Jak dla mnie "Host..." pasuje idealnie. Najpierw apokaliptycznie, a w samym finale przechodząc w coś w rodzaju reqiem. Pamiętam, że tego dnia kiedy obejrzałem "Mgłę" (dawno temu, jako pierwszy poleciłem ten film, hehe), czytałem do późna, słuchając radia (RMF Classic - niezła rzecz) i nagle puścili "Host of Seraphim" - aż mnie dreszcze przeszły :D. I tak ten utwór działa na mnie cały czas...
14-03-2008, 00:11





