STAR WARS, EPIZOD IX: FAJNIE, ALE...
W moim odczuciu ten film to takie 50/50. Fajnie, że jaki pomysł/koncept pojawił się, niefajnie jednak że w taki sposób go zrealizowano. I tak jest praktycznie ze wszystkim w TROS. Cytując Asystenta Google - dobra, lecimy:
Fajnie, że pojawił się Palpatine, bo de facto tylko on został Disneyowi do wykorzystania po sromotnej klęsce Snoke'a w TLJ. Niefajnie, że jego plan jest po prostu absurdalnie głupi, a wykon tegoż planu puka od spodu dno Rowu Mariańskiego. Jego zmartwychwstanie albo się kupuje albo nie.
Fajnie, że Finn, Rey i Poe wreszcie mogą poprzebywać trochę razem i budować relację. Niefajnie jednak, że włożono w ich usta słowne przepychanki, żarciki, tanią dramę. Nie ma tu miejsca na choćby podstawowy background, emocje i wyłożenie kart na stół. A łzy Finna na koniec to jakiś rzut na taśmę scenarzysty.
Fajnie, że film jest "w miarę szybki" i dynamiczny, ale z drugiej strony ma konstrukcję gry komputerowej, gdzie z każdym kolejnym levelem postacie otrzymują nagrodę. W ujęciu pod ziemią, gdy Rey leczy węża, a wąż zawija się i odsłania wyjście brakowało tylko znaczka "Achievement Unlocked".
Fajnie, że Abrams nie porzucił pomysłu z komunikacją między Rey i Kylo, szkoda tylko że sprowadza się ona do wymachiwania mieczem i telenoweli "znam Twoją historię".
Fajnie, że historia Rey zostaje wreszcie ujawniona i domknięta. Niefajnie jednak, że dzieje się to na 40 minut przed końcem, gdy fakt bycia wnuczką największego skurwysyna w Galaktyce nie ma szansy wybrzmieć. Tutaj był potencjał na cały epizod (ba, ciekawie mogłaby wyglądać trylogia, gdyby ten fakt ujawniono w TFA na samym końcu!).
Fajnie, że Rey jest overpowered, podobały mi się skoki i leśny trening, dobrze że umie już w miarę wymachiwać mieczem. Z drugiej strony niefajnie to wygląda w zestawieniu z TLJ. Ewolucja tej postaci to gorszy fakap niż przemiana Anakina w Vadera.
Fajnie, że w finałowym pojedynku ramię w ramię do walki z Paplem staje Kylo i Rey, niefajnie jednak, że motyw ten naciągany jest jak guma w majtkach.
Fajnie, że Kylo Ren to dalej najlepsza postać od Disneya, niefajnie że umiera w tak komediowy sposób i znika jak Yoda. WTF? Tutaj mam też małą dygresję - Kylo powinien przeżyć, ponieważ płynie w nim krew Skywalkerów, a jako że przeszedł na jasną stronę - to on powinien być symbolem "Odrodzenia" np. jako nowy mistrz Jedi zakładający nowy zakon. Ale nie, bo po co? Lepiej, żeby to Rey przywłaszczyła sobie nazwisko
Fajnie, że na chwilę pojawia się Luke i jest Lukiem, a nie marudzącym pierdzielem z TLJ. Niefajnie, że stoi to w sprzeczności z jego postacią z TLJ - zwłaszcza gdy złapał lecący w stronę ognia miecz.
Fajnie, że pojawia się Leia ale zakończenie jej wątku jest niestety konsekwencją śmierci aktorki - symboliczne, ale wrzucone po prostu od czapy.
Fajnie, że Lando to stary Lando z uśmieszkiem i lajtowym nastawieniem. Niefajnie, że pojawia się dosłownie w 4 scenach i dokładnie WTEDY kiedy potrzebują tego bohaterowie.
Fajny jest Babu Frik, ale reszta nowych postaci to jakiś żal.pl (Zorii, ta czarna). Plus, jakim cudem (JAKIM CUDEM?) Finn i reszta skołowali tyle koni do desantu?
Fajnie, że historia kończy się tam, gdzie się zaczęła. Na marginesie - widzisz wielką śmieciarę, jawów i już wiesz, że jesteś na Tatooine. Przypomnijcie sobie Jakku i... za chooya nie wiecie czym się charakteryzuje ta planeta.
Fajnie, że film stara się wyglądać ładnie, tylko dlaczego ostatnia walka statków nad Exogolem jest tak słabo zaaranżowana, nieczytelna i nieemocjonująca?
Fajnie, że Abrams poszedł w bezpieczne i rozrywkowe rejony (serio, ja tutaj nie oczekiwałem po porażce TLJ niczego nowego), tylko dlaczego sam sobie zaprzecza w kontekście budowania świata? W starej trylogii zasady były jasne - jest Gwiazda Śmierci z potężnym działem do niszczenia planet, trzeba ją rozwalić. W TFA Abrams skopiował ten motyw do Starkiller Base - ok, kalka ale sposób działania podobny. A tutaj każdy niszczyciel Palpatine'a (sztuk 1000 lekko licząc) ma ot tak wbudowane działko też niszczące planety? Skąd on wytrzasnął załogi do tych niszczycieli, no i najważniejsze - z czego żyli i czy robili każdego dnia kupę?
Podsumowując - film zmarnowany, dziurawy, miejscami potwornie głupi, nawet ładny ale pozbawiony werwy, iskry. A przy tym taki se blockbuster (Dark Fate jest gorsze - zaufajcie mi), na którym przy odrobinie tolerancji na bzdurki można się nawet miejscami zabawić.
Ocena to tak w rejonach 4-5/10
BTW. Dziennikarskie "Twitter Early Reactions are mostly positive" to największy rak współczesnego rynku filmowego w USA.
W moim odczuciu ten film to takie 50/50. Fajnie, że jaki pomysł/koncept pojawił się, niefajnie jednak że w taki sposób go zrealizowano. I tak jest praktycznie ze wszystkim w TROS. Cytując Asystenta Google - dobra, lecimy:
Fajnie, że pojawił się Palpatine, bo de facto tylko on został Disneyowi do wykorzystania po sromotnej klęsce Snoke'a w TLJ. Niefajnie, że jego plan jest po prostu absurdalnie głupi, a wykon tegoż planu puka od spodu dno Rowu Mariańskiego. Jego zmartwychwstanie albo się kupuje albo nie.
Fajnie, że Finn, Rey i Poe wreszcie mogą poprzebywać trochę razem i budować relację. Niefajnie jednak, że włożono w ich usta słowne przepychanki, żarciki, tanią dramę. Nie ma tu miejsca na choćby podstawowy background, emocje i wyłożenie kart na stół. A łzy Finna na koniec to jakiś rzut na taśmę scenarzysty.
Fajnie, że film jest "w miarę szybki" i dynamiczny, ale z drugiej strony ma konstrukcję gry komputerowej, gdzie z każdym kolejnym levelem postacie otrzymują nagrodę. W ujęciu pod ziemią, gdy Rey leczy węża, a wąż zawija się i odsłania wyjście brakowało tylko znaczka "Achievement Unlocked".
Fajnie, że Abrams nie porzucił pomysłu z komunikacją między Rey i Kylo, szkoda tylko że sprowadza się ona do wymachiwania mieczem i telenoweli "znam Twoją historię".
Fajnie, że historia Rey zostaje wreszcie ujawniona i domknięta. Niefajnie jednak, że dzieje się to na 40 minut przed końcem, gdy fakt bycia wnuczką największego skurwysyna w Galaktyce nie ma szansy wybrzmieć. Tutaj był potencjał na cały epizod (ba, ciekawie mogłaby wyglądać trylogia, gdyby ten fakt ujawniono w TFA na samym końcu!).
Fajnie, że Rey jest overpowered, podobały mi się skoki i leśny trening, dobrze że umie już w miarę wymachiwać mieczem. Z drugiej strony niefajnie to wygląda w zestawieniu z TLJ. Ewolucja tej postaci to gorszy fakap niż przemiana Anakina w Vadera.
Fajnie, że w finałowym pojedynku ramię w ramię do walki z Paplem staje Kylo i Rey, niefajnie jednak, że motyw ten naciągany jest jak guma w majtkach.
Fajnie, że Kylo Ren to dalej najlepsza postać od Disneya, niefajnie że umiera w tak komediowy sposób i znika jak Yoda. WTF? Tutaj mam też małą dygresję - Kylo powinien przeżyć, ponieważ płynie w nim krew Skywalkerów, a jako że przeszedł na jasną stronę - to on powinien być symbolem "Odrodzenia" np. jako nowy mistrz Jedi zakładający nowy zakon. Ale nie, bo po co? Lepiej, żeby to Rey przywłaszczyła sobie nazwisko

Fajnie, że na chwilę pojawia się Luke i jest Lukiem, a nie marudzącym pierdzielem z TLJ. Niefajnie, że stoi to w sprzeczności z jego postacią z TLJ - zwłaszcza gdy złapał lecący w stronę ognia miecz.
Fajnie, że pojawia się Leia ale zakończenie jej wątku jest niestety konsekwencją śmierci aktorki - symboliczne, ale wrzucone po prostu od czapy.
Fajnie, że Lando to stary Lando z uśmieszkiem i lajtowym nastawieniem. Niefajnie, że pojawia się dosłownie w 4 scenach i dokładnie WTEDY kiedy potrzebują tego bohaterowie.
Fajny jest Babu Frik, ale reszta nowych postaci to jakiś żal.pl (Zorii, ta czarna). Plus, jakim cudem (JAKIM CUDEM?) Finn i reszta skołowali tyle koni do desantu?
Fajnie, że historia kończy się tam, gdzie się zaczęła. Na marginesie - widzisz wielką śmieciarę, jawów i już wiesz, że jesteś na Tatooine. Przypomnijcie sobie Jakku i... za chooya nie wiecie czym się charakteryzuje ta planeta.
Fajnie, że film stara się wyglądać ładnie, tylko dlaczego ostatnia walka statków nad Exogolem jest tak słabo zaaranżowana, nieczytelna i nieemocjonująca?
Fajnie, że Abrams poszedł w bezpieczne i rozrywkowe rejony (serio, ja tutaj nie oczekiwałem po porażce TLJ niczego nowego), tylko dlaczego sam sobie zaprzecza w kontekście budowania świata? W starej trylogii zasady były jasne - jest Gwiazda Śmierci z potężnym działem do niszczenia planet, trzeba ją rozwalić. W TFA Abrams skopiował ten motyw do Starkiller Base - ok, kalka ale sposób działania podobny. A tutaj każdy niszczyciel Palpatine'a (sztuk 1000 lekko licząc) ma ot tak wbudowane działko też niszczące planety? Skąd on wytrzasnął załogi do tych niszczycieli, no i najważniejsze - z czego żyli i czy robili każdego dnia kupę?

Podsumowując - film zmarnowany, dziurawy, miejscami potwornie głupi, nawet ładny ale pozbawiony werwy, iskry. A przy tym taki se blockbuster (Dark Fate jest gorsze - zaufajcie mi), na którym przy odrobinie tolerancji na bzdurki można się nawet miejscami zabawić.
Ocena to tak w rejonach 4-5/10
BTW. Dziennikarskie "Twitter Early Reactions are mostly positive" to największy rak współczesnego rynku filmowego w USA.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
21-12-2019, 13:04






