Ferdydurke (1991)
Anglojęzyczna adaptacja Gombrowicza od Skolimowskiego (ale koprodukcja polsko-francusko-brytyjska, więc się liczy do tematu!). Ostrzegam jednak kolejne pokolenia maturzystów, bo jeśli się nie zapoznało przedtem z książką to seans będzie istną spierdoliną dla widza.
Literacki oryginał był przede wszystkim inteligentną, pełną czytelnej symboliki satyrą na obraz rzeczywistości i do tego nie był on zbytnio dobrym materiałem na film. Skolimowski adaptując to legnie już na starcie. Wszystko tu potraktowane zbyt dosłownie i bez grama wyczucia konwencji. Kilka kluczowych momentów jest natomiast pominiętych tak po prostu (lekcja polskiego chociażby). Najgorszy jest jednak dobór muzyki. Dla przykładu - na ekranie ujęcia z IIWŚ, widok bombardujących samolotów i płonącej Warszawy, a w tle nadal ta wesoła muzyczka jak z francuskiej komedii lat 80.
3/10
A jutro matura z polskiego, zatem życzcie mi powodzenia. Czuję, że będzie dobrze :P
Anglojęzyczna adaptacja Gombrowicza od Skolimowskiego (ale koprodukcja polsko-francusko-brytyjska, więc się liczy do tematu!). Ostrzegam jednak kolejne pokolenia maturzystów, bo jeśli się nie zapoznało przedtem z książką to seans będzie istną spierdoliną dla widza.
Literacki oryginał był przede wszystkim inteligentną, pełną czytelnej symboliki satyrą na obraz rzeczywistości i do tego nie był on zbytnio dobrym materiałem na film. Skolimowski adaptując to legnie już na starcie. Wszystko tu potraktowane zbyt dosłownie i bez grama wyczucia konwencji. Kilka kluczowych momentów jest natomiast pominiętych tak po prostu (lekcja polskiego chociażby). Najgorszy jest jednak dobór muzyki. Dla przykładu - na ekranie ujęcia z IIWŚ, widok bombardujących samolotów i płonącej Warszawy, a w tle nadal ta wesoła muzyczka jak z francuskiej komedii lat 80.
3/10
A jutro matura z polskiego, zatem życzcie mi powodzenia. Czuję, że będzie dobrze :P
03-05-2021, 08:55 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-05-2021, 09:01 przez Kryst_007.)





