Kurna, powinienem ten film obejrzeć na dużym ekranie. Cholerne lockdowny i restrykcje z małpiego tyłka i jaszczurzej kloaki.
Anway, Kong kontra Godzilla o dziwo jednak film nie przypomina Batman v Superman, a scena podobna do „Save Mothra” idzie innym tropem. Film nawet jest przyjemny – jeśli o sceny z potworami. Wreszcie widoczne i nieucinane walki, a finał dzieje się za dnia. Alem gdy przychodzi do scen ludzkich, o Jezu – dłuży się strasznie. Bohaterowie nudni. Nudny naukowiec mający martwego brata, nudna naukowczyni zajmująca się Kongiem, nudny zły prezes złej korporacji, nudna zła jego córka, nudna Jedenastka ze swoim kumplem-grubym przegrywem i tajnym youtuberem. Bleh… A wyście narzekali na ludzi z KOTM.
Fabuła w wielu momentach jest mega bzdurna. O tyle dobrze wyjaśniono, czemu Godzilla nagle się wozi do ludzi i co się stało z głową Ghidory. Co do Mechagodzilli, jednak nie poszli filmem z 1974 roku i według mnie wiarygodnie sprzedali jego origin.
Z kolei część z King Kongiem jest mega głupia, nawet jak na standardy gatunku. Hall i Skargård niby dbają o bezpieczne przewiezienie Konga, ale narażają go wciąż na niefortunne warunki klimatyczne. Czy Kong jako gatunek z ciepłego regionu nie powinien zejść z odmrożenia na Antarktyce (dobra, ma futro, ale wciąż)? Nie dziwię się, że Kong jest wkurwiony. Gdyby mnie przewozili na dworzu podczas zimnej, mocno deszczowej nocy, gdy oni grzeją się w cieplutkich kajutach, też by mnie szlag trafił (ja tu na deszczu, Godzille jakieś!!!).
I podczas seansu myślę sobie: Gatunek Konga jako równorzędny pretendent do bycia Alphą i wielka odwieczna walka o panowanie? Serio? Kiedy tu Kong nie ma specjalnych mocy (W filmie z 1962 roku miał chociaż do pomocy pioruny Zeusa i szanse były wyrównane), w Wyspie czaszki jego starych zabiła jakaś dwunożna larwa i gdy Godzilla używa swego termonuklearnego oddechu, to Kong przytomnie ucieka? Ogólnie losy Konga pasują tu na jakąś pastę pokroju „Bądź mną. Tytan level 88”
Film jest ładniutki, ale to standard w MonsterVerse,
Co do design Mechagodzilli mam ambiwalentne uczucia. Ale grunt, że prezentuje się wybornie i rozwałkę robi konkretną.
KILKA LUŹNYCH UWAG:
- Kong jak wstaje na początku filmu w swym Truman Show, to powinna lecieć piosenka ze Shreka.
- Kong kumplujący się z małą dziewczynką. Uhm… lepiej, żeby potem HBO i Martin Bashir nie przypałętali się :).
- Swoją drogą niby Kong dba o ludzi, ale cisnął w Godzillę myśliwcem, wiedząc że w środku jest pilot ;).
- Godzilla strasznie się roztył
- CG z początku jakieś niedorobione
Dam 6/10. Nie wiem, czy powtórzę seans w kinie.
Anway, Kong kontra Godzilla o dziwo jednak film nie przypomina Batman v Superman, a scena podobna do „Save Mothra” idzie innym tropem. Film nawet jest przyjemny – jeśli o sceny z potworami. Wreszcie widoczne i nieucinane walki, a finał dzieje się za dnia. Alem gdy przychodzi do scen ludzkich, o Jezu – dłuży się strasznie. Bohaterowie nudni. Nudny naukowiec mający martwego brata, nudna naukowczyni zajmująca się Kongiem, nudny zły prezes złej korporacji, nudna zła jego córka, nudna Jedenastka ze swoim kumplem-grubym przegrywem i tajnym youtuberem. Bleh… A wyście narzekali na ludzi z KOTM.
Fabuła w wielu momentach jest mega bzdurna. O tyle dobrze wyjaśniono, czemu Godzilla nagle się wozi do ludzi i co się stało z głową Ghidory. Co do Mechagodzilli, jednak nie poszli filmem z 1974 roku i według mnie wiarygodnie sprzedali jego origin.
Z kolei część z King Kongiem jest mega głupia, nawet jak na standardy gatunku. Hall i Skargård niby dbają o bezpieczne przewiezienie Konga, ale narażają go wciąż na niefortunne warunki klimatyczne. Czy Kong jako gatunek z ciepłego regionu nie powinien zejść z odmrożenia na Antarktyce (dobra, ma futro, ale wciąż)? Nie dziwię się, że Kong jest wkurwiony. Gdyby mnie przewozili na dworzu podczas zimnej, mocno deszczowej nocy, gdy oni grzeją się w cieplutkich kajutach, też by mnie szlag trafił (ja tu na deszczu, Godzille jakieś!!!).
I podczas seansu myślę sobie: Gatunek Konga jako równorzędny pretendent do bycia Alphą i wielka odwieczna walka o panowanie? Serio? Kiedy tu Kong nie ma specjalnych mocy (W filmie z 1962 roku miał chociaż do pomocy pioruny Zeusa i szanse były wyrównane), w Wyspie czaszki jego starych zabiła jakaś dwunożna larwa i gdy Godzilla używa swego termonuklearnego oddechu, to Kong przytomnie ucieka? Ogólnie losy Konga pasują tu na jakąś pastę pokroju „Bądź mną. Tytan level 88”
Film jest ładniutki, ale to standard w MonsterVerse,
Co do design Mechagodzilli mam ambiwalentne uczucia. Ale grunt, że prezentuje się wybornie i rozwałkę robi konkretną.
KILKA LUŹNYCH UWAG:
- Kong jak wstaje na początku filmu w swym Truman Show, to powinna lecieć piosenka ze Shreka.
- Kong kumplujący się z małą dziewczynką. Uhm… lepiej, żeby potem HBO i Martin Bashir nie przypałętali się :).
- Swoją drogą niby Kong dba o ludzi, ale cisnął w Godzillę myśliwcem, wiedząc że w środku jest pilot ;).
- Godzilla strasznie się roztył
- CG z początku jakieś niedorobione
Dam 6/10. Nie wiem, czy powtórzę seans w kinie.
31-03-2021, 22:17 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31-03-2021, 22:23 przez OGPUEE.)
Spoiler




