Talvar
Indie, rok 2008, historia na faktach. Rodzice znajdują zwłoki czternastoletniej córki. Wszystko wskazuje na mieszkającego z nimi sługę, rozpoczyna się poszukiwanie. Facio po pewnym czasie zostaje znaleziony... martwy... na tarasie budynku. To początek serii wtop policji.
Talvar nie jest klasycznym whodunitem, bo zagadka morderstwa zostaje rozwiązana niecałą godzinę przed zakończeniem. To historia o tym, jak głupota i niekompetencja policji oraz prywatne interesy i ambicje osób na wysokim stołku niszczą życie niewinnych. Sprawiedliwość jest ślepa i sieka mieczem (z indyjskiego właśnie Talvar) tam, gdzie popadnie.
Pierwsze trzydzieści minut ogląda się wręcz jak komedię - karykaturalny dowódca oddziału o wyrazie twarzy świadczącym o permanentnym zatwardzeniu, co chwila coś przygryzający i spluwający śliną prowadzi "śledztwo". Robi wszystko źle, zadaje debilne pytania, wyciąga błędne wnioski. Motyw, na którym parsknąłem śmiechem - mija jakaś godzina "dochodzenia", na miejsce zbrodni przybywa przełożony. Dowódca składa mu raport: "oto, czego się dowiedzieliśmy - (wskazuje rodziców) to jest ojciec ofiary, a to matka ofiary". Ten sam facet znajduje później krwawy odcisk dłoni na ścianie tarasu, cieszy się, że dorwali sprawcę i... nie zabezpiecza dowodu. Po pewnym czasie deszcz zmywa krew. Zastanawiam się swoją drogą, ile procent policji stanowią tego typu debile. W końcu na scenę wkracza profesjonalista z wydziału wewnętrznego i wydaje się, że tym razem sprawa zostanie rozwiązana.
Czepiałbym się motywacji (a raczej sposobu ukazania tejże) jednej postaci, która w pewnym momencie doprowadza trzeciego podejścia (piszę w ten sposób, żeby za bardzo nie zdradzać), montażu (fabuła rozciągnięta jest na kilka lat i gdyby nie dialogi, tobym się nie domyślił) i sposobu, w jaki opowiada się historię. Czasami nie czuć ciężaru sytuacji i jest zbyt lekko (?). Podejrzewam, że Amerykanie nakręciliby to lepiej.
Niemniej - bardzo dobra rzecz o tym, jak doszczętnie zrąbany jest system prawny. Polecam.
Indie, rok 2008, historia na faktach. Rodzice znajdują zwłoki czternastoletniej córki. Wszystko wskazuje na mieszkającego z nimi sługę, rozpoczyna się poszukiwanie. Facio po pewnym czasie zostaje znaleziony... martwy... na tarasie budynku. To początek serii wtop policji.
Talvar nie jest klasycznym whodunitem, bo zagadka morderstwa zostaje rozwiązana niecałą godzinę przed zakończeniem. To historia o tym, jak głupota i niekompetencja policji oraz prywatne interesy i ambicje osób na wysokim stołku niszczą życie niewinnych. Sprawiedliwość jest ślepa i sieka mieczem (z indyjskiego właśnie Talvar) tam, gdzie popadnie.
Pierwsze trzydzieści minut ogląda się wręcz jak komedię - karykaturalny dowódca oddziału o wyrazie twarzy świadczącym o permanentnym zatwardzeniu, co chwila coś przygryzający i spluwający śliną prowadzi "śledztwo". Robi wszystko źle, zadaje debilne pytania, wyciąga błędne wnioski. Motyw, na którym parsknąłem śmiechem - mija jakaś godzina "dochodzenia", na miejsce zbrodni przybywa przełożony. Dowódca składa mu raport: "oto, czego się dowiedzieliśmy - (wskazuje rodziców) to jest ojciec ofiary, a to matka ofiary". Ten sam facet znajduje później krwawy odcisk dłoni na ścianie tarasu, cieszy się, że dorwali sprawcę i... nie zabezpiecza dowodu. Po pewnym czasie deszcz zmywa krew. Zastanawiam się swoją drogą, ile procent policji stanowią tego typu debile. W końcu na scenę wkracza profesjonalista z wydziału wewnętrznego i wydaje się, że tym razem sprawa zostanie rozwiązana.
Czepiałbym się motywacji (a raczej sposobu ukazania tejże) jednej postaci, która w pewnym momencie doprowadza trzeciego podejścia (piszę w ten sposób, żeby za bardzo nie zdradzać), montażu (fabuła rozciągnięta jest na kilka lat i gdyby nie dialogi, tobym się nie domyślił) i sposobu, w jaki opowiada się historię. Czasami nie czuć ciężaru sytuacji i jest zbyt lekko (?). Podejrzewam, że Amerykanie nakręciliby to lepiej.
Niemniej - bardzo dobra rzecz o tym, jak doszczętnie zrąbany jest system prawny. Polecam.
30-09-2019, 16:57





