Skoro o cycuszkach mowa, to jako siódmy film obejrzałem The Prowler, 1981. Slasher znowu, a więc jest scena mordu pod prysznicem, gdzie woda miesza się z krwią i łzami mordowanej, nagiej i bezbronnej dziewoi. Sam film bardzo przyjemny, a w porównaniu do "Prom Night" znacznie lepszy. Punkt wyjściowy niemal identyczny, jest i zbrodnia sprzed lat, i bal, i polujący na młodzież zwyrol. Za filmwebem: laska pisze list do chłopaka, żołnierza na froncie, że z nim zrywa. Żołnierze wracają do domu po wojnie i próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości, a taką okazją jest bal maturalny. Wkrótce dziewczyna ginie ze swoim nowym partnerem. Mija trzydzieści kilka lat, zbliża się kolejny bal...
Także tego, klasyczny do bólu horror o seryjnym mordercy w małym, urokliwym miasteczku, z młodzieżą, alkoholem, cyckami, seksem, muzyką, zabawą i śmiercią. Nie jest to kino wysokich lotów, ale na halloweenowy maraton w sam raz. Krwawo jak trzeba, rany i śmierci są naprawdę dobrze zrobione, no i to chyba jedyny znany mi przypadek, gdzie morderca korzysta nie tylko z noży i wideł, ale także z broni palnej. Co prawda od strzelby ginie tylko jedna osoba, ale i tak sam fakt, że morderca ma przy sobie spluwę jest znamienny. Coś nowego, niespotykanego, innego. Fajnie, bardzo fajnie, a same morderstwa także robią wrażenie - o ile przebicie widłami jest takie sobie, tak już machanie nożem odpowiednio krwawe i brutalne. Pierwszy zgon, czyli cios nożem w czerep jest naprawdę mocny, a miotające się bezsilnie prawie-zwłoki z wywróceniem oczu białkami do góry jest odpowiednio soczyste. Moim ulubionym i zdecydowanie najlepiej zrealizowanym atakiem jest jednak ten na basenie, gdzie z poderżniętego gardła nie tylko wypływa krew, ale także i bąbelki powietrza, gdy ofiara opada bez życia na dno :) 7/10 i serduszko.
Także tego, klasyczny do bólu horror o seryjnym mordercy w małym, urokliwym miasteczku, z młodzieżą, alkoholem, cyckami, seksem, muzyką, zabawą i śmiercią. Nie jest to kino wysokich lotów, ale na halloweenowy maraton w sam raz. Krwawo jak trzeba, rany i śmierci są naprawdę dobrze zrobione, no i to chyba jedyny znany mi przypadek, gdzie morderca korzysta nie tylko z noży i wideł, ale także z broni palnej. Co prawda od strzelby ginie tylko jedna osoba, ale i tak sam fakt, że morderca ma przy sobie spluwę jest znamienny. Coś nowego, niespotykanego, innego. Fajnie, bardzo fajnie, a same morderstwa także robią wrażenie - o ile przebicie widłami jest takie sobie, tak już machanie nożem odpowiednio krwawe i brutalne. Pierwszy zgon, czyli cios nożem w czerep jest naprawdę mocny, a miotające się bezsilnie prawie-zwłoki z wywróceniem oczu białkami do góry jest odpowiednio soczyste. Moim ulubionym i zdecydowanie najlepiej zrealizowanym atakiem jest jednak ten na basenie, gdzie z poderżniętego gardła nie tylko wypływa krew, ale także i bąbelki powietrza, gdy ofiara opada bez życia na dno :) 7/10 i serduszko.
07-10-2020, 16:59





