Ja właśnie przy "Seinfeldzie" odbiłem się od pierwszego sezonu, a zazwyczaj przy sitcomach jadę dosyć mocno z kolejnymi odcinkami. Nawet jeśli coś mnie w danym tytule uwiera. W tym przypadku jakoś nie miałem ochoty wracać, ale powiedziałem sobie, że nadrobię bo będzie wstawiony na polskim Netfliksie w miejsce "Przyjaciół". Czekam więc spokojnie do 2021 roku i wtedy zacznę oglądać. Tym bardziej, że coraz mniej wielkich i popularnych sitcomów mi zostało.
"Seinfelda" zawsze chciałem zobaczyć właśnie przez jego fenomen i częste nazywanie go najlepszym sitocomem w historii. Do tego fanboje dosyć mocno jeżdżą po "Friends". Pierwsze wrażenie jednak niezbyt dobre.
Aktualnie nadrabiam "Modern Family". Nie jest to co prawda poziom moich ulubionych seriali komediowych, takich jak "Friends", "Veep" czy "The Office", ale spokojnie mógłbym go postawić na półce z tymi udanymi. Finalnie bardzo możliwe, że będę cenił bardziej od takiej "Teorii wielkiego podrywu" (chociaż tutaj nadal 2 ostatnie sezony do nadrobienia), ponieważ "Modern Family" wydaje mi się dużo równiejszym serialem. W poszczególnych sezonach nie ma aż takich spadków jakości względem poprzednich, pomimo tego, że jest to całkiem schematyczny serial nawet jak na standardy gatunku. Jak zawsze znajdą się irytujące postacie (Manny Delgado to absolutny szczyt nudy - najlepsze są odcinki, jak nie skupiają się na jego problemach. W pewnym momencie darcie mordy przez Sofię Vergarę stało się dla mnie denerwujące), ale w większości przypadków jest ok. Królem "Modern Family" jest oczywiście Ty Burrell. Całkiem niezły jest też Eric Stonestreet.
Kończę ósmy sezon :)
"Seinfelda" zawsze chciałem zobaczyć właśnie przez jego fenomen i częste nazywanie go najlepszym sitocomem w historii. Do tego fanboje dosyć mocno jeżdżą po "Friends". Pierwsze wrażenie jednak niezbyt dobre.
Aktualnie nadrabiam "Modern Family". Nie jest to co prawda poziom moich ulubionych seriali komediowych, takich jak "Friends", "Veep" czy "The Office", ale spokojnie mógłbym go postawić na półce z tymi udanymi. Finalnie bardzo możliwe, że będę cenił bardziej od takiej "Teorii wielkiego podrywu" (chociaż tutaj nadal 2 ostatnie sezony do nadrobienia), ponieważ "Modern Family" wydaje mi się dużo równiejszym serialem. W poszczególnych sezonach nie ma aż takich spadków jakości względem poprzednich, pomimo tego, że jest to całkiem schematyczny serial nawet jak na standardy gatunku. Jak zawsze znajdą się irytujące postacie (Manny Delgado to absolutny szczyt nudy - najlepsze są odcinki, jak nie skupiają się na jego problemach. W pewnym momencie darcie mordy przez Sofię Vergarę stało się dla mnie denerwujące), ale w większości przypadków jest ok. Królem "Modern Family" jest oczywiście Ty Burrell. Całkiem niezły jest też Eric Stonestreet.
Kończę ósmy sezon :)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
16-05-2020, 02:06 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-05-2020, 02:07 przez Pelivaron.)





