Może nie zaraz "krytyka toxic masculinity" ale napewno subwersja i lekkie wyśmianie amerykańskiego macho kina akcji z tamtego okresu. Przeciez pierwszy akt to pastisz Commando - niezniszczalni twardziele co nie mają czasu aby krwawić, bezproblemowo rozpierdalają tabuny wrogów. Wpada Predator, wszystko staje na głowie - mamy pot, panikę i łzy, a Arnold nagle przejmuje rolę Final Girl z młodzieżowych slasherów.
17-01-2021, 04:01





