SPOJLERY!
Drugi sezon gorszy niż pierwszy (który nazwałem, że przypomnę, najlepszym serialem 2018 roku). Złożyło się na to kilka czynników:
- skasowanie albo stopniowe wygaszanie większości kluczowych wątków fabularnych z poprzedniego sezonu (egzekucja kalifornijskiego dewelopera, choroba Duttona, nawet motyw zdrady Jamie'ego okazał się być tylko "na chwilę");
- odcinki 2-5 jakieś chaotyczne mi się wydały (postacie pojawiają się i potem znikają na kilka odcinków, patrz tajemniczy Murzyn, laska-kowbojka, którą Rip wybrał do pracy);
- motyw z rodeo i zdobywaniem forsy na spłatę długów dziadka trochę jakby wyjęty z niedzielnego westernu;
- no i finał - zdecydowanie za łatwo im poszło (biorąc pod uwagę siłę i wpływy przeciwnika); ostatni ep powinien trwać ~75 minut, żeby to wszystko pokazać i opowiedzieć w bardziej wiarygodny i emocjonujący sposób;
Co mi się podobało:
- 7 odcinek - petarda w chooj. Jak pisał slepy - najpiękniejsze wyznanie miłości w historii kina;
- podobały mi się założenia, które legły u podstaw finałowego pojedynku (zabijamy skurwieli, bez litości i bez dyskusji), ale niestety wykonanie tego bardzo słabuje (patrz wyżej);
- wszystkie sceny i dialogi z udziałem Ripa tylko potwierdzają, że to najlepsza rola twardziela w XXI wieku; nie ma aktualnie w telewizji wspanialszej, bardziej humanistycznej postaci;
Pierwszy sezon oceniam na 10/10. Ocena drugiego leci w dół do siedmiu punktów (choć rozważałem nawet 6 z małym plusem). Mam nadzieję, że Sheridan weźmie sobie do serca powyższe uwagi, poprawi błędy i bardziej skondensuje scenariusz. Moja krytyka płynie z głębi serca. Ja naprawdę chcę, aby ten serial był wielki pod każdym możliwym względem.
Drugi sezon gorszy niż pierwszy (który nazwałem, że przypomnę, najlepszym serialem 2018 roku). Złożyło się na to kilka czynników:
- skasowanie albo stopniowe wygaszanie większości kluczowych wątków fabularnych z poprzedniego sezonu (egzekucja kalifornijskiego dewelopera, choroba Duttona, nawet motyw zdrady Jamie'ego okazał się być tylko "na chwilę");
- odcinki 2-5 jakieś chaotyczne mi się wydały (postacie pojawiają się i potem znikają na kilka odcinków, patrz tajemniczy Murzyn, laska-kowbojka, którą Rip wybrał do pracy);
- motyw z rodeo i zdobywaniem forsy na spłatę długów dziadka trochę jakby wyjęty z niedzielnego westernu;
- no i finał - zdecydowanie za łatwo im poszło (biorąc pod uwagę siłę i wpływy przeciwnika); ostatni ep powinien trwać ~75 minut, żeby to wszystko pokazać i opowiedzieć w bardziej wiarygodny i emocjonujący sposób;
Co mi się podobało:
- 7 odcinek - petarda w chooj. Jak pisał slepy - najpiękniejsze wyznanie miłości w historii kina;
- podobały mi się założenia, które legły u podstaw finałowego pojedynku (zabijamy skurwieli, bez litości i bez dyskusji), ale niestety wykonanie tego bardzo słabuje (patrz wyżej);
- wszystkie sceny i dialogi z udziałem Ripa tylko potwierdzają, że to najlepsza rola twardziela w XXI wieku; nie ma aktualnie w telewizji wspanialszej, bardziej humanistycznej postaci;
Pierwszy sezon oceniam na 10/10. Ocena drugiego leci w dół do siedmiu punktów (choć rozważałem nawet 6 z małym plusem). Mam nadzieję, że Sheridan weźmie sobie do serca powyższe uwagi, poprawi błędy i bardziej skondensuje scenariusz. Moja krytyka płynie z głębi serca. Ja naprawdę chcę, aby ten serial był wielki pod każdym możliwym względem.
02-09-2019, 23:44 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-09-2019, 23:56 przez Mental.)






