St. Agatha (2019)
Ciężko nazwać ten film horrorem, bardziej umieściłbym go w kącie z jakimiś thrillerami psychologicznymi. Niestety tymi gorszego sortu. Nie jest to co prawda totalny szrot, jednak do ideału mu sporo brakuje. A szkoda, bo kilka pomysłów było naprawdę fajnych. Gra w kotka i myszkę pomiędzy matką przełożoną, a główną bohaterką bardzo w porządku i momentami nawet jest jakieś napięcie. I wolałbym, żeby twórcy całkowicie się na tym aspekcie skupili - w pewnym momencie sugerują niestety, że tytułowy zakon (w Polsce film nosi tytuł "Zakon Świętej Agaty") posiada w sobie jakieś paranormalne tajemnice. Bez sensu, nic z tego nie wynika, mogli to olać. Do tego dochodzą też zapychacze w postaci retrospekcji z życia głównej bohaterki przed trafieniem do zakonu oraz fatalnie dobrana muzyka - albo inaczej - fatalnie wyważona, ponieważ raz mamy dźwięki kojarzące się z kinem grozy, a raz muzykę rodem z jakiejś komedii pomyłek.
Finałowy akt i sposób w jaki zostaje to rozegrane świadczy o tym, że twórcy nie za bardzo mieli pomysł, jak zakończyć historię. I chociaż pomysł, aby można jakoś obronić, to i tak nie do końca to kupuję.
Z plusów?
- na pewno klimat
- pomysł wyjściowy
- pomimo tego, że niekiedy film posiada amatorski look, to i tak prezentuje się całkiem dobrze, zdjęcia na plus
- niektóre fragmenty muzyki
- aktorstwo - chyba najmocniejszy punkt Carolyn Hennesy w roli matki przełożonej jest kapitalna
Ciężko ocenić 3 albo 4 gwiazdki w skali dziesięciostopniowej.
Ciężko nazwać ten film horrorem, bardziej umieściłbym go w kącie z jakimiś thrillerami psychologicznymi. Niestety tymi gorszego sortu. Nie jest to co prawda totalny szrot, jednak do ideału mu sporo brakuje. A szkoda, bo kilka pomysłów było naprawdę fajnych. Gra w kotka i myszkę pomiędzy matką przełożoną, a główną bohaterką bardzo w porządku i momentami nawet jest jakieś napięcie. I wolałbym, żeby twórcy całkowicie się na tym aspekcie skupili - w pewnym momencie sugerują niestety, że tytułowy zakon (w Polsce film nosi tytuł "Zakon Świętej Agaty") posiada w sobie jakieś paranormalne tajemnice. Bez sensu, nic z tego nie wynika, mogli to olać. Do tego dochodzą też zapychacze w postaci retrospekcji z życia głównej bohaterki przed trafieniem do zakonu oraz fatalnie dobrana muzyka - albo inaczej - fatalnie wyważona, ponieważ raz mamy dźwięki kojarzące się z kinem grozy, a raz muzykę rodem z jakiejś komedii pomyłek.
Finałowy akt i sposób w jaki zostaje to rozegrane świadczy o tym, że twórcy nie za bardzo mieli pomysł, jak zakończyć historię. I chociaż pomysł, aby można jakoś obronić, to i tak nie do końca to kupuję.
Z plusów?
- na pewno klimat
- pomysł wyjściowy
- pomimo tego, że niekiedy film posiada amatorski look, to i tak prezentuje się całkiem dobrze, zdjęcia na plus
- niektóre fragmenty muzyki
- aktorstwo - chyba najmocniejszy punkt Carolyn Hennesy w roli matki przełożonej jest kapitalna
Ciężko ocenić 3 albo 4 gwiazdki w skali dziesięciostopniowej.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
27-06-2019, 14:03
Spoiler




