Falling (2020)
Czekałem na ten film z dwóch powodów. Po pierwsze to debiut reżyserski Viggo Mortensena, który napisał też scenariusz i muzykę (dobrą tak na marginesie) do tej produkcji. Po drugie, w roli ojca dupka obsadził Lance'a Henriksena, czyli charakterystycznego aktora, często obsadzanego na drugim planie, którego nie muszę chyba nikomu przedstawiać.
Jest to dobry aktor, który gra(ł) dużo, ale często w bardzo słabych filmach, produkcjach z dna. Głównie znany z kina gatunkowego i najgorszych filmów, więc byłem ciekaw jak wypadnie w dramatycznej roli. Choć dla mnie to nie tylko replikant z Aliens Camerona, ale przede wszystkim Frank Black z Millennium. Facet zawsze wyglądał na więcej lat jak miał, nawet jak był po 30-e, więc nie można powiedzieć, że postarzał się.
Lance jest świetny w roli rasisty, homofoba, dupka, który ma do wszystkich pretensje, obraża każdego, wyzywa, ale problem z tą rolą jest taki, że to bardzo jednowymiarowa postać. Gościa się nie da lubić, nawet mimo pokazania trochę cieplejszych relacji Willisa z wnuczką. Podobne role ostatnio gra Clint Eastwood, ale jego postacie da się lubić. Ujmę to tak, że Lance Henriksen grając antagonistę w Nieuchwytnym celu Johna Woo był bardziej sympatyczny jak w Falling.
Równie dobry jest Viggo, choć to zupełnie inna postać, gra faceta, który trzyma w sobie wszystkie emocje, ale do czasu. Podobały mi się też dzieciaki w roli Johna Petersona i siostry Johna. Sverrir Gudnasson w roli młodego Willisa też jest dobry. Choć nie przypomina Lance'a Henriksena, tylko podobny jest do Viggo Mortensena, np. w pierwszej scenie filmu pomyślałem, że to Mortensen. Nieźle też wypadła Hannah Gros w roli mamy. Udany debiut reżyserski Viggo, ale też bez specjalnych zachwytów, który stoi przede wszystkim aktorstwem dwójki głównych artystów. Ocena: 6+/10 , głównie za Viggo i Lance'a.
Czekałem na ten film z dwóch powodów. Po pierwsze to debiut reżyserski Viggo Mortensena, który napisał też scenariusz i muzykę (dobrą tak na marginesie) do tej produkcji. Po drugie, w roli ojca dupka obsadził Lance'a Henriksena, czyli charakterystycznego aktora, często obsadzanego na drugim planie, którego nie muszę chyba nikomu przedstawiać.
Jest to dobry aktor, który gra(ł) dużo, ale często w bardzo słabych filmach, produkcjach z dna. Głównie znany z kina gatunkowego i najgorszych filmów, więc byłem ciekaw jak wypadnie w dramatycznej roli. Choć dla mnie to nie tylko replikant z Aliens Camerona, ale przede wszystkim Frank Black z Millennium. Facet zawsze wyglądał na więcej lat jak miał, nawet jak był po 30-e, więc nie można powiedzieć, że postarzał się.
Lance jest świetny w roli rasisty, homofoba, dupka, który ma do wszystkich pretensje, obraża każdego, wyzywa, ale problem z tą rolą jest taki, że to bardzo jednowymiarowa postać. Gościa się nie da lubić, nawet mimo pokazania trochę cieplejszych relacji Willisa z wnuczką. Podobne role ostatnio gra Clint Eastwood, ale jego postacie da się lubić. Ujmę to tak, że Lance Henriksen grając antagonistę w Nieuchwytnym celu Johna Woo był bardziej sympatyczny jak w Falling.
Równie dobry jest Viggo, choć to zupełnie inna postać, gra faceta, który trzyma w sobie wszystkie emocje, ale do czasu. Podobały mi się też dzieciaki w roli Johna Petersona i siostry Johna. Sverrir Gudnasson w roli młodego Willisa też jest dobry. Choć nie przypomina Lance'a Henriksena, tylko podobny jest do Viggo Mortensena, np. w pierwszej scenie filmu pomyślałem, że to Mortensen. Nieźle też wypadła Hannah Gros w roli mamy. Udany debiut reżyserski Viggo, ale też bez specjalnych zachwytów, który stoi przede wszystkim aktorstwem dwójki głównych artystów. Ocena: 6+/10 , głównie za Viggo i Lance'a.
01-04-2021, 00:18 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-04-2021, 00:22 przez michax.)





