Wiele hałasu o nic / Much Ado About Nothing (reż. Kenneth Branagh, 1993)
Co prawda mam jeszcze kilka pozycji do nadrobienia, ale jest to chyba najlepszy film w reżyserii Kennetha Branagha jaki widziałem. Co więcej - jest to chyba najlepsza adaptacja Szekspira z jaką się spotkałem (no, ale tutaj to nie mam zbyt wiele tytułów na koncie, widziałem raptem kilka).
"Wiele hałasu o nic" jest naprawdę zabawne i urocze, przez cały seans - nawet w tych bardziej dramatycznych momentach - na ekranie non stop panuje sielska i przyjemna atmosfera. Od początku miałem wrażenie, że aktorzy świetnie bawili się swoimi rolami (z wyjątkiem Keanu Reevesa, ale on taki chyba miał być - tak czy siak potwierdza się, że najlepiej wypada wtedy, kiedy ma mało emocji do grania i najlepiej, gdy oszczędza w słowach), czuć ekranową chemię. Piękne zdjęcia i scenerie dopełnione zostają idealną muzyką Patricka Doyle'a.
Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to chciałbym nieco bardziej rozwinięcia wątku Don Johna oraz lekko irytowała mnie postać Claudia - aktor też strasznie nijaki, ale z drugiej strony weź się przebij i jakoś wyróżnij przy takiej epickiej obsadzie aktorskiej. Nie zmienia to faktu, że dawno nie widziałem takiej zabawnej komedii. Ode mnie 8/10.
PS Michael Keaton kradnie każdą scenę. W ogóle brak aktorskich nominacji do Globów i Oscarów pokazuje tylko, jak genialnym pod względem filmowym był rok 1993. No, ale tak czy srak Keatonowi to nominację jakąś za drugi plan bym dał.
Co prawda mam jeszcze kilka pozycji do nadrobienia, ale jest to chyba najlepszy film w reżyserii Kennetha Branagha jaki widziałem. Co więcej - jest to chyba najlepsza adaptacja Szekspira z jaką się spotkałem (no, ale tutaj to nie mam zbyt wiele tytułów na koncie, widziałem raptem kilka).
"Wiele hałasu o nic" jest naprawdę zabawne i urocze, przez cały seans - nawet w tych bardziej dramatycznych momentach - na ekranie non stop panuje sielska i przyjemna atmosfera. Od początku miałem wrażenie, że aktorzy świetnie bawili się swoimi rolami (z wyjątkiem Keanu Reevesa, ale on taki chyba miał być - tak czy siak potwierdza się, że najlepiej wypada wtedy, kiedy ma mało emocji do grania i najlepiej, gdy oszczędza w słowach), czuć ekranową chemię. Piękne zdjęcia i scenerie dopełnione zostają idealną muzyką Patricka Doyle'a.
Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to chciałbym nieco bardziej rozwinięcia wątku Don Johna oraz lekko irytowała mnie postać Claudia - aktor też strasznie nijaki, ale z drugiej strony weź się przebij i jakoś wyróżnij przy takiej epickiej obsadzie aktorskiej. Nie zmienia to faktu, że dawno nie widziałem takiej zabawnej komedii. Ode mnie 8/10.
PS Michael Keaton kradnie każdą scenę. W ogóle brak aktorskich nominacji do Globów i Oscarów pokazuje tylko, jak genialnym pod względem filmowym był rok 1993. No, ale tak czy srak Keatonowi to nominację jakąś za drugi plan bym dał.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
02-07-2020, 00:01





