Fighter (reż. Konrad Maximilian, 2019)
Obejrzałem ten film z kilku powodów. Przede wszystkim chciałem zobaczyć w co finalnie przerodził się pomysł "Klatki" i jak twórcy poradzili sobie z odejściem od projektu KSW, które postanowiło zrealizować swój film o MMA, czyli "Underdoga". Po drugie słyszałem sporo dobrego o Stramowskim w roli zawodnika sportów walki. Po trzecie jestem fanem kina sportowego (w szczególności tego poświęconego sportom walki), więc tak czy siak chciałem pewnego dnia nadrobić. No i nadrobiłem.
To nie jest dobry film, ba to film słaby. Paradoksalnie jednak oglądało mi się go nieźle pomimo sporej liczby scen żenujących, które kwitowałem szyderczym uśmiechem. Tematyka i w większości nie najgorsze role aktorskie sprawiły, że jakoś tam zleciało. W sumie od początku widać, że to strasznie pocięty film, w którym momentami panuje taki chaos, że głowa mała. Pewnie scenarzyści przepisali na nowo scenariusz po odejściu KSW, jednak wielokrotnie miałem deja vu związane z "Underdogiem" - nawet Boberek się pojawia i to chyba w bardzo podobnej roli z tego co pamiętam, jakiś koleś prowadzący szemrane interesy itd.
W ogóle wątek kryminalny - TAK KURŁA ZŁY - to spokojnie można by podmieniać i nic by się za bardzo nie zmieniło. W obu filmach jest najgorszym elementem, ale w "Underdogu" jakoś łatwiej było mi się zaangażować i uwierzyć - sposób połączenia dramatu sportowego z kinem gangsterskim w "Figterze" to niezły mindfuck :D
Finalna walka miała zostać nakręcona po hollywoodzki, wyszło średnio na jeża. Mało tu emocji, mało dramaturgii, sporo żenady, głupich tekstów i wymuszonego humoru (np. kot głównego bohatera nazywa się Tomasz, a ten no... główny bohater też ma na imię Tomasz).
"Underdog" wygrywa przed czasem. Dla "Fightera" 3 rundy na 10 :)
Obejrzałem ten film z kilku powodów. Przede wszystkim chciałem zobaczyć w co finalnie przerodził się pomysł "Klatki" i jak twórcy poradzili sobie z odejściem od projektu KSW, które postanowiło zrealizować swój film o MMA, czyli "Underdoga". Po drugie słyszałem sporo dobrego o Stramowskim w roli zawodnika sportów walki. Po trzecie jestem fanem kina sportowego (w szczególności tego poświęconego sportom walki), więc tak czy siak chciałem pewnego dnia nadrobić. No i nadrobiłem.
To nie jest dobry film, ba to film słaby. Paradoksalnie jednak oglądało mi się go nieźle pomimo sporej liczby scen żenujących, które kwitowałem szyderczym uśmiechem. Tematyka i w większości nie najgorsze role aktorskie sprawiły, że jakoś tam zleciało. W sumie od początku widać, że to strasznie pocięty film, w którym momentami panuje taki chaos, że głowa mała. Pewnie scenarzyści przepisali na nowo scenariusz po odejściu KSW, jednak wielokrotnie miałem deja vu związane z "Underdogiem" - nawet Boberek się pojawia i to chyba w bardzo podobnej roli z tego co pamiętam, jakiś koleś prowadzący szemrane interesy itd.
W ogóle wątek kryminalny - TAK KURŁA ZŁY - to spokojnie można by podmieniać i nic by się za bardzo nie zmieniło. W obu filmach jest najgorszym elementem, ale w "Underdogu" jakoś łatwiej było mi się zaangażować i uwierzyć - sposób połączenia dramatu sportowego z kinem gangsterskim w "Figterze" to niezły mindfuck :D
Finalna walka miała zostać nakręcona po hollywoodzki, wyszło średnio na jeża. Mało tu emocji, mało dramaturgii, sporo żenady, głupich tekstów i wymuszonego humoru (np. kot głównego bohatera nazywa się Tomasz, a ten no... główny bohater też ma na imię Tomasz).
"Underdog" wygrywa przed czasem. Dla "Fightera" 3 rundy na 10 :)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
02-07-2020, 19:24





