Bunny Lake Is Missing z 1965.
Kobieta odprowadza córkę do przedszkola, a niedługo później dziecko znika. Śledztwo prowadzi superintendent Laurence Olivier i w zasadzie od początku pojawiają się wątpliwości odnośnie sprawy i pytanie, czy główna bohaterka czasem nie wymyśliła sobie tego dziecka. Film ma nieśpieszne tempo, trochę dłużyzn, kilka problemów fabularnych, ale nadrabia klimatem, (czasem przyjemnie ciętymi) dialogami i sekwencją finałową. Całość stanowi wypadkową "Repulsion", "Psycho" i historii detektywistycznych. W obsadzie znajduje się również Keir Dullea, czyli Bowman z "Odysei Kosmicznej", i jest tutaj świetny. W tle przygrywa (i nawet przez chwile pojawia się na ekranie) zespół The Zombies sprzed czasów wydania rewelacyjnego "Odessey and Oracle".
Żadne arcydzieło, ale warto sprawdzić choćby dla zakończenia. "Anatomy of a Murder" tego samego reżysera znacznie lepszy.
Edycja:
Obejrzałem też w końcu "Running On Empty" Lumeta. Dobre, świetnie zagrane - zarówno na ekranie, jak i fortepianie (ostatnio przypadkowo trafiam na filmy z Riverem Phoenixem - był naprawdę niezły). Dobrze wiedzieć, że również w tego typu kinie mistrz Sidney dawał radę.
Kobieta odprowadza córkę do przedszkola, a niedługo później dziecko znika. Śledztwo prowadzi superintendent Laurence Olivier i w zasadzie od początku pojawiają się wątpliwości odnośnie sprawy i pytanie, czy główna bohaterka czasem nie wymyśliła sobie tego dziecka. Film ma nieśpieszne tempo, trochę dłużyzn, kilka problemów fabularnych, ale nadrabia klimatem, (czasem przyjemnie ciętymi) dialogami i sekwencją finałową. Całość stanowi wypadkową "Repulsion", "Psycho" i historii detektywistycznych. W obsadzie znajduje się również Keir Dullea, czyli Bowman z "Odysei Kosmicznej", i jest tutaj świetny. W tle przygrywa (i nawet przez chwile pojawia się na ekranie) zespół The Zombies sprzed czasów wydania rewelacyjnego "Odessey and Oracle".
Żadne arcydzieło, ale warto sprawdzić choćby dla zakończenia. "Anatomy of a Murder" tego samego reżysera znacznie lepszy.
Edycja:
Obejrzałem też w końcu "Running On Empty" Lumeta. Dobre, świetnie zagrane - zarówno na ekranie, jak i fortepianie (ostatnio przypadkowo trafiam na filmy z Riverem Phoenixem - był naprawdę niezły). Dobrze wiedzieć, że również w tego typu kinie mistrz Sidney dawał radę.
17-09-2020, 22:09 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-09-2020, 22:12 przez Norton.)





