Nie jest to David Fincher, za którego dałbym się zabić. Wolę go jednak w zdecydowanie mroczniejszych klimatach i gatunkach (ale pewnie znajdą się tacy, którzy na obronę powiedzą, że "Mank" prezentuje przecież mroczną stronę Hollywoodu). Nie zmienia to jednak faktu, że fajnie iż ktoś pozwolił mu wreszcie zrobić jeden z wymarzonych projektów. Teraz nie stoi nic na przeszkodzie, aby zmierzyć się z kolejnym gatunkiem (najlepiej horrorem).
"Mank" to dobry film i tyle. Historia jest ciekawa, ale pod żadnym względem porywająca. Dużo w tym wszystkim chaosu, początkowo miałem lekki problem, żeby zaangażować się w to co widzę na ekranie, ale w pewnym momencie zażarło. Postacie takie sobie, większość jakaś taka nijaka, nawet główny bohater szczególnie się nie wyróżnia (dopiero pod koniec zaczyna coś się dziać pod tym względem).
Największą zaletą tego filmu jest jego forma. Czarno-białe zdjęcie i ta stylizacja na stare kino robi momentami piorunujące wrażenie. Już pierwsze ujęcia pozwalają się przenieść w czasie. Zwiastuny tego dla mnie do końca nie oddawały. Z aktorów najbardziej podobał mi się Tom Burke grający Wellesa. Na plus też sporo subtelnego humoru.
Nie sposób odmówić temu filmowi realizatorskiej maestrii. Pod tym względem Fincher znowu dostarczył. Fabularnie nie była to jednak do końca moja bajka, ale podejrzewam, że niejeden okrzyknie go arcydziełem. Ode mnie 7/10.
"Mank" to dobry film i tyle. Historia jest ciekawa, ale pod żadnym względem porywająca. Dużo w tym wszystkim chaosu, początkowo miałem lekki problem, żeby zaangażować się w to co widzę na ekranie, ale w pewnym momencie zażarło. Postacie takie sobie, większość jakaś taka nijaka, nawet główny bohater szczególnie się nie wyróżnia (dopiero pod koniec zaczyna coś się dziać pod tym względem).
Największą zaletą tego filmu jest jego forma. Czarno-białe zdjęcie i ta stylizacja na stare kino robi momentami piorunujące wrażenie. Już pierwsze ujęcia pozwalają się przenieść w czasie. Zwiastuny tego dla mnie do końca nie oddawały. Z aktorów najbardziej podobał mi się Tom Burke grający Wellesa. Na plus też sporo subtelnego humoru.
Nie sposób odmówić temu filmowi realizatorskiej maestrii. Pod tym względem Fincher znowu dostarczył. Fabularnie nie była to jednak do końca moja bajka, ale podejrzewam, że niejeden okrzyknie go arcydziełem. Ode mnie 7/10.
23-11-2020, 01:22 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-11-2020, 01:22 przez Pelivaron.)





