jestem ogólnie zadowolony :)
7/10
Polański świeżo przeżywający traumę po tym, co "Rodzina Mansona" zapewniła Sharon i ich nienarodzonym dziecku ekranizuje najbrutalniejsze z dzieł Szekspira. I jak to Polański - jest to nawet ekranizacja z pomysłem. Trochę tu nieco od siebie dodaje do poszczególnych scen z pisemnego oryginału (wizja z lustrami najlepsza). Ale przyznam, że w "Makbecie" bywają takie momenty, których naprawdę się nie da poprawnie przenieść na język filmu, jeśli być wiernym dialogom Szekspira (choćby moment śmierci syna Macduffa, który tutaj wręcz wypada niczym w parodii od Nostalgia Critica).
Duży plus za oddanie krwistości pierwowzoru. Widać jednak, że ten mord w villi Polańskiego musiał nieźle na kształt filmu wpłynąć - jak się widzi te niektóre zabójstwa z rąk króla Szkocji, to aż się ma przed oczyma zdjęcia tamtejszego miejsca zbrodni z 1969. Bardzo dobry Finch, choć taki Makbet zawsze może być znacznie lepiej i wyraziściej zagrany, więc zostanę jednak przy interpretacji Mifune. Obsadzenie Francesscy Annis jako Lady Makbet jakoś mi z kolei nie leży. Gdy przerabiałem materiał w liceum, to zawsze widziałem Makbetową jako chłodniejszą i mocno wyrachowaną kobietę, a tu z kolei momentami bardziej sprawiała wrażenie uroczej idiotki.
I jako fan piękna szkockich krajobrazów też jestem ogólnie zadowolony :)
7/10
22-06-2019, 10:01 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-06-2019, 10:05 przez Kryst_007.)





