Servant w pierwszym sezonie była produkcją, która intrygowała, trzymała w napięciu i bawiła. Jeden z lepszych seriali jakie widziałem w 2020 roku, ale 2 sezon to rozczarowanie. 1 sezon wyróżniał się kameralnością, bo akcja dzieje się cały czas w domu Turnerów, czego też twórcy trzymają się w drugim sezonie, ale to nie opuszczanie domu zaczęło męczyć. A nawet jak bohaterowie opuszczają dom, to na siłę twórcy pokazują wydarzenia w innych miejscach, ale z domu, np. na laptopach, komórce, w telewizji.
Historia jaką wymyślił Tony Basgallop jest szalona, ale oglądałem z zainteresowaniem 1 sezon od początku do końca, mimo tego, że akcja toczy się bardzo wolno, jak to bywa w produkcjach Shyamalana, który bardziej stawia na klimat, a nie na jumpscary. Ale przyznać muszę, że po pierwszym odcinku drugiej serii musiałem przypomnieć sobie fabułę 1 serii. Mniej więcej pamiętałem co się stało na koniec sezonu pierwszego, ale zacząłem się gubić co się dokładnie wydarzyło.
Servant to produkcja, w której najważniejsze są tajemnice, choć też nie było tak w 1 serii, że do końca historia się gmatwała i zero wyjaśnień, bo dostałem kilka odpowiedzi w 1 sezonie, ale też sporo rzeczy pozostawiono na drugi sezon. Po dziewięciu odcinkach 1 serii, myślałem że dużo wiem, a po finale 1 serii wydawało mi się, że nic nie wiem, a drugi sezon pogłębił wrażenie pogubienia jeszcze bardziej.
Drugi sezon to realizacyjnie tak samo dobra robota jak w 1 serii – reżyseria, zdjęcia, doskonała muzyka i dobre aktorstwo Lauren Ambrose, Toby Kebell, Ruperta Grinta i Neil Tiger Free, ale mam problem z 2 sezonem. Nie mam nic przeciwko serialom z wolnym tempem akcji, w których długo się nic nie wyjaśnia, ale po sześciu, siedmiu odcinkach 2 serii skończyła mi się cierpliwość.
Serial zaczął mnie irytować swoim nic niedzianiem się i nie wyjaśnianiem niczego, mimo dobrej strony technicznej i aktorstwa, a jestem bardzo cierpliwym widzem. Servant zaczęło się kręcić w kółko, więc w pewnym momencie zaczął mnie męczyć serial, a nie dobrze bawić jak wcześniej. A co za tym idzie zaczęły mnie wkurzać też pierdoły, na które wcześniej nie zwracałem uwagi, np. aktorom nie leci para z ust, chodzą dość cienko ubrani na dwór, choć jest zima, Boże Narodzenie.
Serial podobno miał mieć 5, 6 sezonów, przynajmniej tak mówili twórcy jak leciała 1 seria, ale w Servant nie ma historii na 50, 60 odcinków, nawet jak trwają 30 minut. Ale plany się zmieniły i historia będzie miała całościowo 40 odcinków, czyli zgaduję, że 4 sezony, jeśli każdy sezon po 10 odcinków. Więc jest szansa na to, że od 3 serii będzie więcej konkretów i bardziej skondensowana fabuła, a nie tak rozwleczona jak w 2 serii. Są dobre odcinki w drugim sezonie, ale za bardzo rozwleczono historie.
Najlepsze odcinki z 2 serii to te wyreżyserowane przez M. Nighta Shyamalana i jego córkę, Ishanę, która też napisała scenariusze do kilku odcinków. Epizody Ishany to m.in. odcinek z pizzą i finał, który też wyreżyserowała. Co do finału to działo się w nim więcej, jak w poprzednich dziewięciu epizodach 2 serii. Akcja mocno przyśpieszyła, był klimacik, świetnie zrealizowany, dobrze zagrany i z genialną muzyką (w sumie to w całym serialu jest genialny soundtrack), ale odkąd skończyła mi się cierpliwość, to zaczęły denerwować mnie absurdy w tej produkcji.
Chodzi mi o zachowanie bohaterów, które jest bez sensu, np. zostawienie kogoś samego w piwnicy, zamiast pomóc. Nie sądzę żeby te nielogiczności w zachowaniu bohaterów wyjaśniono na koniec serialu, nawet jak powoli wyjaśniane są różne rzeczy związane z fabułą. Narzekam na 2 sezon, ale to nie jest zła produkcja, tylko porządny sezon z dużą dawką czarnego humoru, który działa, np. sceny z wujkiem w WC, czy wątek z pizzą.
Choć zastanawiam się, czy fakt, że mnie 2 sezon rozczarował, to nie jest częściowo wina recenzji przedpremierowych, w których napisano, bez spoilerów, że w siódmym odcinku 2 serii Servant wejdzie w nowy gatunek, że wywróci serial do góry nogami. No i tak się nakręciłem, że się zawiodłem, bo to co się stało w siódmym epizodzie, to nie było nic takiego co by serial wywróciło do góry nogami. Po obejrzeniu odcinka pomyślałem – tylko tyle? W Servant ciągle się coś dziwnego dzieje od 1 serii, a w siódmym odcinku 2 serii weszli na nowy etap dziwności i tyle.
Drugi sezon Servant jest to produkcja frustrująca i irytująca, coraz bardziej z każdym kolejnym odcinkiem. Liczę na powrót do dobrego poziomu z 1 serii w trzecim sezonie. Upatruję szansę na powrót do lepszej formy, bo trzeci sezon ma być przedostatnim, więc może nie dostanę powtórki z drugiej serii, w której przez 9 odcinków nic nie działo się. Ale też nie żałuję seansu. Działa humor, aktorstwo i realizacja super, jest klimat tak jak w 1 serii, ale największą pozytywną niespodzianką 2 serii jest Ishana Night Shyamalan, córka reżysera (nie kojarzę żeby w 1 serii pisała i reżyserowała odcinki). Okazało się, że ma talent do pisania scenariuszy i reżyserii. Chętnie zobaczyłbym jej kolejne seriale albo filmy. Liczę że jej kariera nie zakończy się na tym serialu. Za 1 sezon postawiłem jak pamiętam 8+/10, a za 2 sezon 6-/10.
P.S. Uwielbiam sceny przygotowywania jedzenia w 1 serii, to poziom scen z posiłkami w Hannibalu Fullera.
Historia jaką wymyślił Tony Basgallop jest szalona, ale oglądałem z zainteresowaniem 1 sezon od początku do końca, mimo tego, że akcja toczy się bardzo wolno, jak to bywa w produkcjach Shyamalana, który bardziej stawia na klimat, a nie na jumpscary. Ale przyznać muszę, że po pierwszym odcinku drugiej serii musiałem przypomnieć sobie fabułę 1 serii. Mniej więcej pamiętałem co się stało na koniec sezonu pierwszego, ale zacząłem się gubić co się dokładnie wydarzyło.
Servant to produkcja, w której najważniejsze są tajemnice, choć też nie było tak w 1 serii, że do końca historia się gmatwała i zero wyjaśnień, bo dostałem kilka odpowiedzi w 1 sezonie, ale też sporo rzeczy pozostawiono na drugi sezon. Po dziewięciu odcinkach 1 serii, myślałem że dużo wiem, a po finale 1 serii wydawało mi się, że nic nie wiem, a drugi sezon pogłębił wrażenie pogubienia jeszcze bardziej.
Drugi sezon to realizacyjnie tak samo dobra robota jak w 1 serii – reżyseria, zdjęcia, doskonała muzyka i dobre aktorstwo Lauren Ambrose, Toby Kebell, Ruperta Grinta i Neil Tiger Free, ale mam problem z 2 sezonem. Nie mam nic przeciwko serialom z wolnym tempem akcji, w których długo się nic nie wyjaśnia, ale po sześciu, siedmiu odcinkach 2 serii skończyła mi się cierpliwość.
Serial zaczął mnie irytować swoim nic niedzianiem się i nie wyjaśnianiem niczego, mimo dobrej strony technicznej i aktorstwa, a jestem bardzo cierpliwym widzem. Servant zaczęło się kręcić w kółko, więc w pewnym momencie zaczął mnie męczyć serial, a nie dobrze bawić jak wcześniej. A co za tym idzie zaczęły mnie wkurzać też pierdoły, na które wcześniej nie zwracałem uwagi, np. aktorom nie leci para z ust, chodzą dość cienko ubrani na dwór, choć jest zima, Boże Narodzenie.
Serial podobno miał mieć 5, 6 sezonów, przynajmniej tak mówili twórcy jak leciała 1 seria, ale w Servant nie ma historii na 50, 60 odcinków, nawet jak trwają 30 minut. Ale plany się zmieniły i historia będzie miała całościowo 40 odcinków, czyli zgaduję, że 4 sezony, jeśli każdy sezon po 10 odcinków. Więc jest szansa na to, że od 3 serii będzie więcej konkretów i bardziej skondensowana fabuła, a nie tak rozwleczona jak w 2 serii. Są dobre odcinki w drugim sezonie, ale za bardzo rozwleczono historie.
Najlepsze odcinki z 2 serii to te wyreżyserowane przez M. Nighta Shyamalana i jego córkę, Ishanę, która też napisała scenariusze do kilku odcinków. Epizody Ishany to m.in. odcinek z pizzą i finał, który też wyreżyserowała. Co do finału to działo się w nim więcej, jak w poprzednich dziewięciu epizodach 2 serii. Akcja mocno przyśpieszyła, był klimacik, świetnie zrealizowany, dobrze zagrany i z genialną muzyką (w sumie to w całym serialu jest genialny soundtrack), ale odkąd skończyła mi się cierpliwość, to zaczęły denerwować mnie absurdy w tej produkcji.
Chodzi mi o zachowanie bohaterów, które jest bez sensu, np. zostawienie kogoś samego w piwnicy, zamiast pomóc. Nie sądzę żeby te nielogiczności w zachowaniu bohaterów wyjaśniono na koniec serialu, nawet jak powoli wyjaśniane są różne rzeczy związane z fabułą. Narzekam na 2 sezon, ale to nie jest zła produkcja, tylko porządny sezon z dużą dawką czarnego humoru, który działa, np. sceny z wujkiem w WC, czy wątek z pizzą.
Choć zastanawiam się, czy fakt, że mnie 2 sezon rozczarował, to nie jest częściowo wina recenzji przedpremierowych, w których napisano, bez spoilerów, że w siódmym odcinku 2 serii Servant wejdzie w nowy gatunek, że wywróci serial do góry nogami. No i tak się nakręciłem, że się zawiodłem, bo to co się stało w siódmym epizodzie, to nie było nic takiego co by serial wywróciło do góry nogami. Po obejrzeniu odcinka pomyślałem – tylko tyle? W Servant ciągle się coś dziwnego dzieje od 1 serii, a w siódmym odcinku 2 serii weszli na nowy etap dziwności i tyle.
Drugi sezon Servant jest to produkcja frustrująca i irytująca, coraz bardziej z każdym kolejnym odcinkiem. Liczę na powrót do dobrego poziomu z 1 serii w trzecim sezonie. Upatruję szansę na powrót do lepszej formy, bo trzeci sezon ma być przedostatnim, więc może nie dostanę powtórki z drugiej serii, w której przez 9 odcinków nic nie działo się. Ale też nie żałuję seansu. Działa humor, aktorstwo i realizacja super, jest klimat tak jak w 1 serii, ale największą pozytywną niespodzianką 2 serii jest Ishana Night Shyamalan, córka reżysera (nie kojarzę żeby w 1 serii pisała i reżyserowała odcinki). Okazało się, że ma talent do pisania scenariuszy i reżyserii. Chętnie zobaczyłbym jej kolejne seriale albo filmy. Liczę że jej kariera nie zakończy się na tym serialu. Za 1 sezon postawiłem jak pamiętam 8+/10, a za 2 sezon 6-/10.
P.S. Uwielbiam sceny przygotowywania jedzenia w 1 serii, to poziom scen z posiłkami w Hannibalu Fullera.
04-05-2021, 00:07 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-05-2021, 00:19 przez michax.)





