Pieskie popołudnie reż. Sydney Lumet, 1975 aka bracia Corleone napadają na bank.
Nie czytałem praktycznie nic o tym filmie poza lakonicznym wprowadzeniem na Filmwebie. Nie spodziewałem się dramatu który zaczyna się jak komedia a karty pokazuje dopiero w połowie filmu, co było dla mnie niemałym zaskoczeniem.
Mamy tutaj napad na bank w którym od samego początku nic się nie udaje - jeden z rabusiów wymięka po minucie i ucieka, a pozostała dwójka zachowuje się jakby była mentalnie w szkólce niedzielnej a nie na napadzie... Przez to momentami film jest śmieszny, ale po czasie już wygląda to trochę inaczej.
W połowie filmu mamy pewien twist którego się nie spodziewałem, ale tutaj mam pewien problem: skąd policja wiedziałą gdzie szukać Leona? Jak do niego dotarła w tym szpitalu i jak go skojarzyli z Sonnym?
Drugie pytanie to dlaczego ten policjant pomagał Sonny'emu, skąd było to widoczne między nimi porozumienie?
Nie znalazłem odpowiedzi na te dwa pytania.
Cała reszta to wyrywająca z butów gra Pacino i Cazale. To jak ten pierwszy okazał rozchwianego, dbającego o wszystkich rabusia skrywającego pewną tajemnicę to mistrzostwo świata. A John Cazale? To on tutaj tworzy klimat - dosłownie odliczałem sekundy zanim on kogoś odstrzeli. Plus genialna fryzura.
John Cazale to w ogóle ciekawa postać - kolega Ala Pacino, zagrał tylko chyba z 6 filmach przez 5 lat zanim umarł (ciekawostka - zmarł na raka którego się najbardziej obawiał w filmie), a każdy z nich był nominowany do Oskara.
Dodatkowy plus za młodego Lance Henriksena!
Sydney Lumet to był fachura pełną gębą, czytam właśnie jego książkę.
8.5/10 po pierwszym seansie.
Nie czytałem praktycznie nic o tym filmie poza lakonicznym wprowadzeniem na Filmwebie. Nie spodziewałem się dramatu który zaczyna się jak komedia a karty pokazuje dopiero w połowie filmu, co było dla mnie niemałym zaskoczeniem.
Mamy tutaj napad na bank w którym od samego początku nic się nie udaje - jeden z rabusiów wymięka po minucie i ucieka, a pozostała dwójka zachowuje się jakby była mentalnie w szkólce niedzielnej a nie na napadzie... Przez to momentami film jest śmieszny, ale po czasie już wygląda to trochę inaczej.
W połowie filmu mamy pewien twist którego się nie spodziewałem, ale tutaj mam pewien problem: skąd policja wiedziałą gdzie szukać Leona? Jak do niego dotarła w tym szpitalu i jak go skojarzyli z Sonnym?
Drugie pytanie to dlaczego ten policjant pomagał Sonny'emu, skąd było to widoczne między nimi porozumienie?
Nie znalazłem odpowiedzi na te dwa pytania.
Cała reszta to wyrywająca z butów gra Pacino i Cazale. To jak ten pierwszy okazał rozchwianego, dbającego o wszystkich rabusia skrywającego pewną tajemnicę to mistrzostwo świata. A John Cazale? To on tutaj tworzy klimat - dosłownie odliczałem sekundy zanim on kogoś odstrzeli. Plus genialna fryzura.
John Cazale to w ogóle ciekawa postać - kolega Ala Pacino, zagrał tylko chyba z 6 filmach przez 5 lat zanim umarł (ciekawostka - zmarł na raka którego się najbardziej obawiał w filmie), a każdy z nich był nominowany do Oskara.
Dodatkowy plus za młodego Lance Henriksena!
Sydney Lumet to był fachura pełną gębą, czytam właśnie jego książkę.
8.5/10 po pierwszym seansie.
06-07-2020, 15:20 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-07-2020, 02:31 przez Doppelganger.)





