Białe słońce pustyni (1970)
To ten słynny "ruski western", który oglądają rosyjscy astronauci przed misją. Bardzo sympatyczne kino od naszych wschodnich sąsiadów. Nie za długie, nie za rozwlekłe, z klasyczną prostą fabułką - samotny wędrowiec zostaje nagle zamieszany w transport kilkunastu żon z dala od ich "właściciela", podczas gdy rzeczony villain wraz ze swoją świtą siedzą im na ogonie. Tak, mi też skojarzenia z "Mad Max: Fury Road" nasunęły się same i nie zdziwiłoby mnie, gdyby George Miller właśnie tym dziełem się inspirował :)
Postacie są tu całkiem sympatyczne i dające się lubić - główny protagonista z łatwością kupuje sympatię widza. Urocze są te jego listy do żony, wypowiadane w formie monologów. Fajny i charyzmatyczny jest jego twardy kompan, który przez cały film chce pomścić swojego ojca. Także polubiłem postać byłego szeryfa, który niegdyś budził strach w okolicy, a teraz ukrywa się przed resztą świata i zagląda sobie do flaszki śpiewając (piękne zresztą) ballady. I zgodnie ze świętą zasadą każdego dobrego hollywoodzkiego westernu - finał naprawdę wciąga i aż się chce kibicować tym "dobrym". U Rusków to musi być żelazny klasyk dzieciństwa.
7/10
To ten słynny "ruski western", który oglądają rosyjscy astronauci przed misją. Bardzo sympatyczne kino od naszych wschodnich sąsiadów. Nie za długie, nie za rozwlekłe, z klasyczną prostą fabułką - samotny wędrowiec zostaje nagle zamieszany w transport kilkunastu żon z dala od ich "właściciela", podczas gdy rzeczony villain wraz ze swoją świtą siedzą im na ogonie. Tak, mi też skojarzenia z "Mad Max: Fury Road" nasunęły się same i nie zdziwiłoby mnie, gdyby George Miller właśnie tym dziełem się inspirował :)
Postacie są tu całkiem sympatyczne i dające się lubić - główny protagonista z łatwością kupuje sympatię widza. Urocze są te jego listy do żony, wypowiadane w formie monologów. Fajny i charyzmatyczny jest jego twardy kompan, który przez cały film chce pomścić swojego ojca. Także polubiłem postać byłego szeryfa, który niegdyś budził strach w okolicy, a teraz ukrywa się przed resztą świata i zagląda sobie do flaszki śpiewając (piękne zresztą) ballady. I zgodnie ze świętą zasadą każdego dobrego hollywoodzkiego westernu - finał naprawdę wciąga i aż się chce kibicować tym "dobrym". U Rusków to musi być żelazny klasyk dzieciństwa.
7/10
05-05-2020, 18:31 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-12-2020, 11:53 przez Kryst_007.)





