Bombshell (2019)
Dostałem to czego od samiusieńkiego początku oczekiwałem, czyli powszechny model Oscar-baitowy zasłaniający się ważnym tematem. Własciwie, gdyby nie te nominacje dla Robbie i Theron, to całkowicie olałbym to filmidło.
To ten przykład filmu, w którym klasyczna łopata towarzyszy widzowi w każdej minucie. Mam wrażenie, że reżyser ze scenarzystą chcieli wyręczyć widza w samodzielnym wyciąganiu wniosków i podają mu je jak na tacy. Nawet jako zwolennik centryzmu, nie lubiący upolityczniać kina zauważyłem, że twórcy przy okazji próbują usilnie wypromować widzowi lewicowy tok myślenia. Przesłanki typu "Trump to dupek" czy "Fox News to republikańska wazelina" scenariusz jakby wypowiada wprost. W ogóle cały ten problem molestowania jest poruszony na łatwiznę, bez jakiejś wielowymiarowości. Te trzy blondwłose protagonistki jakoś sympatii mej nie zyskały i były mi obojętne. Nie czułem parcia by tym wszystkim kobietom kibicować, a gdy mowa tu o postaciach, które chcą zdemaskować zboczeńca, to trzeba wiedzieć, iż coś w filmie poszło nie tak. No dobra, Ailes dostaje tam z dwie sceny, w których widzimy go jako "też człowieka", ale przez większość trafia się nim w karykaturę.
Reżysersko ten film też mocno leniwy. Roach jako kolejny twórca przerzucający się na "poważne fabuły pod nagrody" musiał chyba pozazdrościć sukcesów innego dawnego speca od komedyjek - Adama McKaya. Cały film patrzyłem jak to on nieudolnie próbuje odtworzyć ten specyficzny styl "Big Shorta". To, że wyjdzie z tego takie małpowanie, a nie inne byłem przekonany już mając przed oczyma zwiastun.
Aktorzy? Nominację dla Margotki jeszcze jakoś mogę zrozumieć, bo pomimo iż jestem daleki od zachwytów, to dostaje tam z dwa momenty na wykazanie się. Za to Charlize? Jej rola jest przez pełne 110 minut tak posągowa, że musiała pewnie brać korepetycje z kreacji Toma Hanksa w tych oscarowych smętniakach Spielberga. Nicole chyba nawet jeszcze mniej zajęła miejsca w mej pamięci.
5/10
Dostałem to czego od samiusieńkiego początku oczekiwałem, czyli powszechny model Oscar-baitowy zasłaniający się ważnym tematem. Własciwie, gdyby nie te nominacje dla Robbie i Theron, to całkowicie olałbym to filmidło.
To ten przykład filmu, w którym klasyczna łopata towarzyszy widzowi w każdej minucie. Mam wrażenie, że reżyser ze scenarzystą chcieli wyręczyć widza w samodzielnym wyciąganiu wniosków i podają mu je jak na tacy. Nawet jako zwolennik centryzmu, nie lubiący upolityczniać kina zauważyłem, że twórcy przy okazji próbują usilnie wypromować widzowi lewicowy tok myślenia. Przesłanki typu "Trump to dupek" czy "Fox News to republikańska wazelina" scenariusz jakby wypowiada wprost. W ogóle cały ten problem molestowania jest poruszony na łatwiznę, bez jakiejś wielowymiarowości. Te trzy blondwłose protagonistki jakoś sympatii mej nie zyskały i były mi obojętne. Nie czułem parcia by tym wszystkim kobietom kibicować, a gdy mowa tu o postaciach, które chcą zdemaskować zboczeńca, to trzeba wiedzieć, iż coś w filmie poszło nie tak. No dobra, Ailes dostaje tam z dwie sceny, w których widzimy go jako "też człowieka", ale przez większość trafia się nim w karykaturę.
Reżysersko ten film też mocno leniwy. Roach jako kolejny twórca przerzucający się na "poważne fabuły pod nagrody" musiał chyba pozazdrościć sukcesów innego dawnego speca od komedyjek - Adama McKaya. Cały film patrzyłem jak to on nieudolnie próbuje odtworzyć ten specyficzny styl "Big Shorta". To, że wyjdzie z tego takie małpowanie, a nie inne byłem przekonany już mając przed oczyma zwiastun.
Aktorzy? Nominację dla Margotki jeszcze jakoś mogę zrozumieć, bo pomimo iż jestem daleki od zachwytów, to dostaje tam z dwa momenty na wykazanie się. Za to Charlize? Jej rola jest przez pełne 110 minut tak posągowa, że musiała pewnie brać korepetycje z kreacji Toma Hanksa w tych oscarowych smętniakach Spielberga. Nicole chyba nawet jeszcze mniej zajęła miejsca w mej pamięci.
5/10
20-01-2020, 17:20 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-05-2023, 10:05 przez Kryst_007.)





