Judy (2019)
Kolejny biopic robiony pod akcję "Oscar dla...", z tym że wszystko wydawało mi się być aż tak mdłe, iż uwierzyłem, że pierwotnie miała być z tego akcja "Emmy dla...".
Zrobione to bez pomysłu i większego zaangażowania, jakby po prostu reżyser uznał, że skoro ma Zellwegger na pokładzie, to cała reszta się sama zrobi. Nie zapoznałem się przed seansem z biografią Garland, ale oglądając film stwierdziłem, że gdyby do tego odpowiednio podejść, to nawet dałby się z tego wycisnąć przyzwoity dramat. Niestety historia ta jest opowiedziana tak nieciekawie i tak bezinteresownie, że aż tylko czekałem do napisów końcowych przegryzając popcorn. Ta jedna retrospekcja z Judy wskakującą do basenu zrealizowana nawet z jakimś tam pomysłem, ale cała reszta - przy wstawiennictwie autopilota.
Jak tam Zellwegger? Sorry, jakoś mnie nie zachwyciła. Ot, po prostu dobra rola, przez większość filmu grana na jednej lekko przeszarżowanej nucie z policzalnymi na palcach jednej ręki świetnymi momentami. Wygrana Oscara z duuuuużo lepszą Johansson będzie jedną z większych kompromitacji Akademii ostatnich lat. Jeśli chodzi o drugi plan, to jak to w tego typu biopicach bywa... sprowadzony niemalże do elementu scenografii. Temu kto zapamięta jakąkolwiek kwestię z ust takiej Jessie Buckley stawiam w kinowym barze największy zestaw.
4/10
Kolejny biopic robiony pod akcję "Oscar dla...", z tym że wszystko wydawało mi się być aż tak mdłe, iż uwierzyłem, że pierwotnie miała być z tego akcja "Emmy dla...".
Zrobione to bez pomysłu i większego zaangażowania, jakby po prostu reżyser uznał, że skoro ma Zellwegger na pokładzie, to cała reszta się sama zrobi. Nie zapoznałem się przed seansem z biografią Garland, ale oglądając film stwierdziłem, że gdyby do tego odpowiednio podejść, to nawet dałby się z tego wycisnąć przyzwoity dramat. Niestety historia ta jest opowiedziana tak nieciekawie i tak bezinteresownie, że aż tylko czekałem do napisów końcowych przegryzając popcorn. Ta jedna retrospekcja z Judy wskakującą do basenu zrealizowana nawet z jakimś tam pomysłem, ale cała reszta - przy wstawiennictwie autopilota.
Jak tam Zellwegger? Sorry, jakoś mnie nie zachwyciła. Ot, po prostu dobra rola, przez większość filmu grana na jednej lekko przeszarżowanej nucie z policzalnymi na palcach jednej ręki świetnymi momentami. Wygrana Oscara z duuuuużo lepszą Johansson będzie jedną z większych kompromitacji Akademii ostatnich lat. Jeśli chodzi o drugi plan, to jak to w tego typu biopicach bywa... sprowadzony niemalże do elementu scenografii. Temu kto zapamięta jakąkolwiek kwestię z ust takiej Jessie Buckley stawiam w kinowym barze największy zestaw.
4/10
09-01-2020, 13:45 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-04-2021, 11:22 przez Kryst_007.)





