Diego - moje obawy, że nie będzie to tak dobry film jak Senna i Amy niestety okazały się uzasadnione. Dwa poprzednie filmy Kapadii uwielbiam. Ten najnowszy jest dużo gorszy. Może wynika to z tego, że Maradona jest po prostu mniej ciekawą postacią a na pewno trudniej z nim sympatyzować. Może mocy tamtym historiom dodawał tragiczny koniec. Tam nie były to może jakieś mega oryginalne historie. Szczególnie w przypadku Winehouse. Utalentowana, prosta dziewczyna, która nie poradziła sobie z nałogami, sławą i życiowymi wyborami. Niby nic odkrywczego a jednak wyciągnął z tego Kapadia ile się dało a może i więcej. Historia Senny wydaje się być sama w sobie bardziej filmowa a postać chyba bardziej nieoczywista. I też miałem poczucie, że udało się opowiedzieć coś ciekawego i o bohaterze i o życiu;). W obu przypadkach Kapadia potrafił zgłębić się w te osobowości a przynajmniej w sposób ciekawy spekulować na ich temat.
Tymczasem w Diego trochę nie wiadomo o co chodzi. Nie wymagam od takiego dokumentu, żeby dawał gotowe odpowiedzi. Ale oczekuję podpowiedzi a przynajmniej kilku opcji, za którymi opowiada się autor. Tam to było. Tutaj moim zdaniem nie ma. Gdzieś tam na początku a następnie na samym końcu wprost wypowiedziana jest teza, że był Diego - prosty, kochający piłkę chłopak i Maradona - antypatyczny uzależniony oszust. Idealnym tego symbole miał być mecz z Anglikami. Niewiele jednak widzimy i słyszmy na poparcie tej tezy. Przewijają się różne wątki - pochodzenie, wyniesienie Napoli na szczyty i osiągnięty dzięki temu status boga (plus mechanizm relacji idol-fani), znaczenie tych sukcesów dla miasta, kontakty z mafią, uzależnienie, nieuznany syn, no i oczywiście nieprzeciętny talent i ambicja. Ale właśnie nie jest Maradona w tym filmie ani jakoś wyjątkowo ambitny, ani jakoś szczególnie nie imprezuje z bossami mafii, ani specjalnie nie odbija się na jego osobowości i działaniach pochodzenie. Najwięcej jest tu o boskim statusie i z czasem nieznośnym uwielbieniu fanów. Chociaż te motywy też nie są zgłębione tak, jak bym oczekiwał. (Podobny motyw osaczenia przez paparazzi w Amy był dużo mocniejszy, dużo lepiej osadzony w całej historii.) Całość po prostu tworzy dosyć mdły miks - ani to spójna całość, ani rozrzucone tropy, po prostu odhaczanie kolejnych pozycji na liście. Trudno poznać samego Diego lepiej, ale też choćby lepiej zrozumieć całą społeczną otoczkę. Jak pod koniec pada stwierdzenie, że w końcu władze i opinia publiczna mogli się za niego zabrać, bo po wpadkach z narkotykami i mafią nie był już chroniony to może nie jest to jakieś mega szokujące jeśli ma się minimalną wiedzę na ten temat, ale wydaje się to niemal kompletnie nieuzasadnione wcześniejszą narracją. Owszem, wiemy już, że klub i miasto były biednym śmierdzącym znienawidzonym kuzynem na włoskich salonach, ale komuś kto w ogóle nie zna biografii Diego i kontekstu, film niedostatecznie tłumaczy o co chodzi. Maradona był znienawidzony poza Neapolem, bo dał biedakom tytuły? Jaką rolę odegrały wewnętrzne włoskie konflikty a jaką osobowość Diego? Nie został do tego momentu pokazany jako postań wyjątkowo antypatyczna. Nie pokazano jego ekscesów i zdania opinii publicznej na ich temat. Jedyny naprawdę ciekawy motyw to mecz z Włochami na MŚ. Poza tym, boiskowe nagrania fajnie się ogląda, ale w takiej ilości niewiele wnoszą poza pokazaniem jak wyjątkowym piłkarzem był Maradona.
Całość jest oczywiście sprawnie zrobiona. Na pewno Kapadia wykonał świetną robotę wykopując długie godziny materiałów archiwalnych i montując je w całość, która może nie nudzi, ale na pewno nie przyspiesza bicia serca, nie imponuje też jakoś specjalnie filmowym rzemiosłem. Bardzo duże rozczarowanie. Film na pewno nie słaby, ale też nie wybitny. Spróbuję powtórzyć na spokojnie w domu i może zweryfikuje ocenę, ale na razie maks 7/10.
Tymczasem w Diego trochę nie wiadomo o co chodzi. Nie wymagam od takiego dokumentu, żeby dawał gotowe odpowiedzi. Ale oczekuję podpowiedzi a przynajmniej kilku opcji, za którymi opowiada się autor. Tam to było. Tutaj moim zdaniem nie ma. Gdzieś tam na początku a następnie na samym końcu wprost wypowiedziana jest teza, że był Diego - prosty, kochający piłkę chłopak i Maradona - antypatyczny uzależniony oszust. Idealnym tego symbole miał być mecz z Anglikami. Niewiele jednak widzimy i słyszmy na poparcie tej tezy. Przewijają się różne wątki - pochodzenie, wyniesienie Napoli na szczyty i osiągnięty dzięki temu status boga (plus mechanizm relacji idol-fani), znaczenie tych sukcesów dla miasta, kontakty z mafią, uzależnienie, nieuznany syn, no i oczywiście nieprzeciętny talent i ambicja. Ale właśnie nie jest Maradona w tym filmie ani jakoś wyjątkowo ambitny, ani jakoś szczególnie nie imprezuje z bossami mafii, ani specjalnie nie odbija się na jego osobowości i działaniach pochodzenie. Najwięcej jest tu o boskim statusie i z czasem nieznośnym uwielbieniu fanów. Chociaż te motywy też nie są zgłębione tak, jak bym oczekiwał. (Podobny motyw osaczenia przez paparazzi w Amy był dużo mocniejszy, dużo lepiej osadzony w całej historii.) Całość po prostu tworzy dosyć mdły miks - ani to spójna całość, ani rozrzucone tropy, po prostu odhaczanie kolejnych pozycji na liście. Trudno poznać samego Diego lepiej, ale też choćby lepiej zrozumieć całą społeczną otoczkę. Jak pod koniec pada stwierdzenie, że w końcu władze i opinia publiczna mogli się za niego zabrać, bo po wpadkach z narkotykami i mafią nie był już chroniony to może nie jest to jakieś mega szokujące jeśli ma się minimalną wiedzę na ten temat, ale wydaje się to niemal kompletnie nieuzasadnione wcześniejszą narracją. Owszem, wiemy już, że klub i miasto były biednym śmierdzącym znienawidzonym kuzynem na włoskich salonach, ale komuś kto w ogóle nie zna biografii Diego i kontekstu, film niedostatecznie tłumaczy o co chodzi. Maradona był znienawidzony poza Neapolem, bo dał biedakom tytuły? Jaką rolę odegrały wewnętrzne włoskie konflikty a jaką osobowość Diego? Nie został do tego momentu pokazany jako postań wyjątkowo antypatyczna. Nie pokazano jego ekscesów i zdania opinii publicznej na ich temat. Jedyny naprawdę ciekawy motyw to mecz z Włochami na MŚ. Poza tym, boiskowe nagrania fajnie się ogląda, ale w takiej ilości niewiele wnoszą poza pokazaniem jak wyjątkowym piłkarzem był Maradona.
Całość jest oczywiście sprawnie zrobiona. Na pewno Kapadia wykonał świetną robotę wykopując długie godziny materiałów archiwalnych i montując je w całość, która może nie nudzi, ale na pewno nie przyspiesza bicia serca, nie imponuje też jakoś specjalnie filmowym rzemiosłem. Bardzo duże rozczarowanie. Film na pewno nie słaby, ale też nie wybitny. Spróbuję powtórzyć na spokojnie w domu i może zweryfikuje ocenę, ale na razie maks 7/10.
25-07-2019, 22:52 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-07-2019, 23:07 przez PropJoe.)





