Bardzo fajne to było.
To co zdecydowanie jest jego słabszą stroną to scenariusz - miałem wrażenie że oglądam pilota serialu, który dopiero wprowadza mnie w ten świat, a właściwa intryga dopiero przed nami i tak też film się kończy. Z drugiej strony wątek Jennifer Connely wydaje się jakby dziwnie skrócony, ucięty.
Tym bardziej szkoda że Alita okazała się flopem, bo watpię by Disney w swej kalkulacji uważał za opłacalne dalsze inwestowanie w tę markę.
Ogólnie całość jest taka bardzo serialowa, niekoniecznie w negatywnym sensie - są tu bardzo widowiskowe sceny, świat jest ogromny i tylko czeka na eksplorację, ale cały czas miałem wrażenie ograniczonej, mimo wszystko, skali i przyziemności całej opowieści, która - pomijając arenę futurystycznego sportu (świetna sekwencja w trzecim akcie!) - trzyma się mieszkań, apartamentów, ciemnych alejek, barów i podziemi.
Alita jest przesympatyczna, tak, to uncanny valley pełną gębą, ale ma ode mnie serduszko. No i Rosa Salazar zagrała ją perfekcyjnie. Z tą swoją naiwnością i entuzjazmem, a jednocześnie wojownoczą naturą kojarzyła mi się mocno z Wonder Woman Gal Gadot.
Na spory plus też Christoph Waltz, w zaskakująco jak na siebie stonowanej roli w której ani na chwilę nie zamienia się w Landę.
To co jest tu najlepsze, oprócz głównej bohaterki, scen walk i sekwencji wspomnianego sportu na arenie, to cała kreacja świata - miasto, pojazdy, wreszcie wszelkie modyfikacje ciała i postaci cyborgów. Alita swoją drogą (w obu wersjach ma świetnie zaprojektowane ciało), ale Ed Skrein swoją cyber-stylówą kradnie sceny w których się pojawia.
7/10, z widokami na więcej po powtórce.
To co zdecydowanie jest jego słabszą stroną to scenariusz - miałem wrażenie że oglądam pilota serialu, który dopiero wprowadza mnie w ten świat, a właściwa intryga dopiero przed nami i tak też film się kończy. Z drugiej strony wątek Jennifer Connely wydaje się jakby dziwnie skrócony, ucięty.
Tym bardziej szkoda że Alita okazała się flopem, bo watpię by Disney w swej kalkulacji uważał za opłacalne dalsze inwestowanie w tę markę.
Ogólnie całość jest taka bardzo serialowa, niekoniecznie w negatywnym sensie - są tu bardzo widowiskowe sceny, świat jest ogromny i tylko czeka na eksplorację, ale cały czas miałem wrażenie ograniczonej, mimo wszystko, skali i przyziemności całej opowieści, która - pomijając arenę futurystycznego sportu (świetna sekwencja w trzecim akcie!) - trzyma się mieszkań, apartamentów, ciemnych alejek, barów i podziemi.
Alita jest przesympatyczna, tak, to uncanny valley pełną gębą, ale ma ode mnie serduszko. No i Rosa Salazar zagrała ją perfekcyjnie. Z tą swoją naiwnością i entuzjazmem, a jednocześnie wojownoczą naturą kojarzyła mi się mocno z Wonder Woman Gal Gadot.
Na spory plus też Christoph Waltz, w zaskakująco jak na siebie stonowanej roli w której ani na chwilę nie zamienia się w Landę.
To co jest tu najlepsze, oprócz głównej bohaterki, scen walk i sekwencji wspomnianego sportu na arenie, to cała kreacja świata - miasto, pojazdy, wreszcie wszelkie modyfikacje ciała i postaci cyborgów. Alita swoją drogą (w obu wersjach ma świetnie zaprojektowane ciało), ale Ed Skrein swoją cyber-stylówą kradnie sceny w których się pojawia.
7/10, z widokami na więcej po powtórce.
25-07-2019, 12:13





