Fail Safe (1964) - stosunkowo niedawno dowiedziałem się o istnieniu takiego filmu, jest na Criterion Channel, więc szybciutko obejrzałem. Właściwie wystarczy powiedzieć, że to Dr. Strangelove na poważnie i już dałbym wysoką ocenę :P Bardzo ciekawe, że oba filmy powstały w tym samym roku, bo są właściwie bliźniacze, a różnią się podejściem - u Lumeta pełna powaga, u Kubricka wszystko jest pretekstem do żartu. Co jeszcze ciekawsze - nie potrafię zdecydować który bardziej mi się podobał, kocham oba, nie wiem tylko czy to przez rzeczywistą jakość tych filmów, czy przez temat, który na wstępie nastraja mnie pozytywnie do seansu. Wiele lat temu czytając o tym amerykańskim utrzymywaniu bombowców z atomówkami w powietrzu pomyślałem sobie, że kurde, to przecież samograj i gotowy scenariusz dla znakomitego filmu - życie udowodniło, że tak jest i powstały dwa cudowne filmy o tym temacie.
Rozmowa amerykańskiego prezydenta ze swoim rosyjskim odpowiednikiem u Kubricka to dla mnie jedna z najlepszych scen w historii kina, u Lumeta może nie ma tylu fajerwerków, ale też jest to scena genialna, co ciekawe bryluje w niej nie Henry Fonda, a grający tłumacza Larry Hagman. Na plus również przewrotne zakończenie - to sztuka, aby okazało się być happy endem.
Daję 9/10
Rozmowa amerykańskiego prezydenta ze swoim rosyjskim odpowiednikiem u Kubricka to dla mnie jedna z najlepszych scen w historii kina, u Lumeta może nie ma tylu fajerwerków, ale też jest to scena genialna, co ciekawe bryluje w niej nie Henry Fonda, a grający tłumacza Larry Hagman. Na plus również przewrotne zakończenie - to sztuka, aby okazało się być happy endem.
Daję 9/10
29-05-2020, 10:23

Spoiler




