(16-04-2020, 12:50)PropJoe napisał(a): Ale jak sobie wkręcasz taki filtr? Jak wchodzisz w skórę widza z tamtych czasów? Archaizm to archaizm. Jeśli zwraca uwagę a przy tym, przede wszystkim, psuje wrażenie to można pomyśleć "ok, tak to się wtedy robiło", ale mi zawsze trudno to "odzobaczyć". Jasne, można ocenę korygować, ale nie widzę powodu, żeby to robić na siłę.Jak to sie dzieje? Nie wiem - może to z miłości do kina jako takiego - zawsze, nawet do największych szrotów podchodzę z sercem na dłoni. Najgorsze są dla mnie korpo badziewia pokroju ostatnich star warsów, ale nawet w nich udało mi się dostrzec tę heroiczną próbę spięcia wątków.
Zawsze bardzo doceniam sytuację odwrotną, czyli brak takiej archaiczności tam, gdzie teoretycznie można by się tego spodziewać. Szczególnie w warstwie technicznej. Do dziś pamiętam jak montażem i "nowoczesną" inscenizacją zaimponował mi na przykład Wilder w Garsonierze. Podobnie mam na przykład z filmami Kursoawy. Ale w tę stronę też nie widzę sensu, żeby podbijać ocenę "bo twórca wyprzedzał swoje czasy".
Co nie znaczy oczywiście, że archaiczność jest zawsze wadą.
W przypadku starych filmów zazwyczaj staram się pomyśleć o tym jakie film mógł zrobić wrażenie pośród pozostałych produkcji. Znowu - przykład pierwszych Star Warsów i to jaki był to krok milowy. To samo mam z pierwszymi Bondami - przecież to narodziny blockbustera. Przed Dr. No podobny gatunek raczej nie istniał. W każdym filmie znajdzie się wartościowa scena czy rozwiązanie.
PS. W ostatnim szrocie Stevena Seagala pt. "Attrition" znajduje się absolutnie wyjątkowa scena tortur i ćwiartowania człowieka. Coś czego spodziewałbym się po A-klasowcu ;)
16-04-2020, 15:30





