Żywe tarcze (1968, reż. Peter Boganovich)
Kolejny Boganovich odhaczony. Boris Karloff niejako w roli samego siebie chce przejść na emeryturę i przygotowuje się do pożegnalnego benefisu, z kolei w tym samym czasie pewien psychopata bawi się w polowanie... tyle że na Bogu ducha winnych ludzi. Te oto dwa wątki zmierzają do styknięcia się ze sobą w klimatycznym finale w kinie samochodowym.
Ogólnie jedna z tych niskobudżetowych produkcji legendarnego Rogera Cormana. Jednocześnie czuć tutaj tyle twórczego zaangażowania, że pomijając tą obsadę składającą się prawie z samych no-name'ów aż można zapomnieć, że ogląda się dzieło nakręcone za czapkę gruszek. Boganovich mając do dyspozycji prosty scenariusz z antagonistą nie posiadającym żadnych skomplikowanych motywacji wyciska umiejętnie z niego trzymający w napięciu thriller. Duża w tym zasługa skromnej reżyserii, oryginalnego jak na tamte czasy montażu oraz pracy kamery Laszlo Kovacsa. Sam film też się sprawdza jako zajadliwy komentarz starszego pokolenia wobec zmieniającej się popkultury, a Karloff w roli weterana kina grozy, będącego jednocześnie poczciwym staruszkiem jest tak autentyczny jak tylko się da. Plus mój ulubiony, acz jakże prawdziwy dialog z filmu:
- Nie oddzwaniaj do niego. Po co masz się zadręczać?
- To moja praca. Płacą mi bym był masochistą.
8/10
Kolejny Boganovich odhaczony. Boris Karloff niejako w roli samego siebie chce przejść na emeryturę i przygotowuje się do pożegnalnego benefisu, z kolei w tym samym czasie pewien psychopata bawi się w polowanie... tyle że na Bogu ducha winnych ludzi. Te oto dwa wątki zmierzają do styknięcia się ze sobą w klimatycznym finale w kinie samochodowym.
Ogólnie jedna z tych niskobudżetowych produkcji legendarnego Rogera Cormana. Jednocześnie czuć tutaj tyle twórczego zaangażowania, że pomijając tą obsadę składającą się prawie z samych no-name'ów aż można zapomnieć, że ogląda się dzieło nakręcone za czapkę gruszek. Boganovich mając do dyspozycji prosty scenariusz z antagonistą nie posiadającym żadnych skomplikowanych motywacji wyciska umiejętnie z niego trzymający w napięciu thriller. Duża w tym zasługa skromnej reżyserii, oryginalnego jak na tamte czasy montażu oraz pracy kamery Laszlo Kovacsa. Sam film też się sprawdza jako zajadliwy komentarz starszego pokolenia wobec zmieniającej się popkultury, a Karloff w roli weterana kina grozy, będącego jednocześnie poczciwym staruszkiem jest tak autentyczny jak tylko się da. Plus mój ulubiony, acz jakże prawdziwy dialog z filmu:
- Nie oddzwaniaj do niego. Po co masz się zadręczać?
- To moja praca. Płacą mi bym był masochistą.
8/10
02-06-2021, 12:57 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-06-2021, 13:16 przez Kryst_007.)





