Wodzirej (1977)
Film, który wywindował karierę Jerzego Stuhra. Ogólnie fabuła to takie trochę "Whiplash" na miarę polskiego kina lat 70., z tym że Lutek Danielak jest tu zarówno Andrewem, jak i Fletcherem. Historia o tym, jak wiele człowiek może zrobić dla kariery, ale i jak bardzo zeszmacić się w stosunku do otoczenia.
Stuhr wiadomo - chyba jego życiówka. Takich cynicznych sukinsynów jak Lutek Danielak to mało w polskim kinie. Aż czasami tymi swoimi podłymi akcjami prosi się o solidny oklep. Można powiedzieć, że na papierze to trochę przesadzona postać, ale Stuhr jest na tyle utalentowanym aktorem, że obdarowuje ją jednak wiarygodnością. Dużo dodaje też ten klimat PRL-owskiego Krakowa. W ogóle tamtejsze imprezy, którym te obecne z tym syfiastym doborem muzyki nie dorastają do pięt... Coś czuję, że w tamtych szarych czasach to Polacy się lepiej potrafili bawić ;)
Największy minus? Dźwięk, ale to już wtedy był problem chyba co drugiego polskiego filmu, kiedy to przeważnie nie dało się uslyszeć 40% dialogów. Ogólnie w pierwszej połowie miałem wrażenie, że jakość dźwięku coś się chrzaniła co drugą scenę. Zupełnie jakby postsynchrony nagrywane były na jakimś gównianym sprzęcie :P
8/10
Film, który wywindował karierę Jerzego Stuhra. Ogólnie fabuła to takie trochę "Whiplash" na miarę polskiego kina lat 70., z tym że Lutek Danielak jest tu zarówno Andrewem, jak i Fletcherem. Historia o tym, jak wiele człowiek może zrobić dla kariery, ale i jak bardzo zeszmacić się w stosunku do otoczenia.
Stuhr wiadomo - chyba jego życiówka. Takich cynicznych sukinsynów jak Lutek Danielak to mało w polskim kinie. Aż czasami tymi swoimi podłymi akcjami prosi się o solidny oklep. Można powiedzieć, że na papierze to trochę przesadzona postać, ale Stuhr jest na tyle utalentowanym aktorem, że obdarowuje ją jednak wiarygodnością. Dużo dodaje też ten klimat PRL-owskiego Krakowa. W ogóle tamtejsze imprezy, którym te obecne z tym syfiastym doborem muzyki nie dorastają do pięt... Coś czuję, że w tamtych szarych czasach to Polacy się lepiej potrafili bawić ;)
Największy minus? Dźwięk, ale to już wtedy był problem chyba co drugiego polskiego filmu, kiedy to przeważnie nie dało się uslyszeć 40% dialogów. Ogólnie w pierwszej połowie miałem wrażenie, że jakość dźwięku coś się chrzaniła co drugą scenę. Zupełnie jakby postsynchrony nagrywane były na jakimś gównianym sprzęcie :P
8/10
18-07-2020, 09:52 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-07-2020, 09:57 przez Kryst_007.)





