Patton (1970)
Ach, te piękne czasy, kiedy to przeciętny oscarowy biopic nie wyglądał jak produkt wykonany w laboratoryjnych warunkach, oznaczony jako "do najbliższych Oscarów" (wzrok skierowany w stronę Joe'a Wrighta i Toma Hoppera).
Świetnie działa jako wojenny fresk - kiedyś to mieli na miejscu setki statystów, pirotechników i wyszukaną scenerię, a teraz to wystarczy mieć komputer i myk, finito! Świetnie też działa jako studium psychologiczne bohatera - w trakcie seansu ciężko stwierdzić czy ekranowy Patton bardziej kocha swój kraj czy po prostu samą możliwość dowodzenia wojskiem. Kilka scen to złoto, a szczególnie akcja z płaczącym żołnierzem czy toast z ruskimi (złoto!).
Wiem, że o George'u C. Scottcie powiedziano już wszystko, ale po prostu muszę to powielić. Lepiej ta postać nie mogła zostać obsadzona - jego Patton skutecznie budzi respekt widza, ale i z czasem także przerażenie ze względu na jego fanatyzm. Zbędne dalsze marnotractwo klawiatury - laur Sz. Akademii (którego sam Scott pogardliwie nie przyjął) wręcz do uzasadnienia. Po prostu to ten przypadek, gdy ma się przed oczyma autentyczną postać, nie aktora.
Na minus - troszkę patetyzmu za dużo się jednak nawkradło, z kolei drugi plan mało wyrazisty (Malden - świetny aktor, ale tutaj zmarnowany co nieco).
8/10
BTW. Koniecznie zapoznać się z wydaniem BD. Obraz to wręcz wybitność.
Ach, te piękne czasy, kiedy to przeciętny oscarowy biopic nie wyglądał jak produkt wykonany w laboratoryjnych warunkach, oznaczony jako "do najbliższych Oscarów" (wzrok skierowany w stronę Joe'a Wrighta i Toma Hoppera).
Świetnie działa jako wojenny fresk - kiedyś to mieli na miejscu setki statystów, pirotechników i wyszukaną scenerię, a teraz to wystarczy mieć komputer i myk, finito! Świetnie też działa jako studium psychologiczne bohatera - w trakcie seansu ciężko stwierdzić czy ekranowy Patton bardziej kocha swój kraj czy po prostu samą możliwość dowodzenia wojskiem. Kilka scen to złoto, a szczególnie akcja z płaczącym żołnierzem czy toast z ruskimi (złoto!).
Wiem, że o George'u C. Scottcie powiedziano już wszystko, ale po prostu muszę to powielić. Lepiej ta postać nie mogła zostać obsadzona - jego Patton skutecznie budzi respekt widza, ale i z czasem także przerażenie ze względu na jego fanatyzm. Zbędne dalsze marnotractwo klawiatury - laur Sz. Akademii (którego sam Scott pogardliwie nie przyjął) wręcz do uzasadnienia. Po prostu to ten przypadek, gdy ma się przed oczyma autentyczną postać, nie aktora.
Na minus - troszkę patetyzmu za dużo się jednak nawkradło, z kolei drugi plan mało wyrazisty (Malden - świetny aktor, ale tutaj zmarnowany co nieco).
8/10
BTW. Koniecznie zapoznać się z wydaniem BD. Obraz to wręcz wybitność.
12-07-2019, 23:50 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-08-2020, 10:41 przez Kryst_007.)





