John Wick - cz. I - na pulsie leciał (albo jeszcze leci) to sobie zrobiłem dwa seansy z rzędu pierwszej części. Oglądałem wcześniej i jakoś się podobało, to sobie myślę, że i powtórka będzie dobra.
Dobrze myślałem - bezmyślna rozpierducha i gra aktorska Keanu oraz reszty obsady daje radę i po prostu jest to dobra rozrywka z bronią jako głównym wątkiem. Ale w całej tej zajebistości oraz otoczki (np. hotel dla killerów - fajny motyw) jest skaza, która niczym sól w oku, przeszkadza i BARDZO w*urwia.
W filmie mamy antagonistę - bossa rosyjskiej mafii - TWARDZIEL. Budzi grozę, strach. Jak trzeba, to bije. Bije nawet głównego bohatera, kiedy ten jest przywiązany. I tutaj scenarzyści zagalopowali się w ślepą uliczkę i domalowali innego killera. Te rozwiązanie fabularne jest tak głupie i słabe, że rączki opadają. A dlaczego tak uważam?
Przenieśmy się w czasie. Jest rok 2008 i Liam Neeson bez zawahania usuwa dziesiątki wrogów w filmie Taken. W końcu trafia do szańca tych złych. Kim jest "zły - drugi boss w tej grze"? Ano, jest pizdą - ale z łbem na karku. W to, że rządzi takim interesem wierzę od razu - jest człowiekiem interesu, a nie przemocy. przemoc robią za niego inni ludzi, których opłaca. W scenie, w której każe zabić bohatera jest wszystko, co prawdziwe - pizduś jest pewny siebie ale wie, że w konfrontacji z bohaterem nie ma szans. Robi to, co robi od zawsze - zleca. I nakazuje bandziorom zabić bohatera. I tutaj NIE MA MAGICZNEJ ręki. Ojczulek szamota się w agonii i przez to, że jest w sytuacji BEZ wyjścia, robi wszystko, aby się uratować. Tym sposobem zrywa rurę, do której jest przywiązany. I tutaj jest oczywiście dużo szczęścia - ale wynika to z sytuacjo. To bohater walczy o swoje życie natomiast otoczenie mu sprzyja. No dobra bo się rospisałem.
Wracam do Johna na krześle. Sytuacja identyczna. Boss uchwycił Johna. Jest BADASSEM, bije go (a nie jak francuz, który jest pizdą). I wychodzi, zlecając dokończenie sprawy swoim przydupasom. I nagle to nie John wywija się z sytuacji dzięki swoim umiejętnościom albo okolicznościom, lecz zostaje wprowadzony plot twist w postaci drugiego killera, który ratuje Johna. No przyznam że słabe to jak cholera. Jak pisałem, wielka skaza na fabule.
Poza tym to całkiem fajny film akcji z ciekawym światem - hotel dla killerów to naprawdę fajna rzecz!
6/10 - gdyby nie akcja na krześle, dałbym spokojnie 8!
Dobrze myślałem - bezmyślna rozpierducha i gra aktorska Keanu oraz reszty obsady daje radę i po prostu jest to dobra rozrywka z bronią jako głównym wątkiem. Ale w całej tej zajebistości oraz otoczki (np. hotel dla killerów - fajny motyw) jest skaza, która niczym sól w oku, przeszkadza i BARDZO w*urwia.
W filmie mamy antagonistę - bossa rosyjskiej mafii - TWARDZIEL. Budzi grozę, strach. Jak trzeba, to bije. Bije nawet głównego bohatera, kiedy ten jest przywiązany. I tutaj scenarzyści zagalopowali się w ślepą uliczkę i domalowali innego killera. Te rozwiązanie fabularne jest tak głupie i słabe, że rączki opadają. A dlaczego tak uważam?
Przenieśmy się w czasie. Jest rok 2008 i Liam Neeson bez zawahania usuwa dziesiątki wrogów w filmie Taken. W końcu trafia do szańca tych złych. Kim jest "zły - drugi boss w tej grze"? Ano, jest pizdą - ale z łbem na karku. W to, że rządzi takim interesem wierzę od razu - jest człowiekiem interesu, a nie przemocy. przemoc robią za niego inni ludzi, których opłaca. W scenie, w której każe zabić bohatera jest wszystko, co prawdziwe - pizduś jest pewny siebie ale wie, że w konfrontacji z bohaterem nie ma szans. Robi to, co robi od zawsze - zleca. I nakazuje bandziorom zabić bohatera. I tutaj NIE MA MAGICZNEJ ręki. Ojczulek szamota się w agonii i przez to, że jest w sytuacji BEZ wyjścia, robi wszystko, aby się uratować. Tym sposobem zrywa rurę, do której jest przywiązany. I tutaj jest oczywiście dużo szczęścia - ale wynika to z sytuacjo. To bohater walczy o swoje życie natomiast otoczenie mu sprzyja. No dobra bo się rospisałem.
Wracam do Johna na krześle. Sytuacja identyczna. Boss uchwycił Johna. Jest BADASSEM, bije go (a nie jak francuz, który jest pizdą). I wychodzi, zlecając dokończenie sprawy swoim przydupasom. I nagle to nie John wywija się z sytuacji dzięki swoim umiejętnościom albo okolicznościom, lecz zostaje wprowadzony plot twist w postaci drugiego killera, który ratuje Johna. No przyznam że słabe to jak cholera. Jak pisałem, wielka skaza na fabule.
Poza tym to całkiem fajny film akcji z ciekawym światem - hotel dla killerów to naprawdę fajna rzecz!
6/10 - gdyby nie akcja na krześle, dałbym spokojnie 8!
06-12-2020, 09:39





