Po siedmiu odcinkach "Outsidera" moja ocena oscyluje w okolicach 7/10 właśnie. Podoba mi się, ale bez zachwytu. Doceniam zmianę (względem książki) akcentów - z kryminału i horroru na psychologiczną konfrontację z niemożliwym. Chociaż niektóre gadki brzmią poetycko/bełkotliwie i mam wrażenie, że od kilku odcinków głównie się gada i akcja wcale nie prze do przodu, bo zamiast szukać outsidera, to widzimy jak główny bohater się miota, próbując zaakceptować paranormalną sytuację. Trochę to rozlazłe, nie czuję tutaj zachwycającej konstrukcji. Mało się dzieje, ale jest klimacik.
Zahaczę też o reżyserię - czasem mam wrażenie strasznego pozerstwa, pod którym niewiele się kryje. No fajnie, że serial stara się nie być przezroczysty pod względem formy, ale łapię się na myśli, że ktoś mniej utalentowany chce kopiować stylówkę "True Detective'a". Np. w którymś odcinku (drugi albo trzeci) co chwilę dostawaliśmy statyczne ujęcia z daleka, wydaje mi się, że cały odcinek się z nich składał. W zamierzeniu pewnie miało być to niebanalne, ale mnie męczyło i niczym się nie tłumaczyło.
Zahaczę też o reżyserię - czasem mam wrażenie strasznego pozerstwa, pod którym niewiele się kryje. No fajnie, że serial stara się nie być przezroczysty pod względem formy, ale łapię się na myśli, że ktoś mniej utalentowany chce kopiować stylówkę "True Detective'a". Np. w którymś odcinku (drugi albo trzeci) co chwilę dostawaliśmy statyczne ujęcia z daleka, wydaje mi się, że cały odcinek się z nich składał. W zamierzeniu pewnie miało być to niebanalne, ale mnie męczyło i niczym się nie tłumaczyło.
18-02-2020, 09:35 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-02-2020, 09:35 przez patyczak.)





