Gadałem tu kilka lat temu (może nawet z OGPUEE) o Do The Right Thing.
W razie czego dalej nie czaję, jak mu to wyszło. :)
---
First Reformed
Miałem spory problem z oceną tego filmu, bo Schrader stara się tu mówić za dużo, a całość lekko się dłuży, ale jak już spojrzałem na sprawę z odpowiedniej perspektywy, to bardzo doceniłem. Postać Hawke'a jest tu FANTASTYCZNIE nakreślona i chyba trzeba patrzeć na całość przez oczy Tollera - mamy wtedy kryzys wiary, chorobę, zagubienie i w końcu poczucie misji, szaleństwo i cierpiętnictwo umotywowane wszystkim, co zostało pokazane na ekranie. Hawke sprzedaje swojego bohatera w stu procentach - zawsze był rewelacyjny w portretowaniu gości rozrywanych wewnętrznymi problemami. To jego historia, więc dodatkowe komentarze Schradera-scenarzysty przelatują bezboleśnie gdzieś tam w tle. Schrader-reżyser jest za to wyjątkowo zdyscyplinowany, wręcz ascetyczny, a podejście zmienia skutecznie tylko w wiadomej scenie. Przygnębiający, trudny w odbiorze, zaskakujący i mądry film, polecam.
Cytat:Jeszcze apropos tępego czarnucha (nazywanego w dalszej części tekstu Spajkiem Li) - blisko 30 lat wstecz nakręcił film, w którym (niepodobna) całkiem bezstronnie przedstawił problem tarć na linii murzyni - biali. Co ciekawe, w Do The Right Thing głównie czarni przedstawiani są jako ci kretyni, którzy przez głupotę powodują problemy, animozje i w końcu zamieszki. Nie wiem, czy Spajk Li jeszcze wtedy nie był przesiąknięty umysłowym spierdoleniem i niewolnicze geny miały dać o sobie znać dopiero później, czy po prostu myślał, że kręci pean pochwalny na cześć uciśnionych Afroamerykanów, a przez przypadek wyszło mu coś zbalansowanego poglądowo.
W razie czego dalej nie czaję, jak mu to wyszło. :)
---
First Reformed
Miałem spory problem z oceną tego filmu, bo Schrader stara się tu mówić za dużo, a całość lekko się dłuży, ale jak już spojrzałem na sprawę z odpowiedniej perspektywy, to bardzo doceniłem. Postać Hawke'a jest tu FANTASTYCZNIE nakreślona i chyba trzeba patrzeć na całość przez oczy Tollera - mamy wtedy kryzys wiary, chorobę, zagubienie i w końcu poczucie misji, szaleństwo i cierpiętnictwo umotywowane wszystkim, co zostało pokazane na ekranie. Hawke sprzedaje swojego bohatera w stu procentach - zawsze był rewelacyjny w portretowaniu gości rozrywanych wewnętrznymi problemami. To jego historia, więc dodatkowe komentarze Schradera-scenarzysty przelatują bezboleśnie gdzieś tam w tle. Schrader-reżyser jest za to wyjątkowo zdyscyplinowany, wręcz ascetyczny, a podejście zmienia skutecznie tylko w wiadomej scenie. Przygnębiający, trudny w odbiorze, zaskakujący i mądry film, polecam.
17-05-2021, 18:20





