(11-07-2020, 13:29)simek napisał(a): Lepiej byś Pelivaron napisał jak sam film, bo chyba nigdzie nie zostawiłeś opinii.
Zostawiłem sobie to na dzisiaj. Chciałem się z tym przespać.
![[Obrazek: cWCsv3F.jpg]](https://i.imgur.com/cWCsv3F.jpg)
NASZ CZAS / Nuestro tiempo (reż. Carlos Reygadas)
Nie będę ukrywał, że obejrzenie tego filmu było dla mnie sporym wyzwaniem. Z jednej strony kino mocno artystyczne, posługujące się metaforami i ociekające filmową poetyką (zresztą sam główny bohater jest hodowcą-poetą), której jakoś nigdy na ekranie nie lubiłem doświadczać. Z drugiej bardzo długi metraż, trwający niemalże trzy godziny dramat małżeński rozgrywający się na meksykańskim ranczu, gdzie hodowane są byki. I chociaż po seansie mam uczucia ambiwalentne, to cieszę się, że to filmowe wyzwanie podjąłem.
Tak jak wielkie hollywoodzkie produkcje nazywany filmowymi widowiskami, tak film Reygadasa określiłbym widowiskiem emocjonalnym. Męczącym, ale nie przez swoją długość, a perypetie małżeństwa żyjącego w otwartym związku - mogą spać z kim chcą, ale mają się nie okłamywać i o wszystkim sobie mówić. I to własnie kłamstwo, a raczej nie powiedzenie o wydarzeniach, do których doszło rodzi konflikt.
Cała to historia z początku wydaje się wręcz sielankowa, ale gdzieś tam w pewnym momencie zasiane zostaje ziarenko, które z czasem może wykiełkować w coś niedobrego. Film jest bardzo intymny i emocjonalny, dużo zbliżeń kamery na bohaterów, ujęcia są długie, czasami wręcz za długie. Jednak ani przez chwilę nie czułem w tym jakiegoś fałszu, cała ta relacja męża i żony pod względem tych przekazywanych emocji wydaje się być szczera i naturalna. Pomaga w tym na pewno fakt, iż główne role grają Reygadas, jego żona i dzieci. Przez pierwsze dwie godziny jest to całkiem wciągające, ale następuje taki moment, że człowiek czuje już przesyt tego wszystkiego. "Nasz czas" jest przeciągnięty, niektóre sceny zdają się być niepotrzebne, inne z kolei za długie.
Reygadas ma natomiast świetne oko do takich małych scen, które robią ten film. Niektóre są lżejsze (jak te z dzieciakami), niektóre wstrząsające (sceny ze zwierzętami, jedna wręcz okrutna i niezwykle mocna). Nie wiem czy on to sam inscenizował, czy po prostu ustawił kamerę i czekał, ale wyszło naprawdę naturalnie. "Nasz czas" pod względem operatorskim stoi na tym najwyższym poziomie.
"Nasz czas" jest takim filmem, który pomimo swojego tempa i bycia raczej filmowym snujem chciałbym obejrzeć ponownie. Ma w sobie coś takiego hipnotyzującego, coś co nie chce wyjść z głowy - te małe sceny, o których pisałem powyżej i piękne kadry. Jednocześnie odpycha mnie trochę ponowne spotkanie tego małżeństwa - słuchanie ich kłótni i obcowanie z ich podejściem do życia. Dodatkowo jestem niemalże przekonany, że jest to film idealny na salę kinową - w domu pewnie oglądałbym to na 3 razy, przez co klimat i aura tego filmu mogłyby gdzieś zaniknąć.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
11-07-2020, 14:20






