Mirrors z 2008, czyli straszne lustra. Były gliniarz-alkoholik na prochach, z problemami rodzinnymi, zatrudnia się jako ochroniarz w spalonym centrum handlowym, które było wcześniej szpitalem psychiatrycznym i z wolna zaczyna popadać w szaleństwo, a jego bliscy padają ofiarami tegoż wariactwa. Motywy znane z wielu filmów i seriale, posklejane do kupy mniej lub bardziej sprawnie. Na zdecydowany plus Paula Patton w mokrym ubranku oraz gore w otwarcie filmu (gore w scenie w wannie komicznie wręcz przesadzone, w sam raz do slashera, gdzie biega Freddy albo Jason). Historia psychiatryka, gdzie doktor miał niekonwencjonalne podejście jest fajna, ale - oczywiście - niewykorzystana. Motyw śledztwa, jaki się z tym wiąże, również; niby spoko i w ogóle, ale całość ogranicza się do telefonów do znajomego gliniarza, przeglądania akt i dokumentów, wizytacji w kilku miejscach oraz... paczki z najpotrzebniejszymi informacjami wysłanej kurierem z dupy. Można było z tego wyciągnąć coś ciekawego i może nawet strasznego, ale fatalna końcówka zniszczyła moje i tak średnie wrażenie bo
toteż daję tylko (aż?) 5/10.
E1: Zombi 2, 1979. Zombie, pożeracze mięsa. Nie miałem żadnych oczekiwań. Obstawiałem najwyżej poprawne patrzydło, albo coś poniżej tego, na podobieństwo wyżej wymienionych Luster. Jakże się myliłem! Dostałem kawał zajebistego, obrzydliwie drastycznego filmu o żywych trupach z klimatem gęstym jak krzepnąca krew (i w sumie niczym więcej). To drugi film Fulciego, który widziałem. Pierwszy, "Hotel siedmiu bram" jak brzmi polski tytuł, jest po prostu spoko - ten jest świetny i z pewnością nie będzie to ostatnie, co obejrzę od tego Włocha.
Do Nowego Jorku wpływa dryfujący jacht; straż przybrzeżna sprawdza, co i jak, jeden gliniarz ginie z łap żywego trupa. Wkrótce potem dziennikarz badający sprawę łączy siły z córką właściciela wspomnianego jachtu i ruszają na poszukiwanie prawdy - w efekcie trafiają na wyspę opanowaną przez trupy. I tyle. Prosta historia, są żywi, są umarli, ci pierwsi są zjadani przez tych drugich, wszystko bez żadnych udziwnień (nie licząc podczepienia się pod romerowski Świt, jak twierdzi internet; stąd też tytuł). Całość jest dość powolna, niespieszna, a przy tym obfitująca w krew, flaki, gnijące mięso i robaki oraz genialną muzykę.
Aktorzy grają słabiutko, fabuła jest miałka i wprost żeruje na innym filmie, ale mimo to film ogląda się bardzo dobrze. Efekty są fenomenalne, trupy wyglądają jak trupy, są powolne, otępiałe, brudne od piachu i ziemi, gnijące, toczone przez robactwo, w porwanych i zakrwawionych ciuchach... jak atakują, to widać rozrywaną skórę i rwane mięśnie, no wszystko jest cudownie soczyste i mięsiste jak należy w filmie o żywych truposzach. Daję 8/10, bo nie liczyłem na wiele, a dostałem perełkę.
E2: I, dla odmiany, coś gorszego. Szesnasty film to Night of the Demons z 1988, czyli imprezowa noc Halloween w opuszczonym domu pogrzebowym kończy się tragicznie. Część imprezowa i przygotowania do zabawy są naprawdę fajne i przyjemne, lekkie; postacie choć sztampowe i wycięte z papieru, to jednak zapadają w pamięć mniej lub bardziej. To jednak, co się dzieje później - a więc sama groza, strach, przemoc, krew i ogólnie pojęte straszenie - ssie okrutnie.
Skojarzenia z "Martwym Złem" są oczywiste, jest tutaj nawet taki sam pov, gdy Zło zapieprza przez korytarze i otwiera drzwi, by ostatecznie opanować jedną, niewinną duszyczkę a potem rozłazi się jak zaraza, zmieniając pozostałych. O ile Raimi zrobił to dobrze, a filmowy Ash niósł na swoich barkach film, tak "Noc Demonów" tutaj leży. Niby Angela i Judy - dwie najbardziej zapadające w pamięć postacie - też dźwigają ten film, bo jedna jak przystało na scream queen biega i krzyczy i panikuje i ładnie wygląda, a druga jest szurniętą gotką, to jednak to za mało. Gore słabiutkie, efekty też, samo łażenie po starym domostwie pełnym pajęczyn i śmieci zaczyna nudzić prędzej niż później, a rozwiązanie akcji jest po prostu smutne. Przeleźli przez płot i tyle ich widać xD
5/10
E3: Siedemnasty dzień i film. Mimic, '97. Del Toro i robale. No, ale po kolei: karaluchy roznoszą jakieś choróbsko, naukowcy opracowali gatunkowy miks mający na celu wytępienie robaków. Udaje się, a po paru latach coś zaczyna krążyć w kanałach pod miastem i w metrze. Lokalna społeczność bezdomnych i meneli żyjących w starych tunelach przestrzega przed zapuszczaniem się głębiej, bo każdy kto tam poszedł, znika. Brzmi to na tyle intrygująco, że musiałem obejrzeć to obejrzeć. Zwłaszcza, że swego czasu czytałem książkę o czym bardzo podobnym (Pendergast, Relikwiarz, ukazane tam podziemne życie Nowego Jorku zrobiło na mnie ogromne wrażenie).
Tutaj było podobnie. Znaczna część filmu toczy się w ciemnych kanałach i tunelach, gdzie jest wilgotno, mało światła, jest brudno i śmierdzi; na powierzchni zaś dominuje deszcz, brud i w ogóle jest mroczno. Przyczepię się do dwóch rzeczy jednak: pierwsza to autystyczny gówniarz, któremu życzyłem rychłej i brutalnej śmierci, druga zaś to słabujące cgi. Jak się przymknie oko na głupotki fabularne, to dostajemy obrzydliwe paskudy i nie chodzi tutaj bynajmniej o cgi (które fakt, jest brzydkie i się zestarzało okropnie), tylko o sam fakt, że są to obleśne, ociekające śluzem gigantyczne karaluchy ze skrzydłami i cholera wie co jeszcze :) ruszają tymi swoimi szczękoczułkami, łapkami, odwłokami i aż mnie ciarki przechodzą, chociaż normalnie nie mam takich odruchów na widok robactwa. Wina rozmiarów tych potworków? Chyba tak. Zresztą, zanim zobaczymy bestie w całej swej okazałości, jedyne widzimy jej fragmenty, kawałki i szczegóły błyszczące od śluzu i krwi.
A co tam, 8/10, bo bawiłem się doskonale!
toteż daję tylko (aż?) 5/10.
E1: Zombi 2, 1979. Zombie, pożeracze mięsa. Nie miałem żadnych oczekiwań. Obstawiałem najwyżej poprawne patrzydło, albo coś poniżej tego, na podobieństwo wyżej wymienionych Luster. Jakże się myliłem! Dostałem kawał zajebistego, obrzydliwie drastycznego filmu o żywych trupach z klimatem gęstym jak krzepnąca krew (i w sumie niczym więcej). To drugi film Fulciego, który widziałem. Pierwszy, "Hotel siedmiu bram" jak brzmi polski tytuł, jest po prostu spoko - ten jest świetny i z pewnością nie będzie to ostatnie, co obejrzę od tego Włocha.
Do Nowego Jorku wpływa dryfujący jacht; straż przybrzeżna sprawdza, co i jak, jeden gliniarz ginie z łap żywego trupa. Wkrótce potem dziennikarz badający sprawę łączy siły z córką właściciela wspomnianego jachtu i ruszają na poszukiwanie prawdy - w efekcie trafiają na wyspę opanowaną przez trupy. I tyle. Prosta historia, są żywi, są umarli, ci pierwsi są zjadani przez tych drugich, wszystko bez żadnych udziwnień (nie licząc podczepienia się pod romerowski Świt, jak twierdzi internet; stąd też tytuł). Całość jest dość powolna, niespieszna, a przy tym obfitująca w krew, flaki, gnijące mięso i robaki oraz genialną muzykę.
Aktorzy grają słabiutko, fabuła jest miałka i wprost żeruje na innym filmie, ale mimo to film ogląda się bardzo dobrze. Efekty są fenomenalne, trupy wyglądają jak trupy, są powolne, otępiałe, brudne od piachu i ziemi, gnijące, toczone przez robactwo, w porwanych i zakrwawionych ciuchach... jak atakują, to widać rozrywaną skórę i rwane mięśnie, no wszystko jest cudownie soczyste i mięsiste jak należy w filmie o żywych truposzach. Daję 8/10, bo nie liczyłem na wiele, a dostałem perełkę.
E2: I, dla odmiany, coś gorszego. Szesnasty film to Night of the Demons z 1988, czyli imprezowa noc Halloween w opuszczonym domu pogrzebowym kończy się tragicznie. Część imprezowa i przygotowania do zabawy są naprawdę fajne i przyjemne, lekkie; postacie choć sztampowe i wycięte z papieru, to jednak zapadają w pamięć mniej lub bardziej. To jednak, co się dzieje później - a więc sama groza, strach, przemoc, krew i ogólnie pojęte straszenie - ssie okrutnie.
Skojarzenia z "Martwym Złem" są oczywiste, jest tutaj nawet taki sam pov, gdy Zło zapieprza przez korytarze i otwiera drzwi, by ostatecznie opanować jedną, niewinną duszyczkę a potem rozłazi się jak zaraza, zmieniając pozostałych. O ile Raimi zrobił to dobrze, a filmowy Ash niósł na swoich barkach film, tak "Noc Demonów" tutaj leży. Niby Angela i Judy - dwie najbardziej zapadające w pamięć postacie - też dźwigają ten film, bo jedna jak przystało na scream queen biega i krzyczy i panikuje i ładnie wygląda, a druga jest szurniętą gotką, to jednak to za mało. Gore słabiutkie, efekty też, samo łażenie po starym domostwie pełnym pajęczyn i śmieci zaczyna nudzić prędzej niż później, a rozwiązanie akcji jest po prostu smutne. Przeleźli przez płot i tyle ich widać xD
5/10
E3: Siedemnasty dzień i film. Mimic, '97. Del Toro i robale. No, ale po kolei: karaluchy roznoszą jakieś choróbsko, naukowcy opracowali gatunkowy miks mający na celu wytępienie robaków. Udaje się, a po paru latach coś zaczyna krążyć w kanałach pod miastem i w metrze. Lokalna społeczność bezdomnych i meneli żyjących w starych tunelach przestrzega przed zapuszczaniem się głębiej, bo każdy kto tam poszedł, znika. Brzmi to na tyle intrygująco, że musiałem obejrzeć to obejrzeć. Zwłaszcza, że swego czasu czytałem książkę o czym bardzo podobnym (Pendergast, Relikwiarz, ukazane tam podziemne życie Nowego Jorku zrobiło na mnie ogromne wrażenie).
Tutaj było podobnie. Znaczna część filmu toczy się w ciemnych kanałach i tunelach, gdzie jest wilgotno, mało światła, jest brudno i śmierdzi; na powierzchni zaś dominuje deszcz, brud i w ogóle jest mroczno. Przyczepię się do dwóch rzeczy jednak: pierwsza to autystyczny gówniarz, któremu życzyłem rychłej i brutalnej śmierci, druga zaś to słabujące cgi. Jak się przymknie oko na głupotki fabularne, to dostajemy obrzydliwe paskudy i nie chodzi tutaj bynajmniej o cgi (które fakt, jest brzydkie i się zestarzało okropnie), tylko o sam fakt, że są to obleśne, ociekające śluzem gigantyczne karaluchy ze skrzydłami i cholera wie co jeszcze :) ruszają tymi swoimi szczękoczułkami, łapkami, odwłokami i aż mnie ciarki przechodzą, chociaż normalnie nie mam takich odruchów na widok robactwa. Wina rozmiarów tych potworków? Chyba tak. Zresztą, zanim zobaczymy bestie w całej swej okazałości, jedyne widzimy jej fragmenty, kawałki i szczegóły błyszczące od śluzu i krwi.
A co tam, 8/10, bo bawiłem się doskonale!
14-10-2020, 17:46 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-10-2020, 20:49 przez raven.second.)
Spoiler




