Tak. Dowiedziałem się o nim świeżo po seansie, gdy chciałem wystawić ocenę na Filmwebie. :) Też będę musiał nadrobić. Z kolei za radą Corna wczoraj odświeżyłem sobie...
American Graffiti (1973, reż. George Lucas)
Kurde, ale Ci nastolatkowie w USA lat 60. mieli fajne młodzieńcze lata. Nadal ten film mi się rewelacyjnie ogląda i tylko mnie utwierdza w przekonaniu, że gdyby Lucas po trylogii dał sobie spokój ze "Star Warsami" to mógłby jeszcze wiele fajnych filmów nakręcić.
Ogólnie to jeden z tych filmów, w którym dowolny widz może odnaleźć siebie w którejkolwiek postaci. Może owy widz też całą noc uganiał się za dziewczyną ze snów jak Curt. Albo był takim zbuntowanym ze światem miejscowym królem wyścigów jak John, albo szkolnym sepleniącym brzydalem, który chciał zaimponować jakiejś lasencji jak Terry. Film przede wszystkim powala znakomitym klimatem, który aż prowokuje marzenia o nocnej przejażdżce żółtym Fordem 5-Windowem z odsłoniętym silnikiem, słuchając "Runaway" Dela Shannona w radiu. Oczywiście to też kolejny z tych klasyczków, gdzie można zobaczyć kilkoro znanych zanim stali się znani (Richard Dreyfuss, Harrison Ford, Ron Howard).
Jeśli miałbym się czegoś przyczepić, to przyznam że zauważyłem pewien rażący błąd. W scenach nad jeziorem widać, że niebo jest jaśniejsze i sugeruje świt, z kolei w późniejszych w miasteczku niebo jest znowu czarne jakby był środek nocy. No i tak poza tym przyznam, że sam nie wiem za co ta nominacja do Oscara dla Candy Clark. Była sympatyczna, ale to po prostu rola jak rola.
Tak podsumowując - jeden z tych filmów, przy których na moją ocenę zdecydowany wpływ ma klimat. Ameryka wczesnych lat 60. to po prostu mój świat.
9/10
American Graffiti (1973, reż. George Lucas)
Kurde, ale Ci nastolatkowie w USA lat 60. mieli fajne młodzieńcze lata. Nadal ten film mi się rewelacyjnie ogląda i tylko mnie utwierdza w przekonaniu, że gdyby Lucas po trylogii dał sobie spokój ze "Star Warsami" to mógłby jeszcze wiele fajnych filmów nakręcić.
Ogólnie to jeden z tych filmów, w którym dowolny widz może odnaleźć siebie w którejkolwiek postaci. Może owy widz też całą noc uganiał się za dziewczyną ze snów jak Curt. Albo był takim zbuntowanym ze światem miejscowym królem wyścigów jak John, albo szkolnym sepleniącym brzydalem, który chciał zaimponować jakiejś lasencji jak Terry. Film przede wszystkim powala znakomitym klimatem, który aż prowokuje marzenia o nocnej przejażdżce żółtym Fordem 5-Windowem z odsłoniętym silnikiem, słuchając "Runaway" Dela Shannona w radiu. Oczywiście to też kolejny z tych klasyczków, gdzie można zobaczyć kilkoro znanych zanim stali się znani (Richard Dreyfuss, Harrison Ford, Ron Howard).
Jeśli miałbym się czegoś przyczepić, to przyznam że zauważyłem pewien rażący błąd. W scenach nad jeziorem widać, że niebo jest jaśniejsze i sugeruje świt, z kolei w późniejszych w miasteczku niebo jest znowu czarne jakby był środek nocy. No i tak poza tym przyznam, że sam nie wiem za co ta nominacja do Oscara dla Candy Clark. Była sympatyczna, ale to po prostu rola jak rola.
Tak podsumowując - jeden z tych filmów, przy których na moją ocenę zdecydowany wpływ ma klimat. Ameryka wczesnych lat 60. to po prostu mój świat.
9/10
22-05-2021, 09:18 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-05-2021, 12:28 przez Kryst_007.)






