Z jednej strony rozumiem twórców scenariusza, bo próbowali zrobić jedną opowieść ze zbioru opowiadań. Podoba mi się, że postacie łączy jeden wspólny motyw - chęci znalezienia swojego miejsca w świecie i zbudowania rodziny. Pod tym względem Lauren Hissrich przynajmniej wie, o czym chce opowiadać.
Nie jestem pewny czy te gorsze odcinki nie podołały przez scenariusz, czy nieumiejętnie je poprowadził reżyser. Na pewno to, że część kadrów wygląda jak kinowa, a część jak telewizyjna albo jeszcze gorzej - jak fanfilm, wcale nie pomaga. Nie pomaga przedstawienie 8 opowiadań w 8 dość krótkich odcinkach, przez co każdy jest przedstawiony po łebkach, kluczowe momenty dialogowe nie mają swojej wcześniejszej (książkowej) podbudowy, relacje nie mają czasu się zbudować, nie ma czasu na opisanie lore świata, a świat zamiast przypominać ten z Gry o Tron - średniowiecze z domieszką magii, tutaj jest światem magii z domieszką średniowiecza.
To co się udało: fajna, zgrana ekipa aktorska, której chce się grać. Aż szkoda Myszowora, bo był jedną z najbardziej charyzmatycznych postaci. Anya Chalotra nie potrafi zachowywać się jak dojrzała, pewna siebie kobieta, ale poza tym wypada bardzo dobrze. Z tą paczką (Geralt, Płotka, Jaskier, Ciri, Yennefer, Vilgefortz, Tissaia, Cahir) można zbudować dużo lepszy drugi sezon, WRESZCIE oparty na sadze, która sama z siebie ma spójną i dynamiczną fabułę, której nie trzeba obudowywać wokół zbioru opowiadań.
Poza tym na plus walki, cała Aretuza, świetna muzyka (na pierwszy rzut ucha wciąż wyraźnie słabsza niż w trzecim wiedźminie czy polskim serialu), cały drugi i trzeci odcinek, które wyraźnie wystają ponad pozostałymi.
No i mam nadzieję, że ten sezon będzie na tyle popularny, żeby Netflix na kolejny wyłożył znacznie większy budżet. Niech to zacznie wyglądać jak serial z prawdziwego zdarzenia, a nie jak fanfilm.
Nie jestem pewny czy te gorsze odcinki nie podołały przez scenariusz, czy nieumiejętnie je poprowadził reżyser. Na pewno to, że część kadrów wygląda jak kinowa, a część jak telewizyjna albo jeszcze gorzej - jak fanfilm, wcale nie pomaga. Nie pomaga przedstawienie 8 opowiadań w 8 dość krótkich odcinkach, przez co każdy jest przedstawiony po łebkach, kluczowe momenty dialogowe nie mają swojej wcześniejszej (książkowej) podbudowy, relacje nie mają czasu się zbudować, nie ma czasu na opisanie lore świata, a świat zamiast przypominać ten z Gry o Tron - średniowiecze z domieszką magii, tutaj jest światem magii z domieszką średniowiecza.
To co się udało: fajna, zgrana ekipa aktorska, której chce się grać. Aż szkoda Myszowora, bo był jedną z najbardziej charyzmatycznych postaci. Anya Chalotra nie potrafi zachowywać się jak dojrzała, pewna siebie kobieta, ale poza tym wypada bardzo dobrze. Z tą paczką (Geralt, Płotka, Jaskier, Ciri, Yennefer, Vilgefortz, Tissaia, Cahir) można zbudować dużo lepszy drugi sezon, WRESZCIE oparty na sadze, która sama z siebie ma spójną i dynamiczną fabułę, której nie trzeba obudowywać wokół zbioru opowiadań.
Poza tym na plus walki, cała Aretuza, świetna muzyka (na pierwszy rzut ucha wciąż wyraźnie słabsza niż w trzecim wiedźminie czy polskim serialu), cały drugi i trzeci odcinek, które wyraźnie wystają ponad pozostałymi.
No i mam nadzieję, że ten sezon będzie na tyle popularny, żeby Netflix na kolejny wyłożył znacznie większy budżet. Niech to zacznie wyglądać jak serial z prawdziwego zdarzenia, a nie jak fanfilm.
22-12-2019, 11:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-12-2019, 11:14 przez Capt. Nascimento.)





