Młody Frankenstein / Young Frankenstein (reż. Mel Brooks, 1974)
Kolejny tytuł z mojej listy wstydu nadrobiony.
Co tu dużo pisać - naprawdę bardzo fajna i zabawna komedia, a właśnie to jest najważniejsze w tym gatunku. Kilka razy naprawdę śmiechłem głośniej, szczególnie w scenach, w których główny comic relief tej historii, czyli Igor (w tej roli niezawodny Marty Feldman) dostaje swój czas ekranowy. Sama historia jest również niezwykle udaną wariacją, czy też raczej parodią klasycznego kina grozy i to w takim pozytywnym znaczeniu. Czuć w tym serducho i uwielbienie do oryginału, w trakcie seansu można wyłapać wiele smaczków. Zresztą widać to też po samej realizacji. Scenografie, kostiumy i te czarno-białe zdjęcia - no klimacik filmów z lat 30. czy 40. zachowany perfekcyjnie. Najlepszy film Mela Brooksa w mojej opinii - 8/10.
Tytułem post scriptum - jeśli chodzi o młodą Teri Garr to zacytują Monstrum: "Mmmmmmmmmmmmmmm":
Kolejny tytuł z mojej listy wstydu nadrobiony.
Co tu dużo pisać - naprawdę bardzo fajna i zabawna komedia, a właśnie to jest najważniejsze w tym gatunku. Kilka razy naprawdę śmiechłem głośniej, szczególnie w scenach, w których główny comic relief tej historii, czyli Igor (w tej roli niezawodny Marty Feldman) dostaje swój czas ekranowy. Sama historia jest również niezwykle udaną wariacją, czy też raczej parodią klasycznego kina grozy i to w takim pozytywnym znaczeniu. Czuć w tym serducho i uwielbienie do oryginału, w trakcie seansu można wyłapać wiele smaczków. Zresztą widać to też po samej realizacji. Scenografie, kostiumy i te czarno-białe zdjęcia - no klimacik filmów z lat 30. czy 40. zachowany perfekcyjnie. Najlepszy film Mela Brooksa w mojej opinii - 8/10.
Tytułem post scriptum - jeśli chodzi o młodą Teri Garr to zacytują Monstrum: "Mmmmmmmmmmmmmmm":
03-12-2020, 01:30





