![[Obrazek: hannabarbera1.jpg]](https://3.bp.blogspot.com/-HBX2xheK8v8/Wlu97fQE28I/AAAAAAAADxU/zuf5NdNbJtUvjUh-_7Ks92O-fJHwpqPpgCLcBGAs/s1600/hannabarbera1.jpg)
Ostatnio mnie coś wzięło na wspominki i naszła mnie ochota na przeprowadzenie jakiejś dyskusji na temat łączących pokolenia kreskówek sygnowanych nazwiskami tego legendarnego duetu animatorów.
Jak wiadomo Hanna-Barbera obok Disneya i WB jest studiem, które chyba najczęściej przewija się przez myśl, gdy mowa o starych kreskówkach. To właśnie pod ich pieczą narodziły się m.in. "Scooby Doo", "Miś Yogi" czy "Flintstonowie". Warto tu właściwie wspomnieć, że William Hanna i Joseph Barbera powołali do życia własne przedsięwzięcie po utracie pracy w MGM, dla których stworzyli zresztą "Toma i Jerry'ego" oraz stali na czele ich działu animacji.
Ja miałem przyjemność poznać się z ich kreskówkami mniej więcej przy zasłudze kanału Boomerang - jeszcze w czasach, gdy ten kanał trzymał klasę i służył jako skarbnica bajek dawniej emitowanych przez Cartoon Network. Niestety potem nastąpił właśnie casus CN i stare kreskówki stopniowo zaczęły być zastępowane przez jakieś coraz to nowsze (i tandetniejsze IMO) produkcje aż do całkowitej zmiany repertuaru na gorsze. Ostatnio sam się o tym boleśnie przekonałem skacząc po kanałach - tam już serio nie ma śladu po Boomerangu z 2008 roku :(
Zacznę od Scooby Doo. Tych seriali to dostał wówczas tyle, że czasami miewam problem z tym, z którego był dany odcinek o którym pamiętam. Ten trzeci powstały w kolejności (nazywający się po prostu "Scooby Doo") chyba najczęściej oglądałem, bo najczęściej leciał, ale najlepiej wspominam chyba akurat jedną z mniej lubianych serii z całej francyzy, czyli "13 demonów Scooby'ego Doo". Głównie dlatego, bo miał chyba najlepszy klimat, najbardziej wciągające przygody i świetną postać Vincenta Van Ghoula (inspirowaną zresztą i graną przez legendarnego Vincenta Price'a). Scrappy mi jakoś nigdy nie przeszkadzał, z kolei brak Freda i Velmy był jak dla mnie na plus, bo zdecydowanie byliby tam głównie zapychaczami. Wiem, że była też w międzyczasie ta seria z udziałem znanych w USA celebrytów czy innych postaci popkulturowych - w jednym odcinku Scooby i jego paczka rozwiązywali zagadki z Sonny'm i Cher, a w jeszcze innym... z Batmanem i Robinem :)
Największy sentyment mam z kolei do "Flintstonów". Pamiętam te czasy, gdy na weekend jechało się do dziadków i oglądało z nimi o 18:00. Zawsze mi się sympatycznie oglądało te "Miodowe lata" w świecie jaskiniowców. Podobało mi się to, że odcinki często opierały się na odmiennym pod względem charakterów duecie Fred-Barney. Nawet prosty humor i żarty sytuacyjne mnie śmieszyły. Jak to dobrze, że w polskiej wersji językowej wycięto ten wkurwiający śmiech z puszki.
Świetnie wspominam także "Kocią ferajnę", "Odlotowe wyścigi", "Dastardly'ego i Muttleya", "Smerfy" (też produkcja Hanna-Barbery - nie zapominajcie!). Najmniej za to chyba lubiłem "Jetsonów", których i tak często oglądałem, ale chyba wiem skąd takie moje podejście. Postacie tam co prawda były z papieru i żarty były tam właściwie do zapomnienia, ale podobały mi się te wszystkie sprzęty często imponujące kreatywnością twórców :P
Warto jeszcze wspomnieć, że pod koniec swojej działalności mieli kilkuletnią współpracę z Cartoon Network, dla którego zrobili kilka nowych seriali. Nie wiem czy duża część osób ma świadomość, że to także Hanna-Barvera wypuściła ze swojej taśmy produkcyjnej "Laboratorium Dextera", "Johnny'ego Bravo" czy "Krowę i kurczaka". To już były te kreskówki znacznie odmienne względem poprzednich produkcji i aż jestem ciekaw co starzy 90-letni wówczas wyjadacze Hanna i Barbera przyzwyczajeni do mniej sprośnych treści sądzili o takiej "Krowie i kurczaku" :)
Jest tu na forum ktoś jeszcze kto chętnie wspomina tamte produkcje?
02-02-2021, 12:21 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-02-2021, 20:32 przez Kryst_007.)





