(01-11-2020, 10:30)raven.second napisał(a): Nie wiem, czy widziałeś kolejne części, czyli Revenge i Creature walks among us, ale lepiej ich unikać.Druga część również zapisała się w historii kina, gdyż jest to debiut Clinta Eastwooda :)
Wczoraj też zrobiłem coroczny maraton halloweenowy zajadając się Monster Munchami i żelkami od Trolli. Być może rozszerzę go na dzisiejszy i jutrzejszy wieczór, jako że i tak jest siedzenie w domu z powodu pandemii (mój 10-letni ja ogromnie się cieszy, że cebulakom zamknięto cmentarze i nie ma jeżdżenia, więc muszą przyjmować bachory ograniczone jedynie opieką dorosłego :)). Tym razem postawiłem na czarno-białe klasyki (plus jeden z lat 80.):
White Zombie - pierwszy film o zombiakach. Ciekawie jest zobaczyć tematykę zombie sprzed Romero i sięgająca do samych wierzeń voodoo. Zombie to zwykli ludzie z wytrzeszczonymi gałami niż nadgniłe zwłoki, ale w filmie wyjaśnione jest to, że świeżo umarli i domyślam że kodeks Haysa robił tu swoje. Sama historia raczej taka se. Bogaty gość prosi Belę Lugosiego, by przerobił dla niego na zombiaka jakąś cizię. Kilka jest klimatycznych kadrów i najfajniejsze są napisy początkowe z haitańskimi śpiewami. Lugosi miał lepsze filmy z tego okresu (jak np. The Murders in the Rue Morgue). Raczej dla sympatyków.
5/10
Potwór z Czarnej Laguny - ciekawy zbieg okoliczności, że zarówno ja i Kryst_007 obejrzeliśmy ten sam film wczoraj :). Anyway, w końcu zabrałem się za ten film. Mam nieco lepsze zdanie o filmie niż wspomniany kolega, choć przyznam się, że zestarzał się. W gruncie rzeczy to typowy 50-scifi horror flick, ale z dużo większym budżetem i lepszym wykonaniem. Miałem nieco beki, gdy za każdym pojawieniem się potwora pojawia "straszna muzyka". Rajcuje człowieka, że kręcili to w plenerze i faktycznej dżungli, a sam kostium Gillmana jest dobrze wykonany - m.in. stwór na powierzchni otwiera usta jak karp i pulsują mu skrzela. Postacie w sumie to klisze, ale był generalnie sympatyczne, historia też niezła i angażująca i też był pomysł na potwora, który nie jest n-tą mutację popromienną lub kosmitą jak w innych filmach z tego okresu.
7/10
Opętanie - Sam Neill brzmiał momentami, jakby angielski był jego drugim językiem :). W każdym razie, film dość nieprzyjemny. Począwszy od ruchu kamery, muzyki, klimatu sennego koszmaru, samej tematyce, jazdach Isabelle Adjani (scena w metrze, gdy kręci się jak opętana i rzygan cieczą i krwią - eewww) i kończąc na potworze będącym esensją obleśności (swoją - świetny i naprawdę niepokojący design). Gdyby wyciąć owego potwora, to jest to rasowy film psychologiczny z lekką nutą artsy-fartsy. Podobało mi się, że jak ktoś z bohaterów widzi potwora, to zachowuje jak normalna osoba - czyli robi wielkie oczy, krzyczy "Co to kuźwa jest?!" i spierdala straumatyzowany. Świetne role Neilla i Adjani.
8/10
01-11-2020, 11:42 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-11-2020, 13:14 przez OGPUEE.)





