Halloweenowy wieczór spędziłem nadrabiając dwa klasyczki Universalu.
Wilkołak (1941)
W przeciwieństwie do 10 lat starszego "Frankensteina" to charakteryzacja tytułowego monstrum nie przetrwała zbytnio próby czasu - ekranowy wilkołak właściwie wygląda prawie jak mój ojciec :) Sama scena przemiany też jakoś leniwie wykonana nawet jak na 1941 rok i trochę gryzie fakt, że wilkołak w którego przemienia się cygan grany przez Belę Lugosi (który pojawia się dosłownie tu na 3 minuty :P) wygląda jak zwykły wilk, podczas gdy wilkołak Lona Chaneya Jra prezentuje się już niczym facet dawno nie odwiedzający fryzjera.
Wiele jednak ten film nadrabia klimatem. Zdjęcia są świetne, a szczególnie te zamglone ujęcia na bagnach dają piękną atmosferę. Rozterki głównego bohatera mnie tu nawet wciągnęły i plus także za odrobinę psychologi czy cygańskiej kultury. Wątek miłosny to tradycyjnie najsłabszy punkt w horrorach Universala. Ogólnie bawiłem się dobrze.
7/10
Potwór z Czarnej Laguny (1954)
Jeden z tych filmów bez którego Del Toro nie nakręciłby "The Shape of Water". Tak jak na "Wilkołaku" przyjemnie spędziłem czas, tak na tym klasyczku już trochę mniej. Po seansie byłem zdziwiony, gdy zobaczyłem że film trwał tylko 80 minut, bo dłużyzn to trochę było.
Bohaterowie tutaj to właściwie chodzące klisze wałkowane wcześniej czy później w kinie gatunkowym wielokrotnie - na pokładzie mamy m.in. piękną dziewczynę o znikomej osobowości, jej kierującego się rozsądkiem narzeczonego czy zadufanego w sobie dupka, dla którego liczy się głównie sława. Najfajniejszy moment nieskupiony na potworze dostaje kapitan kutra, w którym to przypomina wspomnianemu dupkowi kto tu wydaje rozkazy ;) Sam potwór wiadomo - jego wygląd może i trąci obecnie myszką, a porusza się najzwyczajniej jak facet w gumowym kostiumie, ale widać że trochę się przyłożono do tego designu. Najlepiej tu wypadają ujęcia pod wodą, których jest tu naprawdę sporo. Cały czas wierzyłem, że te sceny serio były kręcone na dnie laguny, a nie w studio.
6/10
Wilkołak (1941)
W przeciwieństwie do 10 lat starszego "Frankensteina" to charakteryzacja tytułowego monstrum nie przetrwała zbytnio próby czasu - ekranowy wilkołak właściwie wygląda prawie jak mój ojciec :) Sama scena przemiany też jakoś leniwie wykonana nawet jak na 1941 rok i trochę gryzie fakt, że wilkołak w którego przemienia się cygan grany przez Belę Lugosi (który pojawia się dosłownie tu na 3 minuty :P) wygląda jak zwykły wilk, podczas gdy wilkołak Lona Chaneya Jra prezentuje się już niczym facet dawno nie odwiedzający fryzjera.
Wiele jednak ten film nadrabia klimatem. Zdjęcia są świetne, a szczególnie te zamglone ujęcia na bagnach dają piękną atmosferę. Rozterki głównego bohatera mnie tu nawet wciągnęły i plus także za odrobinę psychologi czy cygańskiej kultury. Wątek miłosny to tradycyjnie najsłabszy punkt w horrorach Universala. Ogólnie bawiłem się dobrze.
7/10
Potwór z Czarnej Laguny (1954)
Jeden z tych filmów bez którego Del Toro nie nakręciłby "The Shape of Water". Tak jak na "Wilkołaku" przyjemnie spędziłem czas, tak na tym klasyczku już trochę mniej. Po seansie byłem zdziwiony, gdy zobaczyłem że film trwał tylko 80 minut, bo dłużyzn to trochę było.
Bohaterowie tutaj to właściwie chodzące klisze wałkowane wcześniej czy później w kinie gatunkowym wielokrotnie - na pokładzie mamy m.in. piękną dziewczynę o znikomej osobowości, jej kierującego się rozsądkiem narzeczonego czy zadufanego w sobie dupka, dla którego liczy się głównie sława. Najfajniejszy moment nieskupiony na potworze dostaje kapitan kutra, w którym to przypomina wspomnianemu dupkowi kto tu wydaje rozkazy ;) Sam potwór wiadomo - jego wygląd może i trąci obecnie myszką, a porusza się najzwyczajniej jak facet w gumowym kostiumie, ale widać że trochę się przyłożono do tego designu. Najlepiej tu wypadają ujęcia pod wodą, których jest tu naprawdę sporo. Cały czas wierzyłem, że te sceny serio były kręcone na dnie laguny, a nie w studio.
6/10
01-11-2020, 09:00 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-11-2020, 09:00 przez Kryst_007.)





