Mnie TRAMWAJ ZWANY POŻADANIEM raczej wymęczył. Nie byłem wstanie wejść w tę teatralność, a Leigh moim zdaniem momentami wypada komicznie. O ile dramatyzowanie pasuje do tej postaci to jest po prostu nie do zniesienia przez większość filmu. Stanleya łatwo polubić, bo Brando to piękny człowiek, a do tego cały czas krytykuje wkurzającą Blanche - ale z drugiej strony to jednak kawał gnoja.
Najfajniejszy jest przez większość filmu Malden (choć Mitch też ma słabe momenty jako postac - i to w sumie moze jest spoko w tym filmie, ze wszyscy sa wadliwi) i tylko szkoda, że jego postać jara się Blanche. Stelli z kolei trudno kibicować przez to jak naiwnym popychadłem jest, brakuje jej wyrazu. To sens tej postaci, ale jednoczesnie jej problem.
W ogole nie moglem sie zainteresowac tą historią, a sama w sobie jest przecież ciekawa - obraz stopniowo odklejającej się kobiety na skraju załamania nerwowego. Tylko niestety wszystko tutaj jest zbyt teatralne i chyba jednak za długie, zbyt przegadane. Rozumiem, że to znak pewnego okresu i fakt, że to adaptacja sztuki, ale nawet mając to na uwadze słabo to działa. Bo np. "Rear Window" z tego samego okresu jest o niebo lepsze.
Najfajniejszy jest przez większość filmu Malden (choć Mitch też ma słabe momenty jako postac - i to w sumie moze jest spoko w tym filmie, ze wszyscy sa wadliwi) i tylko szkoda, że jego postać jara się Blanche. Stelli z kolei trudno kibicować przez to jak naiwnym popychadłem jest, brakuje jej wyrazu. To sens tej postaci, ale jednoczesnie jej problem.
W ogole nie moglem sie zainteresowac tą historią, a sama w sobie jest przecież ciekawa - obraz stopniowo odklejającej się kobiety na skraju załamania nerwowego. Tylko niestety wszystko tutaj jest zbyt teatralne i chyba jednak za długie, zbyt przegadane. Rozumiem, że to znak pewnego okresu i fakt, że to adaptacja sztuki, ale nawet mając to na uwadze słabo to działa. Bo np. "Rear Window" z tego samego okresu jest o niebo lepsze.
15-07-2020, 01:15





