Filmu nie widzialem, ale pamietam, ze to byl jeden z tych tytulow, ktore ciagle pojawialy sie w trailerach i VHS-owych katalogach na poczatku lat 90. Do nadrobienia w takim razie.
&
Kobieta wybrala i sie nudzila, a mi sie podobalo, tak przynajmniej na 7/10, ale potem przyszla koncowka i mocno podkopala calosc.
Po pierwsze film idealnie wpasowal sie w obecny klimat i ten caly flojdowo-kolankowy cyrk, ktory ma wlasnie miejsce w USA. Dobrze wiedziec, ze w Ameryce nic sie nie zmienilo i za chwile znowu moze zaplonie miasto, czekam na werdykt. Podczas seansu na mysl przychodzily mi Psy, Training Day oraz L.A. Confidential. Te dwa ostatnie nie powinny dziwic, bo oba spod piora odpowiednio Ayera i Ellroy'a. Co do psow, saksofon i troche policyjnych pogaduch przy whiskaczu zrobilo swoje, ale to w zasadzie tyle.
Zabraklo w filmie ciezaru i klimatu, wszystko wydaje mi sie cholernie plaskie, kilka nocnych, ulicznych scen (nie liczac nocnego wlotu na chate to mamy tu moze 1-2 minuty klimatycznych ujec miasta noca) zdecydowanie zrobiloby temu filmowi na plus.
Intryga zawodzi, sam poczatek akurat swietny, zwlaszcza dochodzenie, ale im dalej w las, tym jednak gorzej, bo tam gdzie powinna sie zaczac wieksza intryga mamy po prostu sciane. Chcialem wiecej, wiecej policyjnej roboty, wiekszej intrygi, gdzie macki ukladow i ukladzikow ciagna sie po rynsztoku miasta, a dostalem w zasadzie mega prosta (jezeli nie prostacka) historie o korupcji i naduzywaniu wladzy.
Typowo dla Hollywood, wszystko stosunkowo mocno PC (choc czarncyh podczas zamieszek pokazuja jako niezla dzicz), biali mocno skorumpowani (oczywiscie totalni rednecy upojeni wladza), czarni natomiast to niezachwiane watpliwosciami posagi-symbole pelne wyzszych wartosci, a nawet jezeli w cos umoczone (zdrada malzenska) to juz dawno odpukutowane. Nuda w chu w tej kwestii i jechanie po lini najmniejszego oporu. Nawet dwa glowne gangusy sa zrobione tak, ze jeden jest czarny, a drugi bialy (co najlepsze, znam jednego bialego typa, ktory wyglada i mowi jak bohater Dasha Mihoka w tym filmie, nawet ten zloty zab sie zgadza) i ten bialy gra totalnego kretyna i zwyrola. Wszystko w zasadzie od linijki.
Najlepszy i to zdecydowanie jest Kurt prowadzacy dochodzenie, niczym jakis szeryf napierdalajacy lokalsow, ktory utknal gdzies na przestrzeni wiekow. Zdecydowanie to on robi ten film, gdzie sama postac to mega kulcik (policjant dziada pradziada, gdzie ten drugi pamietal jeszcze czasy oldskulowych kowbojow), zero pierdolenia sie w tancu, co oczywiscie powoduje naduzywanie wladzy. I znow, zdecydowanie nie jest to jednoznacznie negatywna postac, po prostu typ, ktory ma tam jakis swoj kodeks moralny i dzieki oznace czysci miasto, myslac, ze robi dobrze, bo liczy sie sam wynik, a nie sposob dojscia do celu.
Natomiast chcialem wiecej, chcialem zobaczyc Kurta wcisnietego w jakas glebsza intryge, rodem z Tajemnic Los Angeles i jak sie z tego wywinie, jak moze bedzie musial postawic na szali stare wartosci, albo te zostana zweryfikowane, wszystko podlane jakas solidna wyjebka. Natomiast tutaj mocny meh, szybka akcja w gettcie, potem troche obrazkow z zamieszek i bardzo toporny, teatralny final.
Zamieszki akurat spoko, zwlaszcza, ze sluza tylko za tlo - biegajacy Dindu i latynosci, rabuja sklepy, pala miasto i atakuja ludzi, takze za bialy kolor skory, a na dachach Koreanczycy z giwerami. Super i moim zdaniem pokazano tyle i trzeba, i wiecej nie bylo potrzeby.
Tylko ten final: toporny, teatralny, umoralniajacy i wygladajacy tak, jakby oboje z panow scenarzystow kompletnie nie mialo pomyslu na final oraz intryge i na szybko dopisali takie niewiadomo co.
W sumie zawod, bo potecjal byl na duzo wiecej, takie mocno, ale to naprawde mocno naciagane 6/10 i tylko za Kurta, bo jego postac jest mega zajebista i zasluguje na osobny film. Wiecej, patrzac jak konczy jego bohater to:
(17-04-2013, 12:57)MOLQ napisał(a): Dark Blue (2002) - spodziewalem sie jakiejs duzej intrygi, a dostalem film naprawde niskich lotow. Zdecydowanie Ayer nie popisal sie tutaj swoim scenariuszem, o akcji duzo nie mozna powiedziec, bo jej jest jak na lekarstwo, a same zamieszki zajmuja moze 5-7 minut. Oczywiscie koncowa scena iscie z rodem Hollywood, gdzie Kurt Russel gada jakis belkotowy monolog, a na koncu spoglada na plonace LA. Co do aktorstwa Kurt Russel ma jakies przeblyski, ale to wszystko jest jakies bezbarwne. W szczegolnosic Scott Speedman gra tutaj bardzo ogromna klode.
&
(17-04-2013, 12:57)Mefisto napisał(a): Dark Blue - fajny film, miło było obejrzeć dobre, policyjne kino bez komórek, satelit i tego typu pierdół. Świetny Russell, choć nie jest to rola na miarę Washingtona w Training Day. Ogólnie film poprawny w zasadzie i nic ponadto. Na plus to, że nie próbuje udawać młodzieżowego widowiska.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
Kobieta wybrala i sie nudzila, a mi sie podobalo, tak przynajmniej na 7/10, ale potem przyszla koncowka i mocno podkopala calosc.
Po pierwsze film idealnie wpasowal sie w obecny klimat i ten caly flojdowo-kolankowy cyrk, ktory ma wlasnie miejsce w USA. Dobrze wiedziec, ze w Ameryce nic sie nie zmienilo i za chwile znowu moze zaplonie miasto, czekam na werdykt. Podczas seansu na mysl przychodzily mi Psy, Training Day oraz L.A. Confidential. Te dwa ostatnie nie powinny dziwic, bo oba spod piora odpowiednio Ayera i Ellroy'a. Co do psow, saksofon i troche policyjnych pogaduch przy whiskaczu zrobilo swoje, ale to w zasadzie tyle.
Zabraklo w filmie ciezaru i klimatu, wszystko wydaje mi sie cholernie plaskie, kilka nocnych, ulicznych scen (nie liczac nocnego wlotu na chate to mamy tu moze 1-2 minuty klimatycznych ujec miasta noca) zdecydowanie zrobiloby temu filmowi na plus.
Intryga zawodzi, sam poczatek akurat swietny, zwlaszcza dochodzenie, ale im dalej w las, tym jednak gorzej, bo tam gdzie powinna sie zaczac wieksza intryga mamy po prostu sciane. Chcialem wiecej, wiecej policyjnej roboty, wiekszej intrygi, gdzie macki ukladow i ukladzikow ciagna sie po rynsztoku miasta, a dostalem w zasadzie mega prosta (jezeli nie prostacka) historie o korupcji i naduzywaniu wladzy.
Typowo dla Hollywood, wszystko stosunkowo mocno PC (choc czarncyh podczas zamieszek pokazuja jako niezla dzicz), biali mocno skorumpowani (oczywiscie totalni rednecy upojeni wladza), czarni natomiast to niezachwiane watpliwosciami posagi-symbole pelne wyzszych wartosci, a nawet jezeli w cos umoczone (zdrada malzenska) to juz dawno odpukutowane. Nuda w chu w tej kwestii i jechanie po lini najmniejszego oporu. Nawet dwa glowne gangusy sa zrobione tak, ze jeden jest czarny, a drugi bialy (co najlepsze, znam jednego bialego typa, ktory wyglada i mowi jak bohater Dasha Mihoka w tym filmie, nawet ten zloty zab sie zgadza) i ten bialy gra totalnego kretyna i zwyrola. Wszystko w zasadzie od linijki.
Najlepszy i to zdecydowanie jest Kurt prowadzacy dochodzenie, niczym jakis szeryf napierdalajacy lokalsow, ktory utknal gdzies na przestrzeni wiekow. Zdecydowanie to on robi ten film, gdzie sama postac to mega kulcik (policjant dziada pradziada, gdzie ten drugi pamietal jeszcze czasy oldskulowych kowbojow), zero pierdolenia sie w tancu, co oczywiscie powoduje naduzywanie wladzy. I znow, zdecydowanie nie jest to jednoznacznie negatywna postac, po prostu typ, ktory ma tam jakis swoj kodeks moralny i dzieki oznace czysci miasto, myslac, ze robi dobrze, bo liczy sie sam wynik, a nie sposob dojscia do celu.
Natomiast chcialem wiecej, chcialem zobaczyc Kurta wcisnietego w jakas glebsza intryge, rodem z Tajemnic Los Angeles i jak sie z tego wywinie, jak moze bedzie musial postawic na szali stare wartosci, albo te zostana zweryfikowane, wszystko podlane jakas solidna wyjebka. Natomiast tutaj mocny meh, szybka akcja w gettcie, potem troche obrazkow z zamieszek i bardzo toporny, teatralny final.
Zamieszki akurat spoko, zwlaszcza, ze sluza tylko za tlo - biegajacy Dindu i latynosci, rabuja sklepy, pala miasto i atakuja ludzi, takze za bialy kolor skory, a na dachach Koreanczycy z giwerami. Super i moim zdaniem pokazano tyle i trzeba, i wiecej nie bylo potrzeby.
Tylko ten final: toporny, teatralny, umoralniajacy i wygladajacy tak, jakby oboje z panow scenarzystow kompletnie nie mialo pomyslu na final oraz intryge i na szybko dopisali takie niewiadomo co.
W sumie zawod, bo potecjal byl na duzo wiecej, takie mocno, ale to naprawde mocno naciagane 6/10 i tylko za Kurta, bo jego postac jest mega zajebista i zasluguje na osobny film. Wiecej, patrzac jak konczy jego bohater to:
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
09-04-2021, 11:12 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-04-2021, 11:15 przez Bucho.)
Spoiler




