Obczaiłem tę EPkę i raczej po pierwszym przesłuchu, taka trochę rąbanka się szykuje. Ten kawałek Leonarda-Morgana, to najspokojniejszy i najciekawszy z tego:
Ale już komentarze porównujące go "Tears in the Rain" Vangelisa są dość śmieszne, żeby nie napisać obrażającego Greka takim porównaniem.
Podobno ma być 7,5 godziny muzyki w grze. I twórcy też mówią, że nie chcieli tworzyć retro-elektroniki jak z lat 80tych. I OK takie podejście się chwali, ale jeżeli ta EPka miała być najbardziej reprezentacyjna, to dość średnio to wyszło. Muzyka jest głośna, agresywna, ale przy tym strasznie schematyczna i mało wyrazista. Trudno powiedzieć, aby przemawiała jakimś swoim głosem, czy tworzyła swój własny niesamowity klimat.
Ale już komentarze porównujące go "Tears in the Rain" Vangelisa są dość śmieszne, żeby nie napisać obrażającego Greka takim porównaniem.
Podobno ma być 7,5 godziny muzyki w grze. I twórcy też mówią, że nie chcieli tworzyć retro-elektroniki jak z lat 80tych. I OK takie podejście się chwali, ale jeżeli ta EPka miała być najbardziej reprezentacyjna, to dość średnio to wyszło. Muzyka jest głośna, agresywna, ale przy tym strasznie schematyczna i mało wyrazista. Trudno powiedzieć, aby przemawiała jakimś swoim głosem, czy tworzyła swój własny niesamowity klimat.
21-11-2020, 17:03






