Cytat:Putin's Witnesses - straszna nędza i rozczarowanie. (...) Nie oglądam wielu dokumentów, ale ten jest chyba najgorszym jaki w życiu widziałem. 3/10
Aż tak krytyczny bym nie był, ale może trochę więcej dokumentów oglądam i widziałem jednak dużo dużo gorsze rzeczy, ale też wylosowałem ten tytuł z listy na ninatece i też jestem bardzo rozczarowany. Nie wiedziałem o czym jest przed seansem i spodziewałem się mocnego uderzenia w Putina w stylu powiedzmy Icarusa (który tak sobie mi się podobał, ale takiego stylu oczekiwałem i chociaż takiego poziomu) a okazało się, że jedynym atutem są materiały z bliska, które gość po prostu po latach bez specjalnego pomysłu zmontował i pogadał trochę. Pewnie nie często można obejrzeć Putina z tak bliska, ale z drugiej strony niewiele z tego wynika. Mi jako ignorantowi w temacie zabrakło mimo wszystko lepszego wytłumaczenia kontekstu polityczno-społecznego. Film może i prowokuje do zadania sobie mnóstwa pytań. O to jakie były prawdziwe kulisy zmiany władzy? Jakim gościem był Putin w tamtym czasie? Bo sprawia wrażenie trochę prymitywnego, zagubionego. Czy to tylko pozory wynikające z zaskakująco dużych różnic kulturowych i innego podejścia do państwa i władzy, innego bagażu historycznego w Rosji? Bo to jest dla mnie też ciekawy aspekt, ale to chyba ktoś z zewnątrz musiałby przeanalizować. Cały motyw stosunku do ZSRR, hymn, jak to szerzej wyglądało, wygląda, zmieniało się lub nie przez te 20 lat. To byłby mega ciekawy dla mnie temat. Tutaj ani autor nie próbuje zadawać takich pytań, ani tym bardziej sugerować odpowiedzi. Obiad u Jelcyna był rzeczywiście przeciągnięty, ale motyw z oddzwanianiem akurat uważam za jeden z niewielu ciekawych w całym filmie. Zabrakło tu jakiegoś wytłumaczenia, komentarza dotyczącego kulis "wyznaczania" przez Jelcyna swojego następcy. Drugi ciekawy moment to sam koniec i rozmowa w samochodzie.
Niewątpliwie unikatowe zdjęcia archiwalne zostały tu moim zdaniem zmarnowane. Bardziej klasyczny dokument, w którym byłby one tylko jednym z elementów mógłby być naprawdę niezły. Autor wybrał bardziej surową, festiwalową formę, ale stoi moim zdaniem w rozkroku pomiędzy zaangażowanym, politycznym komentarzem a wejściem za kulisy (ale też nie za głęboko, nie była to przecież ukryta kamera). Może dla Rosjan lub lepiej znających temat ma to jakąś wartość. Kojarzę dokument o Havlu składający się z takich archiwalnych materiałów z jego otoczenia i tam miało to chociaż wartość reporterską.
Może mam zbyt demoniczny obraz Putina, ale podczas tych dwóch rozmów z autorem (o hymnie i w samochodzie) zdziwiłem się, że życie mu niemiłe i tak się stawia. Może wtedy to jeszcze nie była taka odwaga jak dziś. Ale po seansie sprawdziłem co tam u Manskiego. Bo co innego w 2000 roku trochę podyskutować z Putinem a co innego w 2018 zrobić krytyczny dokument z materiałów, których cel był zupełnie inny. Odrobinę się jednak zdziwiłem, że gość żyje.
Takie 4/10 moim zdaniem. Chętnie zobaczyłbym coś lepszego w tym temacie.
Przy okazji znalazłem szkic wcześniejszego wpisu w tym temacie to dorzucam:
(22-01-2020, 23:06)Snuffer napisał(a): Dark Waters - myslalem, że to będzie taki korpo thriller i w sumie momentami nim jest, ale to przede wszystkim swietnie zrealizowany dramat, ktory czasem zahacza o takie kino w stylu Raportu Pelikana, momentami dramat jednostki walczacej z systemem. Calosc jest na faktach i dotyczy walki z DuPont i z ich ukrywaniem zgubnego wpływu teflonu. Świetnie zrealizowany (to film Todda Haynesa), bardzo dobrze zagrany, powoli płynący - bez twistów, rozbuchanych, pretensjonalnych kreacji (Anne Hathaway w pewnej scenie próbuje, ale ją uspokoili prędko) i właściwie zaskoczeń. Jednak żadna to wada, wrecz przeciwnie - ogląda się to fantastycznie. Mark Ruffalo bardzo oszczędny, ale świetny. Na drugim planie dobry Tim Robbins (w ogóle bardzo ciekawa postać, z początku kreowana na przeciwnika, przeszkodę dla bohatera ale niejednoznaczna) i FANTASTYCZNY aktor charakterystyczny Bill Camp. Tylko więcej tej mordy <3
Fantastyczne ostatnie 10 minut, bardzo dobry film, taki jak żywcem wyjęty z 90 i to komplement.
Właściwie mogę się podpisać w 100%. Niby to wszystko już było sto razy, ale Haynes spisuje się tu znakomicie reżyserując tak, że nie ma się poczucia, że to tylko odhaczanie kolejno typowych dla takich historii i takiego kina motywów. Zaskoczeń owszem nie ma, ale nie ma też na przykład przesadnego sentymentalizmu i patosu, przeginania w wątkach obyczajowych (chociaż jak drugi raz wypływa temat wpływu sprawy na rodzinne relacje to wydaje się to być odrobinę za dużo). Swoją drogą Hathaway nie jakaś wybitna, ale wystarczy, że zagrała coś innego niż zwykle i to wystarcza.
Jedyne co mi nie podeszło to sinozielone zdjęcia. Nie lubię takiej kolorystyki. Jest dla mnie po prostu brzydka i męcząca. W klimatach zimno-smutnych można to zrobić dużo lepiej.
Ogólnie takie solidne 7/10.
11-05-2020, 19:10





