Vampire in Brooklyn (1995) reż Wes Craven
Podrzucam, bo mimo że film nie jest najlepszy (oceniam na mocno naciąganą szóstkę) to chyba warto go sobie pod pewnymi względami przypomnieć bo.. jest całkiem interesujący.
Dla tych co nie widzieli - jest to "czarnoskóra" wersja historii o Draculi (właściwie każda postać jest odpowiednikiem z Draculi więc równie dobrze postacie mogłyby nazywać się tak samo jak i tytuł mógłby brzmieć "Dracula", ale cóż..) i dość zręcznie zaadoptowana. Problem w tym że tego "klasycznego wampira" postanowiono zmiksować z komedią i.. nie wyszło to dobrze. Humor, gagi wydają się wciśnięte na siłę i bez pomysłu, do tego są zwyczajnie głupawe. A jest tego tona. Jako młodziakowi całkiem mi się to wszystko podobało...Teraz jednak mam wrażenie że Wes Craven po prostu "nie czuł" tego filmu.
Trochę tego udanego humoru tu jednak jest. Np część gdy Murphy gra włoskiego opryszka Guido ^^
Jednak gdy mamy tą część na poważnie - wychodzi to naprawdę całkiem nieźle. No i plusem są aktorzy.
Eddie Murphy - wydaje mi się że nie bardzo wie jak to grać w danym momencie ale właśnie co ciekawe wesołkowaty Murphy najlepiej trafia gdy ma sceny zupełnie na poważnie i jest wtedy naprawdę dobry i .. taki "inny" niż zwykle. Ma też niezłą chemię z Bassett.
Angela Bassett - dobra, "duża" rola. A na Angelę za młodu zawsze miło popatrzeć bo i talent i ogromna uroda i świetna figura (Bassett już w tamtych czasach konkretnie zasuwała na siłowni i to naprawdę było widać na tle innych amantek :p Dzisiaj pewno by grała superbohaterki albo Catwoman ^^)
Tak że.. wysoko nie oceniłem ale obejrzałem z dużym zaciekawieniem. A to już coś ;p
Podrzucam, bo mimo że film nie jest najlepszy (oceniam na mocno naciąganą szóstkę) to chyba warto go sobie pod pewnymi względami przypomnieć bo.. jest całkiem interesujący.
Dla tych co nie widzieli - jest to "czarnoskóra" wersja historii o Draculi (właściwie każda postać jest odpowiednikiem z Draculi więc równie dobrze postacie mogłyby nazywać się tak samo jak i tytuł mógłby brzmieć "Dracula", ale cóż..) i dość zręcznie zaadoptowana. Problem w tym że tego "klasycznego wampira" postanowiono zmiksować z komedią i.. nie wyszło to dobrze. Humor, gagi wydają się wciśnięte na siłę i bez pomysłu, do tego są zwyczajnie głupawe. A jest tego tona. Jako młodziakowi całkiem mi się to wszystko podobało...Teraz jednak mam wrażenie że Wes Craven po prostu "nie czuł" tego filmu.
Trochę tego udanego humoru tu jednak jest. Np część gdy Murphy gra włoskiego opryszka Guido ^^
Jednak gdy mamy tą część na poważnie - wychodzi to naprawdę całkiem nieźle. No i plusem są aktorzy.
Eddie Murphy - wydaje mi się że nie bardzo wie jak to grać w danym momencie ale właśnie co ciekawe wesołkowaty Murphy najlepiej trafia gdy ma sceny zupełnie na poważnie i jest wtedy naprawdę dobry i .. taki "inny" niż zwykle. Ma też niezłą chemię z Bassett.
Angela Bassett - dobra, "duża" rola. A na Angelę za młodu zawsze miło popatrzeć bo i talent i ogromna uroda i świetna figura (Bassett już w tamtych czasach konkretnie zasuwała na siłowni i to naprawdę było widać na tle innych amantek :p Dzisiaj pewno by grała superbohaterki albo Catwoman ^^)
Tak że.. wysoko nie oceniłem ale obejrzałem z dużym zaciekawieniem. A to już coś ;p
03-07-2021, 17:24 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-07-2021, 17:30 przez Rozgdz.)





