King of the Monsters - jak dobrze, że nie poszedłem na to do kina. +20 zł w kieszeni. Totalnie bezstylowy blockbuster, który świeci się wszystkim, tylko nie tym co trzeba. Niby akcja ma potężny rozmach, ale nie robi to w zasadzie wrażenia bo ktoś dowalił pięćset filtrów, dym i słabe CGI potworów (każde zbliżenie na Ghidorah obnaża słabość efektów). Nie jest sztuką dowalić do pieca liczbą kreatur, sztuką jest zrobić to mądrze, w odpowiedniej skali i z odpowiednim tempem, rozwijając przy tym jakąś podstawową więź między bohaterami. Tutaj w zasadzie od samego początku miałem do czynienia ze schematem "rozpierdol - lecą do innego miejsca - rozpierdol". Zero czegokolwiek, co miałoby chociaż pozory bardziej ambitnego podejścia do mitu Godzilli. Nie, tutaj reżyser zachowuje się jak 6-latek który dostaje na urodziny zabawki, a następnie rzuca nimi od ściany do ściany, aż goście się zmęczą. I taki jest ten film - po prostu nudny. Edwards przynajmniej fajnie wszystkich strollował dając do kin w zasadzie demo technologiczne, ale miało to jakąś wizję i styl, nie wspominając o skali wydarzeń. King of the Monsters to od początku wytwór green screena i ferii pomarańczowych oraz niebieskich filtrów.
3/10
EDIT
Śmierć Sally Hawkins to najzabawniejszy moment w kinie AD 2019.
3/10
EDIT
Śmierć Sally Hawkins to najzabawniejszy moment w kinie AD 2019.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
24-03-2020, 23:08 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-03-2020, 23:11 przez Snappik.)





