Kochankowie mojej mamy (1985, reż. Radosław Piwowarski)
I kolejny Piwowarski odhaczony. Jest lepiej, niż przy "Pociągu..." i zdecydowanie poziom "Yesterday". Żadnego silenia się na bycie Bunuelem, tylko po prostu dobry porządny dramat traktujący o rodzinnej patologii.
Cały ten film właściwie opiera się na parze głównych aktorów, pomiędzy którymi czuć prawdziwą więź w każdej minucie. Janda gra tu być może jedną z lepszych ról w całej swojej karierze. Jest świetna w roli samotnej wyniszczonej przez leki i alkohol kobiety, którą musi opiekować się własny 11-letni syn. Największe oklaski jednak dla owego chłopaka - jako przedwcześnie dojrzały ze względu na okoliczności dzieciak bardziej nie mógłby być wiarygodny. Nawet pomimo faktu, że scenarzyści momentami wciskali w jego usta dosyć nieadekwatne nawet do niego dialogi, to widać że daje z siebie wszystko w tej trudnej roli.
Pod względem emocji jest solidnie i da się uwierzyć w ten scenariusz pisany przez życie. Niestety i tu musiało trochę wpaść szantażu (scena ze związywaniem rąk), z kolei zakończenie zostawiło we mnie pewną pustkę. Szkoda też, że jakby nie było pomysłu co dalej zrobić z postacią Smolenia, zatem musiał ulotnić się on w połowie filmu.
7/10
I kolejny Piwowarski odhaczony. Jest lepiej, niż przy "Pociągu..." i zdecydowanie poziom "Yesterday". Żadnego silenia się na bycie Bunuelem, tylko po prostu dobry porządny dramat traktujący o rodzinnej patologii.
Cały ten film właściwie opiera się na parze głównych aktorów, pomiędzy którymi czuć prawdziwą więź w każdej minucie. Janda gra tu być może jedną z lepszych ról w całej swojej karierze. Jest świetna w roli samotnej wyniszczonej przez leki i alkohol kobiety, którą musi opiekować się własny 11-letni syn. Największe oklaski jednak dla owego chłopaka - jako przedwcześnie dojrzały ze względu na okoliczności dzieciak bardziej nie mógłby być wiarygodny. Nawet pomimo faktu, że scenarzyści momentami wciskali w jego usta dosyć nieadekwatne nawet do niego dialogi, to widać że daje z siebie wszystko w tej trudnej roli.
Pod względem emocji jest solidnie i da się uwierzyć w ten scenariusz pisany przez życie. Niestety i tu musiało trochę wpaść szantażu (scena ze związywaniem rąk), z kolei zakończenie zostawiło we mnie pewną pustkę. Szkoda też, że jakby nie było pomysłu co dalej zrobić z postacią Smolenia, zatem musiał ulotnić się on w połowie filmu.
7/10
08-06-2021, 10:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-06-2021, 11:11 przez Kryst_007.)





