W przerwie od kłótni o TVP znalazłem nieskończony szkic o serialach, który niniejszym odkopuję.
Obejrzałem The Salisbury Poisonings. Dzięki za polecenie. Bardzo fajne, raczej reporterskie, może momentami zbyt mało filmowe i miewałem wrażenie, że nie za bardzo wiadomo, czym chce być (trochę dramat, trochę thriller, trochę rekonstrukcja wydarzeń). Wiadomo, że najlepsze z tej tematyki jest to:
ale całkiem ciekawie zobaczyć taki niewyeksploatowany świeży temat w takiej formie.
Przy okazji...
I May Destroy You - rzadko mi się zdarza w przypadku seriali, których nie odpuszczam po 1-2 odcinkach, żebym się nudził a tutaj tak było gdzieś pośrodku serii. Rzadko też serial mnie tak irytuje, w dużej mierze po prostu przez bohaterów. Erotyczno-narkotykowe przygody czarnoskórych trzydziestoletnich londyńczyków, w tym pisarki z Instagrama, geja i aspirującej aktorki to momentami zbyt dużo nawet jak na moje liberalne serce. Nie wiem, na ile to realistyczny obraz (jeśli tak to nie wiem czy nie wolałbym jednak dzieci wysłać na studia na KUL-u niż do Londynu), być może przerysowanie było zamierzone.
Tak czy inaczej z jednej strony serial najpierw intryguje (też bardzo fajną scenariuszową zagrywką na początku, o czym mam wrażenie już pisałem), potem trochę nudzi i irytuje, szczególnie, że wydaje się, że idzie w dosyć oczywistym kierunku. Ostatecznie jednak, jako całość, okazuje się naprawdę oryginalny i pod względem "ideologicznym" nie tak oczywisty i "lewacki", jak może się wydawać. I ten kontrast działa zarówno w warstwie interpretacji, jak i czysto warsztatowo-scenariuszowego grania z oczekiwaniami widza. Nie jestem do końca pewien, w jakim stopniu mamy tu do czynienia z prowokacją, mniej lub bardziej zamierzoną, a na ile z pewną nieporadnością, niezdecydowaniem, nieumiejętnością skondensowania treści. Ale nawet jeśli z tym drugim to może jest to największy atut serialu. Bo łączy się z zagubieniem, nieporadnością i emocjonalnym rozchwianiem bohaterki. Bohaterki irytującej jak mało która pozytywna (?) serialowa postać, ale też chyba ostatecznie świadomej swoich słabości. Jest w tym jakaś próba poruszenia dosyć popularnych tematów (zgoda na seks, granice gwałtu itd.), w sposób trochę inny, sprowokowania do myślenia. Niekoniecznie tylko o tym konkretnym temacie, ale może i o różnych kwestiach, które dzisiaj z jednej strony sobie komplikujemy i coraz trudniej o racjonalny ich osąd a z drugiej strony łatwo wpadamy i wrzucamy innych w szufladki.
Czuć w tym też sporo może nie autobiografii, ale na pewno serca i zaangażowania scenarzystki i odtwórczyni głównej roli. Technicznie też bywa naprawdę nieźle i świeżo a tylko czasami zbyt efekciarsko. Pod wieloma względami jedna z najlepszych a na pewno najbardziej intrygujących produkcji, jakie widziałem od dawna. Czekam co tam Michaela Coel zrobi po tym nie mniej niż na kolejną produkcję Waller-Bridge.
(05-05-2021, 13:24)michax napisał(a): PropJoe, kolejne seriale przypomniały mi się, ale starsze. Widziałeś The Take z Tomem Hardy? Widziałem chyba na cda, jako jeden 3godzinny film.Nie widziałem. Sprawdzę. Dzięki.
Cytat:Kojarzysz 2 sezony The Missing z Jamesem Nesbittem i Davidem Morriseyem? Niedawno powstał spinoff Baptiste z Tcheky Karyo, który jest tak naprawdę 3 serią The Missing (w jednej z głównych ról występuje Anna Próchniak).Widziałem. Pierwszy sezon z tego co pamiętam bardzo mi się podobał. Drugi szczerze mówiąc nie pamiętam. Po zakończeniu pierwszego czekałem bardzo na drugi, który chyba jednak trochę rozczarował. Trochę już przekombinowany był? Bo to ta historia z córką, która wraca/odnajduje się po latach, nie? Spinoffu z Baptiste nie widziałem. Jednak nie umarł na raka?
Obejrzałem The Salisbury Poisonings. Dzięki za polecenie. Bardzo fajne, raczej reporterskie, może momentami zbyt mało filmowe i miewałem wrażenie, że nie za bardzo wiadomo, czym chce być (trochę dramat, trochę thriller, trochę rekonstrukcja wydarzeń). Wiadomo, że najlepsze z tej tematyki jest to:
ale całkiem ciekawie zobaczyć taki niewyeksploatowany świeży temat w takiej formie.
Przy okazji...
I May Destroy You - rzadko mi się zdarza w przypadku seriali, których nie odpuszczam po 1-2 odcinkach, żebym się nudził a tutaj tak było gdzieś pośrodku serii. Rzadko też serial mnie tak irytuje, w dużej mierze po prostu przez bohaterów. Erotyczno-narkotykowe przygody czarnoskórych trzydziestoletnich londyńczyków, w tym pisarki z Instagrama, geja i aspirującej aktorki to momentami zbyt dużo nawet jak na moje liberalne serce. Nie wiem, na ile to realistyczny obraz (jeśli tak to nie wiem czy nie wolałbym jednak dzieci wysłać na studia na KUL-u niż do Londynu), być może przerysowanie było zamierzone.
Tak czy inaczej z jednej strony serial najpierw intryguje (też bardzo fajną scenariuszową zagrywką na początku, o czym mam wrażenie już pisałem), potem trochę nudzi i irytuje, szczególnie, że wydaje się, że idzie w dosyć oczywistym kierunku. Ostatecznie jednak, jako całość, okazuje się naprawdę oryginalny i pod względem "ideologicznym" nie tak oczywisty i "lewacki", jak może się wydawać. I ten kontrast działa zarówno w warstwie interpretacji, jak i czysto warsztatowo-scenariuszowego grania z oczekiwaniami widza. Nie jestem do końca pewien, w jakim stopniu mamy tu do czynienia z prowokacją, mniej lub bardziej zamierzoną, a na ile z pewną nieporadnością, niezdecydowaniem, nieumiejętnością skondensowania treści. Ale nawet jeśli z tym drugim to może jest to największy atut serialu. Bo łączy się z zagubieniem, nieporadnością i emocjonalnym rozchwianiem bohaterki. Bohaterki irytującej jak mało która pozytywna (?) serialowa postać, ale też chyba ostatecznie świadomej swoich słabości. Jest w tym jakaś próba poruszenia dosyć popularnych tematów (zgoda na seks, granice gwałtu itd.), w sposób trochę inny, sprowokowania do myślenia. Niekoniecznie tylko o tym konkretnym temacie, ale może i o różnych kwestiach, które dzisiaj z jednej strony sobie komplikujemy i coraz trudniej o racjonalny ich osąd a z drugiej strony łatwo wpadamy i wrzucamy innych w szufladki.
Czuć w tym też sporo może nie autobiografii, ale na pewno serca i zaangażowania scenarzystki i odtwórczyni głównej roli. Technicznie też bywa naprawdę nieźle i świeżo a tylko czasami zbyt efekciarsko. Pod wieloma względami jedna z najlepszych a na pewno najbardziej intrygujących produkcji, jakie widziałem od dawna. Czekam co tam Michaela Coel zrobi po tym nie mniej niż na kolejną produkcję Waller-Bridge.
11-08-2021, 13:36 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-08-2021, 19:45 przez PropJoe.)
Spoiler




