Moulin Rogue! (2001, reż. Baz Luhrmann)
Jeden z tych wielu musicali, które albo się kocha albo nienawidzi. Ja tu raczej jestem pomiędzy, ale tak bliżej tej pierwszej grupy. W sumie to też jeden z tych filmów, przy których wystarczy po prostu kupić konwecję by się spodobał. U mnie były z początku problemy, ale po jakichś 10 minutach się udało.
Otóż z miejsca powiem, że film jest wspaniały realizacyjnie. Czuć tutaj ten cały ogrom pracy i serca włożony w stronę wizualną. Paleta barw właściwie miażdży, a szczególnie w jakości 1080p, z kolei ten Oscar za scenografie równie zasłużenie mógł pójść w tamtym roku jedynie do "Drużyny pierścienia". Aktorsko też solidnie - Kidman świetna, z kolei McGregor trochę gorzej. Chyba nie będzie aktem nacjonalizmu stwierdzenie, że Jacek Koman jednak kradnie film jedną wiadomą sceną? ;) Same piosenki, mimo że to są najzwyczajniej w świecie covery dobrze nam wszystkich znanych klasyków, to wykonane są na naprawdę brawurowym poziomie, a niektóre przebijają nawet oryginały ("Lady Marmalade" czy przede wszystkim "Roxanne").
Niestety scenariuszowo jest słabiej i to zdecydowanie. Spójrzmy prawdzie w oczy - historia przedstawiona w tym filmie to takie oklepane romansidło z masą banalnych dialogów o miłości. Pamiętam recenzję Nostalgia Critica (jeszcze za swoich starych dobrych czasów), w którym mocno jechał po filmie, choć z uzasadnioną argumentacją. Mimo, że nie jestem nawet w połowie aż tak krytyczny wobec filmu Luhrmanna jak on i na pewne elementy patrzę z przymrużeniem oka ze względu na świadomą konwencję (nawet na tego villaina wyjętego żywcem z kreskówki), to jednak w paru aspektach miał słuszność. Dla przykładu -
Mimo, że ten film ma naprawdę swoje mocne problemy scenariuszowe, to jednak skłamałbym pisząc że dobrze się nie bawiłem. Ja po prostu lubię oglądać filmy, w których czuję jakąś pasję twórczą reżysera. Tak jest i w tym przypadku. Wizualnie nie postarzał się o te 20 lat ani trochę i ogólnie bardziej mi się podobało niż przy pierwszym seansie lata temu.
7/10
Jeden z tych wielu musicali, które albo się kocha albo nienawidzi. Ja tu raczej jestem pomiędzy, ale tak bliżej tej pierwszej grupy. W sumie to też jeden z tych filmów, przy których wystarczy po prostu kupić konwecję by się spodobał. U mnie były z początku problemy, ale po jakichś 10 minutach się udało.
Otóż z miejsca powiem, że film jest wspaniały realizacyjnie. Czuć tutaj ten cały ogrom pracy i serca włożony w stronę wizualną. Paleta barw właściwie miażdży, a szczególnie w jakości 1080p, z kolei ten Oscar za scenografie równie zasłużenie mógł pójść w tamtym roku jedynie do "Drużyny pierścienia". Aktorsko też solidnie - Kidman świetna, z kolei McGregor trochę gorzej. Chyba nie będzie aktem nacjonalizmu stwierdzenie, że Jacek Koman jednak kradnie film jedną wiadomą sceną? ;) Same piosenki, mimo że to są najzwyczajniej w świecie covery dobrze nam wszystkich znanych klasyków, to wykonane są na naprawdę brawurowym poziomie, a niektóre przebijają nawet oryginały ("Lady Marmalade" czy przede wszystkim "Roxanne").
Niestety scenariuszowo jest słabiej i to zdecydowanie. Spójrzmy prawdzie w oczy - historia przedstawiona w tym filmie to takie oklepane romansidło z masą banalnych dialogów o miłości. Pamiętam recenzję Nostalgia Critica (jeszcze za swoich starych dobrych czasów), w którym mocno jechał po filmie, choć z uzasadnioną argumentacją. Mimo, że nie jestem nawet w połowie aż tak krytyczny wobec filmu Luhrmanna jak on i na pewne elementy patrzę z przymrużeniem oka ze względu na świadomą konwencję (nawet na tego villaina wyjętego żywcem z kreskówki), to jednak w paru aspektach miał słuszność. Dla przykładu -
Mimo, że ten film ma naprawdę swoje mocne problemy scenariuszowe, to jednak skłamałbym pisząc że dobrze się nie bawiłem. Ja po prostu lubię oglądać filmy, w których czuję jakąś pasję twórczą reżysera. Tak jest i w tym przypadku. Wizualnie nie postarzał się o te 20 lat ani trochę i ogólnie bardziej mi się podobało niż przy pierwszym seansie lata temu.
7/10
12-06-2021, 09:50 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-06-2022, 12:07 przez Kryst_007.)
Spoiler




